Informatyka czasu powodzi

We Wrocławiu komputery czyszczono wodą ze szlaucha. W fabryce Polifarb sprzęt komputerowy wyjeżdżał na wózkach widłowych w wodzie po kostki. W opolskiej kawiarni spotykali się natomiast ci, którzy w Internecie nieśli pomoc potrzebującym.

We Wrocławiu komputery czyszczono wodą ze szlaucha. W fabryce Polifarb sprzęt komputerowy wyjeżdżał na wózkach widłowych w wodzie po kostki. W opolskiej kawiarni spotykali się natomiast ci, którzy w Internecie nieśli pomoc potrzebującym.

Siedziba Banku Zachodniego we Wrocławiu mieści się nie opodal rynku. Wzdłuż budynku w pierwszy, pracujący dzień po powodzi leżą worki z piaskiem. Informatycy banku pracują na najwyższym piętrze, którego korytarze zapełnione są kartonami z dokumentami i sprzętem biurowym. "Komputery przenieśliśmy na wyższe piętra" - mówi rzecznik firmy.

Komputery na strych

Korytarze Banku Zachodniego przypominają setki innych w instytucjach i przedsiębiorstwach Kłodzka, Kędzierzyna-Koźla, Opola, Wrocławia czy Raciborza zaraz po powodzi. Nawet tam, gdzie nie dotarł żywioł, lokatorzy zawczasu zabezpieczali się przenosząc cenny sprzęt w miejsca niedostępne dla wody.

"Zdążyliśmy" - kwituje pytanie o straty Antoni Świątkiewicz, szef informatyki Polifarbu, gdzie przez kilka dni poziom wody utrzymywał się na wysokości 1,5 m. Wrocławska fabryka klejów i farb, notowana na warszawskiej giełdzie, znajduje się niedaleko Viscoplastu - kolejnego dużego pracodawcy dla kilku tysięcy wrocławian - przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją środków opatrunkowych. Podczas najgorętszych lipcowych dni przed sobotnią pierwszą falą powodziowa, która zagroziła Wrocławowi, informatycy obu przedsiębiorstw kontaktowali się regularnie w sprawie ewakuacji. Jakby przewidując ewentualne skutki klęski żywiołowej, informatycy lokalizowali serwerownie na piętrach.

"Bilans popowodziowy wypada dla naszego działu pomyślnie - sprzęt został w porę ewakuowany, komputery z działu magazynowego, który pracował do końca, były wywożone z hal na wózkach widłowych w chwili, kiedy do pomieszczeń wdzierała się woda" - opowiada informatyk Polifarbu. Kiedy woda ustąpiła, końcówki sieci w dwóch działach trzeba było przeczyścić i po zainstalowaniu komputerów bez problemów wznowiono ich działanie. Kilka miesięcy temu planowano uruchomienie poczty elektronicznej. "Wobec strat zakładu nie wiem, jaki będzie los tej i innych informatycznych inwestycji" - mówi Antoni Świątkiewicz.

Obronną ręką wyszła z żywiołu wrocławska Fabryka Maszyn Fadroma. "Podjęliśmy decyzję o ewakuacji sprzętu z parteru budynku. Jak się później okazało, niepotrzebnie" - mówi Zofia Skora, kierownik biura informatyki zakładu. Najważniejsza część systemu Fadromy, czyli maszyna AS/400, pracowała bezpiecznie na wyższym piętrze. "W powodzi natomiast dzielnie spisywały się produkowane przez nas ładowarki. Podczas ewakuacji były często wykorzystywane" - mówi Zofia Skora.

JTT nad brzegiem

We Wrocławiu decyzję o ewakuacji najszybciej podjęły montownia ciężarówek Volvo i JTT Computer. "Od początku byliśmy na straconej pozycji" - mówi Tomasz Czechowicz, prezes JTT. Siedziba firmy leży w Biskupinie. Nie dalej jak 100 m od wejścia do biura firmy płynie Odra. Nad jej brzegiem usypano długi, wysoki na 4 worki z piaskiem wał. W krytyczną, sobotnią noc woda prawie przelewała się przez niego. Jednak na teren firmy i przyległych budynków nie wdarła się. "Mieliśmy nieprawdopodobne szczęście" - mówi Tomasz Czechowicz.

Jednak decyzję o ewakuacji podjęto już we wtorek, na 5 dni przed pierwszą falą. Poprzedniego dnia wieczorem w telewizyjnych wiadomościach podano komunikat o niebezpiecznej sytuacji powodziowej dla Wrocławia. W dwa dni później rozpoczęto trwającą 20 godzin ewakuację magazynów i biur położonych na parterze. Kilkadziesiąt osób ładowało sprzęt na ciężarówki wysyłane do wynajętych magazynów w podwrocławskim Bykowie. W piątek nad ranem spod siedziby firmy wyjechała ostatnia ciężarówka. Na miejscu zostali tylko ci, którzy mieli wyłączyć prąd, kiedy woda wedrze się na teren JTT. "Wyszliśmy z powodzi cało, ale można powiedzieć, że o mały włos nie znaleźliśmy się w jej centrum" - mówi Jacek Lorenc z JTT, jeden z pełniących 12-godzinny dyżur w firmie, gdy woda zalewała Wrocław.

Woda oszczędziła też centralę firmy Soft-tronik. Wprawdzie ulicą Legnicką, przy której ma siedzibę wrocławski dystrybutor, płynęła woda, to jednak w budynku firmy zalało tylko piwnicę. Ewakuowano jednak cały parter, ale na piętrach nie zaprzestano działalności - sprzedawano to, co można było wywieźć z zagrożonych powodzią magazynów Wrocławia.

Tomasz Czechowicz, podobnie jak Stanisław Winiarski, prezes Soft-tronika twierdzą, że straty pośrednie wynikające z powodzi nie są wielkie i kształtują się na poziomie 10-15% planowanych przychodów. "W dalszej perspektywie straciliśmy więcej. Mieszkańcy zalanych regionów długo jeszcze nie będą myśleć o kupnie drukarek, komputerów i oprogramowania" - mówi Stanisław Winiarski.


TOP 200