Informatyka bogatego z domu zatrudnię...

Z Włodzimierzem Marcińskim, pełnomocnikiem ministra spraw zagranicznych ds. rozwoju systemów informatycznych, członkiem Rady Koordynacyjnej ds. Teleinformatyki, a w jej ramach przewodniczącym zespołu ds. zatrudnienia kadr informatycznych, rozmawia Wojciech Gryciuk.

Z Włodzimierzem Marcińskim, pełnomocnikiem ministra spraw zagranicznych ds. rozwoju systemów informatycznych, członkiem Rady Koordynacyjnej ds. Teleinformatyki, a w jej ramach przewodniczącym zespołu ds. zatrudnienia kadr informatycznych, rozmawia Wojciech Gryciuk.

Jak to się stało, że Rada Koordynacyjna zainteresowała się problemem zatrudnienia kadr informatycznych w administracji państwowej?

Na początku 1996 r. MSZ, w którym pracuję, poszukiwało informatyków do pracy. Mimo że dysponowało 4 wolnymi etatami, to ze 120 chętnych, którzy się nimi zainteresowali, zatrudniło jednego, a i ten zwolnił się po 3 miesiącach. Dla większości z kandydatów podstawowym elementem była wielkość poborów. Od razu rezygnowali, gdy dowiadywali się, że pensja w okresie próbnym, zgodnie z obowiązującymi w MSZ tabelami płac, może wynieść 600 - 1200 zł w zależności od wykształcenia i stażu pracy. Niewiele osób było zainteresowanych tym, że potem można wyjechać na 9-miesięczny staż za granicę, a po 3-4 latach - na placówkę z całą rodziną. I tak, mimo iż nabór zaczął się na początku roku, nadal 4 etaty są wolne.

Analizując tę sytuację wraz z kolegami z Rady Koordynacyjnej, doszedłem do wniosku, że z podobnymi problemami kadrowo-płacowymi borykają się dyrektorzy komórek informatycznych także innych jednostek administracji centralnej, a zapewne z jeszcze większymi - urzędów wojewódzkich i administracji specjalnej. Mając na uwadze planowaną wtedy reformę centrum, uznałem, że wyniki badań w tym zakresie mogłyby przyczynić się do podwyższenia statusu zawodu informatyka w administracji państwowej. Wtedy też zgłosiłem do Rady Koordynacyjnej projekt przeprowadzenia badań za rok 1995 r. i uzyskałem jej przychylność. Rada powołała zespół ds. zatrudnienia kadr informatycznych, na którego czele stanąłem, a pomoc techniczną w zakresie przeprowadzenia badań zaoferowało Centrum Informatyki Centralnego Urzędu Planowania kierowane przez dr Zygmunta Bieńko, także członka Rady.

W jakim stopniu Rada Koordynacyjna była władna zebrać wiarygodne dane?

W dość dużym, mimo iż będąc organem wyłącznie doradczym, nikomu i niczego nie może nakazać. Rozsyłając ankiety do informatyków zatrudnionych w administracji państwowej, Rada mogła jedynie prosić o udzielenie żądanych informacji zgodnie z prawdą i w określonym czasie (do 15 maja br.). Jej odbiorcami były wszystkie jednostki administracji centralnej i urzędy wojewódzkie oraz wybrane, na zasadzie próby losowej, jednostki administracji specjalnej (ok. 5%) wytypowane przez CUP (np. urzędy celne, urzędy statystyczne, urzędy skarbowe, urzędy pracy). Mimo iż ostatecznie na ankietę odpowiedziało 1211 informatyków ze 107 jednostek spośród 127 indagowanych (84%), wśród nieobecnych znalazło się m.in. aż 11 (22%) spośród 49 urzędów wojewódzkich (w tym warszawski) oraz NIK i NBP.

Część z nich w ogóle nie odpowiedziała bez podania przyczyny, część dała natomiast do zrozumienia, że nie udostępni swoich danych bądź z powodów proceduralnych (np. NIK - "Kto was upoważnił do ich zbierania?"), bądź też z powodu utajnienia pożądanych przez nas informacji (np. NBP). Ten ostatni powód jest jednak kuriozalny, gdyż dane były nam potrzebne wyłącznie do celów statystycznych i żadne wiadomości indywidualne nie mogły być upowszechnione w jakiejkolwiek formie. Nie sądzę jednak, by brak tych danych w istotny sposób zafałszował końcowe wyniki.

Nie da się ukryć, że uzyskane dane znacznie nabrałyby na wartości, gdyby skonfrontowano je z danymi z innych gałęzi gospodarki. Dlaczego Pana zespół nie podjął się w ten sposób zdefiniowanego zadania?

Bez zatrudnienia dodatkowych pracowników nie bylibyśmy w stanie przeprowadzić takich badań. Były natomiast prowadzone rozmowy z Neumann Institute, który takie badania wykonuje odpłatnie na rzecz określonych środowisk branżowych (np. chemicznych), zainteresowanych tendencjami związanymi z wynagradzaniem pracowników, zajmujących określone stanowiska. Pierwotna suma (20 tys. USD), którą Instytut zaproponował za udostępnienie nam swoich danych, była jednak nie do przyjęcia. Końcowa (2 tys. USD) - tak, ale oferta wpłynęła po terminie, kiedy raport został już skierowany do druku. W tej sytuacji samodzielne pozyskanie wiarygodnych informacji porównawczych okazało się dla nas bardzo trudne, chociażby z powodu coraz bardziej popularnego ostatnio utajniania przez przedsiębiorców wszelkich danych płacowych. To zmusiło nas do skorzystania z dokumentów pośrednich, takich jak np. opinia PIIiT, raport specjalny Computerworlda czy ogłoszenia renomowanego miesięcznika Datamation.

Nie ukrywam jednak, że do tej pory nie tylko nie przeprowadzono badań w zakresie sytuacji zatrudnieniowo-płacowej informatyków, ale także żadnej innej grupy zawodowej związanej z administracją publiczną. Nie było więc wzorów. Jestem natomiast przekonany, że zespół wzbogacony o tegoroczne doświadczenia byłby w stanie opracować kolejny raport bardziej precyzyjnie. Pytanie tylko, czy będzie on wtedy komukolwiek potrzebny. Od 1 stycznia 1997 r. wchodzi w życie Ustawa o służbie cywilnej i do tego czasu musi być rozstrzygnięty spór o to, czy stanowiska informatyczne zostaną zaliczone do kategorii S (specjaliści), czy też nadal będą kwalifikowane jako służby pomocnicze.

Niewykluczone więc, że to właśnie obecny raport, mimo jego niedoskonałości, wesprze działania Rady w tym zakresie, przyczyniając się np. do utworzenia w ramach Komisji Kwalifikacyjnej, działającej przy Radzie Służby Cywilnej, Sekcji Informatycznej, odpowiedzialnej za stworzenie i wykreowanie nowego statusu zawodowego informatyka na miarę potrzeb administracji publicznej.


TOP 200