Informatyk w mundurze

Firmy cywilne chętnie zatrudniają informatyków i specjalistów od telekomunikacji ze szlifami oficerskimi. Są nawet skłonne ponieść zwrot kosztów nauki swojego przyszłego pracownika, jeśli ten tuż po studiach zamierza zrezygnować z kariery wojskowej. Poziom i dokonania najstarszego wydziału informatycznego na polskich uczelniach wojskowych – Wydziału Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej – oraz przekonanie, że informatyka po przeszkoleniu wojskowym zwiększy szansę firmy na zdobycie intratnych zleceń na tym rynku, potęgują zainteresowanie wykształconymi pracownikami.

Firmy cywilne chętnie zatrudniają informatyków i specjalistów od telekomunikacji ze szlifami oficerskimi. Są nawet skłonne ponieść zwrot kosztów nauki swojego przyszłego pracownika, jeśli ten tuż po studiach zamierza zrezygnować z kariery wojskowej. Poziom i dokonania najstarszego wydziału informatycznego na polskich uczelniach wojskowych – Wydziału Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej – oraz przekonanie, że informatyka po przeszkoleniu wojskowym zwiększy szansę firmy na zdobycie intratnych zleceń na tym rynku, potęgują zainteresowanie wykształconymi pracownikami.

Oficerska pensja zależy od stanowiska służbowego, stażu pracy i stopnia wojskowego. Oficer–informatyk po ukończeniu WAT nie może spodziewać się wyższego wynagrodzenia niż jego kolega z wykształceniem ogólnowojskowym, który dowodzi np. plutonem piechoty zmechanizowanej. Ponadto jego specjalistyczna wiedza jest wykorzystywana w wąskim zakresie, np. do nadzoru pracy kilkustanowiskowej sieci komputerowej.

Zdarza się również, że młody oficer po 5 latach kontaktu na uczelni z najnowszym sprzętem i oprogramowaniem, trafia do jednostki, w której króluje czcigodny zabytek – komputer ODRA, a transmisja danych odbywa się na nogach żołnierza służby zasadniczej. Nic więc dziwnego, że informatyk w mundurze łatwo może popaść w frustracje i zacząć się zastanawiać nad przejściem do cywila.

Nowe inwestycje w infrastrukturę teleinformatyczną Sił Zbrojnych RP wiążą się jednak z wykształconą kadrą. W tym momencie pojawia się węzeł gordyjski. Ktoś musi dalej prowadzić prace nad tworzonymi w Wojsku Polskim systemami wspomagania dowodzenia oraz modernizacją łączności, które będą trwały jeszcze wiele lat, a zarazem ktoś musi się borykać z administrowaniem sieci lokalnych, nadzorem urządzeń z lat 80., itp. Czy zawsze musi to być absolwent WAT?

Informatyk jak elektryk

Podchorąży Wydziału Cybernetyki WAT nabywa podobnej wiedzy, co jego rówieśnik – student wydziału informatyki cywilnej szkoły wyższej. W procesie nauczania zwraca się szczególną uwagę na wieloplatformowość, mobilność, połączenia międzysieciowe, bezpieczeństwo, czas rzeczywisty stosowanych i projektowanych systemów informatycznych. Od jego rówieśnika różni go też normalne przeszkolenie wojskowe, dzięki któremu kończy uczelnię w randze podporucznika.

Jak oceniają wykładowcy z WAT, „oficer–informatyk zajmuje nazbyt niską pozycję w hierarchii jednostek wojskowych. Informatyk ma tam takie samo znaczenie, jak dyżurny elektryk”. Nie kryją, że czuliby się lepiej na zajęciach z podchorążymi, gdyby mogli ich zapewnić, że Wojsko Polskie rzeczywiście dostrzega rolę informatyki i przekłada się to na strukturę organizacyjną jednostek wojskowych.

„Aby zwiększyć szansę inżynierów–informatyków na udział w sprawnym zarządzaniu jednostką wojskową, zamierzamy wkrótce rozszerzyć proces szkolenia podchorążych na naszym wydziale o wiedzę w zakresie zarządzania. Chcemy, żeby potrafili spojrzeć na technologie informatyczne jako narzędzie wspomagania dowodzenia i zarządzania jednostką woskową” – mówi płk dr hab. inż. Tadeusz Nowicki, szef Instytutu Systemów Informatycznych WAT. Ma on również nadzieję, że następne roczniki absolwentów, jeśli trafią do wojskowych zespołów informatycznych, będą przygotowane do wymagań rynku cywilnego.

Często zdarza się, że ktoś czuje się ze swoimi kwalifikacjami nie na miejscu, ponieważ w czasie studiów źle wybrał specjalizację. „W najbliższym czasie zmienimy sposób kształcenia naszych studentów. Będą oni sami wybierać przedmioty, aby zdobywać wiedzę w interesującym ich kierunku. Student WAT na początku studiów nie będzie musiał podejmować decyzji, czy stać się programistą czy też analitykiem systemowym. To wyniknie samo przez się, kiedy podchorąży przejdzie taki indywidualny tok studiów” – wyjaśnia ppłk dr hab. inż. Wiesław Barcikowski, zastępca szefa Instytutu Systemów Informatycznych WAT.

Żołnierz i cywil

Skoro liczni absolwentów WAT – potencjalni współtwórcy projektów – są „podkupywani” przez firmy prywatne, z którymi wojsko nie może konkurować warunkami finansowymi, to może armia zdecydowałaby się na szerszą skalę korzystać z usług firm cywilnych?

Potwierdzają to naukowcy z WAT: „ U nas systemy komputerowe na potrzeby wojska powstają wewnątrz armii, kiedy na świecie zajmują się nimi wyspecjalizowane działy wielu firm cywilnych.” Jest to paradoks, ponieważ obecnie informatycy wojskowi więcej czerpią z rynku cywilnego niż sami są w stanie zaoferować. Inaczej niż na świecie, technologie płyną do armii, a nie z armii. „Mamy za mało ludzi i pieniędzy, aby wpływać na kształt technologii informatycznych” – stwierdza ppłk Jacek Wiśniewski, szef Centrum Informatyki WAT.

Sytuacja, w której firmy cywilne rzadko są dopuszczane do pracy nad projektami o charakterze wojskowym, z jednej strony wynika z braku zaufania dowódców do cywili - żołnierz służy i można od niego zażądać pracy po godzinach - z drugiej zaś polskie firmy teleinformatyczne w większości dopiero badają rynek i zbierają doświadczenia, jak handlować i współpracować z wojskiem.

Warto jednak zauważyć, że większość agencji amerykańskich pracujących na rzecz wojskowej informatyki, zatrudnia cywili, lecz są to nierzadko byli wojskowi. Na czele projektów militarnych stoją zaś z reguły wysokiej rangi oficerowie o wiedzy ogólnowojskowej, którzy dyscyplinują pracę zespołu i podpowiadają rozwiązania znane praktykom. Ich los zależy od stopnia powodzenia projektów.

Analityk z WAT, koder z cywila

„Można założyć następujący kierunek rozwoju informatyki w wojsku: kształceni przez nas specjaliści będą przygotowywali założenia i specyfikacje potrzebnych systemów militarnych oraz nadzorowali proces ich powstawania w firmach cywilnych. Informatycy w mundurach mają stawiać wymagania, które będą spełniać inni” – proponuje Wiesław Barcikowski. Gdyby tak się stało, informatyk–oficer stałby się bardziej analitykiem systemowym, projektantem systemu niż programistą. Ciężar prac zostałby scedowany na firmy cywilne. Z takim wnioskiem zgadza się płk prof. dr hab. Piotr Sienkiewicz, zastępca dyrektora Departamentu Kadr i Szkolnictwa Wojskowego. Od dawna głosi pogląd, że WAT kształci elitę, zarzucaną drobiazgami, którymi mogliby zająć się cywile.

Jest znowu jedno ale: czy cywil będzie chciał pracować w wojsku? Szefowie zespołów informatycznych nie mają złudzeń. Mówią wprost, że za pieniądze, które oferuje wojsko, żaden cywil nie podejmie pracy. Jeśli już, to osoby po 40., które potrzebują państwowej posady do poprawy swojej sytuacji emerytalnej, lub nieliczni absolwenci szkół średnich, pomaturalnych i wyższych, aby w ciągu kilkunastu miesięcy nabyć trochę doświadczenia i podszkolić się w informatyce, potem zaś przejść do pracy np. w banku czy firmie telekomunikacyjnej.

Dlatego nie możemy się dziwić, że informatyk po WAT szuka pracy na rynku cywilnym.


TOP 200