Informatyka dla urzędnika

W przebudowie Centrum Gospodarczego Rządu, niejasny jest los informatyzacji administracji publicznej. Według ustawy, koordynacją działań w zakresie rozwoju łączności i informatyki ma zajmować się Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

W przebudowie Centrum Gospodarczego Rządu, niejasny jest los informatyzacji administracji publicznej. Według ustawy, koordynacją działań w zakresie rozwoju łączności i informatyki ma zajmować się Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

"Największą bolączką informatyzacji administracji państwowej jest brak koordynacji na szczeblu centralnym"- twierdzą główni informatycy urzędów wojewódzkich. Praktycznie każdy resort opracowuje i eksploatuje własne systemy informacyjne. Oprócz kilku centralnych (REGON, PESEL) istnieje wiele systemów lokalnych, które są wzajemnie niespójne, przeważnie zużyte moralnie i technicznie. Istniejące w urzędach bazy danych często zawierają powtarzające się informacje. Także nowe systemy, budowane przy użyciu prostych narzędzi i nieprofesjonalnego sprzętu, wykazują cechy bezładnego projektowania i podatność na niepowołany dostęp. Wszystko to prowadzi do dublowania prac, marnotrawienia środków finansowych i potęgowania bałaganu w nie przystających do siebie systemach informatycznych.

Aby temu przeciwdziałać, już w 1991 r. w Urzędzie Rady Ministrów powstało Biuro Informatyki ds. Administracji Publicznej, przekształcone w 1995 r. w Departament Informatyki. Początek lat 90. nie przyniósł jednak istotnej poprawy, a to z powodu stosunkowo niskiej rangi nowo powstałego urzędu. Biuro Informatyki URM mogło bowiem jedynie monitorować działania służb informatycznych bez możliwości bezpośredniego oddziaływania na nie. Wzmocnienie koordynacji nadzoru, w stosunku do wszystkich poziomów organizacyjnych informatyki w administracji publicznej, widoczne jest dopiero od niedawna. Do zmiany przyczyniło się powołanie przed dwoma laty pełnomocnika prezesa Rady Ministrów ds. informatyki, a wkrótce potem Rady Koordynacyjnej ds. Teleinformatyki, której głównym zadaniem jest tworzenie strategii informatyzacji państwa.

Reforma centrum w praktyce

Przymiarki polskiej administracji publicznej do planowanej po 1 stycznia 1997 r. restrukturyzacji na model europejski wydawały się nieść dużo nadziei służbom informatycznym. W nowej strukturze planowano bowiem powołanie organów, które ustawowo, a nie jak do tej pory mocą rozporządzeń, miały zajmować się informatyzacją. Rada Koordynacyjna zaleciła więc, by w przestrzennej strukturze modelu informacyjnego administracji publicznej po reformie można było wyróżnić:

Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) oraz centrale resortów na poziomie centralnym, urzędy wojewódzkie na poziomie pośrednim oraz gminy, urzędy rejonowe, a w przyszłości nowo powstałe podmioty usytuowane poniżej szczebla wojewódzkiego na poziomie najniższym.

Jeszcze w czerwcu br. Radzie wydawało się, że to właśnie ona będzie odpowiedzialna za wprowadzenie w życie tego modelu, a podstawowym centralnym ogniwem w strukturze organizacyjno-funkcjonalnej będzie Rządowe Centrum Informatyczne (RCI) przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz Departament Informatyki MSWiA. Niestety, pakiet 11 ustaw reformujących Centrum Administracyjno-Gospodarcze Rządu, jakie Sejm uchwalił 21 czerwca br., był przysłowiowym kubłem zimnej wody zarówno dla Rady, jak i dla Departamentu Informatyki URM, mimo iż w jednej z nich pojawił się zapis o konieczności utworzenia w każdym z ministerstw komórek organizacyjnych, biur lub wydziałów ds. informatyki. "Cóż bowiem z tego, że hasło "informatyzacja" pojawiło się w ustawach, skoro nie w tym kontekście, jak było to wcześniej planowane?" - twierdzi Janusz Maszkiewicz, ówczesny przewodniczący Rady i jednocześnie dyrektor DI URM. "Do tego momentu byłem przekonany, że po likwidacji URM Departament Informatyki znajdzie się w nowo tworzonej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, skąd, na mocy ustawy, wreszcie mógłby znacznie skuteczniej koordynować działania w zakresie informatyzacji służb publicznych niż mógł to czynić do tej pory".

Z ustawowego zapisu o Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji wynika jednak, że to właśnie ono będzie odpowiedzialne za "koordynowanie działań w zakresie rozwoju łączności i informatyki" i że nadal ta koordynacja nie będzie szła w parze z przydzielaniem środków budżetowych. O RCI przy Kancelarii Premiera można teraz tylko pomarzyć, zamiast tego znajdzie się tam co najwyżej biuro (jeden szczebel niżej w kompetencjach po departamencie), a zapewne wydział (dwa szczeble niżej) informatyki na użytek wyłącznie Kancelarii.

Czy Departamentowi Informatyki ulokowanemu przy MSWiA uda się udźwignąć ciężar odpowiedzialności, jaki będzie spoczywał na jego barkach? Marek Pol, pełnomocnik Rady Ministrów ds. Reformy Centrum Gospodarczego Rządu, uważa, że tak. Rada i departament twierdzą, że nie. Doświadczenia ubiegłych lat pokazały bowiem, że koordynowanie tych działań z poziomu jednego resortu jest mało skuteczne, gdyż z czasem rozmywa się zakres kompetencji. Mogłoby tak być jedynie wtedy, gdyby MSWiA stało się najważniejszym ministerstwem w państwie, a tak przecież nie będzie. Do miana strategicznych pretendują bowiem, obok MSWiA, zarówno Ministerstwo Skarbu, jak i Ministerstwo Gospodarki. A to właśnie w ich kompetencjach będzie leżała obsługa takich kluczowych rejestrów publicznych, jak NIP czy REGON, i jest mało prawdopodobne, by wypuściły je spod kontroli - chociażby ze względu na możliwość dotacji budżetowych.

Załóżmy jednak, czysto teoretycznie, że MSWiA byłoby w stanie zapewnić sobie posłuch na zewnątrz i zajmijmy się tym, co może dziać się w nim samym. W ustawie o MSWiA w tym samym punkcie mówi się o koordynowaniu działań w zakresie zarówno informatyki, jak i łączności. Czy oznacza to, że powstanie jeden silny Departament Informatyki i Łączności, w którym łączność, z powodów uwarunkowań historycznych, mogłaby zdominować całkowicie informatykę? A jeśli powstaną dwa słabsze, to czy wtedy Departament Informatyki miałby szansę przebić się ze swymi pomysłami do "mundurowego" ministra zarządzającego ministerstwem o strukturze ogromnie rozbudowanej, o nadmiernym skomasowaniu kompetencji i niesterowalnej? Czy przyjęcie przez posłów w ostatniej chwili autopoprawki rządu, w wyniku której zastąpiono projektowaną ustawę o urzędzie Ministra Administracji i Mieszkalnictwa ustawą o urzędzie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji nie świadczy o tym, że informatykę wrzucono tam przypadkowo albo przez niedopatrzenie? A o czym świadczy to, że do dzisiaj nie udało się przygotować aktów wykonawczych i propozycji kadrowych dla nowo tworzonych jednostek i co więcej, twierdzi się, że nadal podlegają one manipulacjom i naciskom różnorodnych grup interesów? Nie ulega wątpliwości, że ta część reformy została najsłabiej przemyślana i przygotowana oraz ciążą nad nią doraźne polityczne rozgrywki, a nie troska o funkcjonalne umeblowanie centrum administracyjnego państwa. W pierwszej kolejności może na tym stracić .

Rada Koordynacyjna

Niestety, nowe ustawy nic nie mówią o losach powołanej w 1995 r. przy RM Radzie Koordynacyjnej ds. Teleinformatyki. Nie negując potrzeb jej istnienia, wydaje się, że umocowanie Rady za pomocą uchwał jest nazbyt słabe. W założeniach, jeszcze z 1994 r., w skład Rady mieli wchodzić pełnomocnicy rządowi oraz, na zasadzie gości, przedstawiciele służb specjalnych. Skład nowej Rady, powołanej w 1995 r., był jednak znacznie bardziej przypadkowy. Dlaczego znaleźli się w niej np. przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego, Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji i Zakładu Elektronicznej Techniki Obliczeniowej, a nie znaleźli przedstawiciele Krajowej Komisji Wyborczej? W efekcie można podać w wątpliwość to, czy Rada może, w obecności np. prezesa PIIiT, skutecznie dyskutować wnioski, co do zmiany ustawy o zamówieniach publicznych, kiedy to powinna konfrontować dwie sprzeczne ze sobą wersje: Izby - reprezentującej dostawców - i Rady - reprezentującej użytkowników rządowych. Taka Rada ma mniejszy wpływ na polityków zbliżonych do kół rządowych i nic dziwnego, że coraz częściej mówią oni o jej likwidacji.

Informatyzacja terenowa

Oddzielnym tematem jest współpraca administracji centralnej z terenową. Do tej pory w jednostkach terenowej administracji rządowej są przeważnie wykorzystywane proste możliwości informatyki. Jej efektywne stosowanie przez odpowiednio zorganizowane służby wojewodów stało się możliwe przede wszystkim dzięki zmodernizowaniu rejestrów publicznych, takich jak system ewidencji ludności - PESEL, system ewidencji podmiotów gospodarczych - REGON i system ewidencji gruntów - TERYT. Duża w tym zasługa powstałych przy większych urzędach wojewódzkich 15 Terenowych Banków Danych. Poważnym wysiłkiem finansowym i organizacyjnym TBD z początkowo "jednozadaniowych" (system PESEL) przekształciły się w "wielozadaniowe" (ewidencja ludności, pojazdów, gruntów i in.) węzły integracji informacji. W swoich statutach TBD mają za zadanie, oprócz prowadzenia podstawowych rejestrów publicznych, także obsługę informatyczną innych jednostek administracji państwowej oraz gmin w ramach zadań zleconych i powierzonych. Jako "jednostki samofinansujące" świadczą także usługi informatyczne na rzecz innych podmiotów.

W latach 1993-95 na wzór TBD zaczęły powstawać Wojewódzkie Ośrodki Danych, przejmując w znacznym stopniu część kompetencji TBD. Zdaniem DI URM, nie są one obecnie w stanie wypełniać wszystkich funkcji poziomu pośredniego (województwa), a to z powodu możliwości finansowych, słabego sprzętu i oprogramowania oraz braku kadr o wysokich kwalifikacjach. Innego zdania są jednak przedstawiciele WBD, którzy uważają, że już obecnie mogą się obejść bez TBD. Ponieważ koordynowanie informatyzacji z centrali nadal nie będzie szło w parze z przyznawaniem środków, chociażby z powodu decentralizacji władzy, to najprawdopodobniej TBD będą musiały zostać rozwiązane. Nie mając bowiem zamówień z innych województw, a jednocześnie dysponując kosztownym sprzętem (mainframe'y, AS/400), nie będą mogły odpowiednio spożytkować świadczenia usług na zewnątrz, gdyż nadal obowiązuje przepis ministra finansów, zabraniający tego typu jednostkom budżetowym przeznaczania środków z zysku na inwestycje i fundusz płac (można jedynie na szkolenia).

Co dalej

Do tej pory ani Radzie Koordynacyjnej, ani Departamentowi Informatyki URM nie udało się przekonać urzędników odpowiedzialnych za wdrożenie reformy centrum do jakichkolwiek działań podnoszących rangę informatyzacji administracji państwowej poza ustawowym wpisaniem jej w obowiązki odpowiednich urzędów. Po reformie centrum nie będzie więc w administracji centralnej ani pełnomocnika ds. informatyzacji, ani ponadresortowego organu ds. informatyzacji, ani Rządowego Centrum Informatyki, ani Departamentu Informatyki przy Kancelarii Prezesa URM. Zapewne nie będzie też Rady Koordynacyjnej ds. Teleinformatyki, a jeśli będzie, to o bliżej nie określonych kompetencjach. Natomiast w terenie będzie nadal toczyła się walka o kompetencje Terenowych Banków Danych. Pytanie - dokąd zmierzasz polska informatyzacjo służb publicznych - nadal pozostaje więc otwarte.


TOP 200