Informatyczne igrzyska

Wstępne oceny, dokonywane w przeddzień zamknięcia Międzynarodowych Targów KOMPUTER EXPO'92, sugerowały, że była to dotychczas największa z ekspozycji informatyczno- komputerowych w Polsce, a tych liczących się ma już miejsce każdego roku co najmniej siedem. Najprawdopodobniej nie będzie również rywala do tytułu głównej warszawskiej imprezy 1992 r., prezentującej najnowocześniejszą i najbardziej dynamicznie rozwijającą się dziedzinę techniki.

Wstępne oceny, dokonywane w przeddzień zamknięcia Międzynarodowych Targów KOMPUTER EXPO'92, sugerowały, że była to dotychczas największa z ekspozycji informatyczno- komputerowych w Polsce, a tych liczących się ma już miejsce każdego roku co najmniej siedem. Najprawdopodobniej nie będzie również rywala do tytułu głównej warszawskiej imprezy 1992 r., prezentującej najnowocześniejszą i najbardziej dynamicznie rozwijającą się dziedzinę techniki.

Przede wszystkim jednak targi pokazały, że Polska traktowna jest nadal jako jeden z nowych, a tym samym najbardziej "gorących rynków" komputerowych, o które warto zabiegać.

Warszawa w dniach 21 - 24 stycznia przeżyła prawdziwy najazd światowego i krajowego pospolitego ruszenia komputerowego i stała się w tej branży na kilka dni stolicą Europy Środkowej. Przedmiotem ekspozycji i rokowań handlowych było wszystko, co wiąże się z komputerami, a więc nie tylko sprzęt, oprogramowanie, urządzenia peryferyjne, usługi, ale również meble do skomputeryzowanych stanowisk pracy i literatura fachowa.

Większość znanych światowych korporacji takich jak np.: IBM, Bull, Hewlett - Packard, ICL, Digital Equipment, Siemens - Nixdorf, Oracle, Fujitsu, Hitachi czy Seagate miała własne stoiska, bądź była reprezentowana przez swych partnerów i agentów handlowych. W sumie, na dwukrotnie większej powierzchni wystawienniczej niż w ubiegłym roku, zaprezentowały się 373 firmy.

Chętnych było jednak więcej. Ponad 20 firm, które zgłosiły się później i nie znalazły już miejsca wewnątrz oficjalnego obszaru targowego, organizowały swoje stoiska, konferencje prasowe i seminaria w salach hoteli Marriott, Forum, Europejskim i w Centrum Prasowym Interpressu.

Do zwiedzenia wszystkich stoisk trzeba było w tych warunkach niemało czasu, wytrwałości i siły. Targowe poznawanie Warszawy rozszerzyło się także na Mokotów. W przededniu targów otworzyły bowiem własne siedziby firmy Bull Polska (przy ul. Domaniewskiej) oraz Soft-Tronik (własny dom na Sadybie).

"Metrażowymi" potentatami targów okazały się tym razem firmy ABCData - 270 m. kw., Soft-Tronik (tradycyjnie) - 230 m. kw., IBM - 214 m. kw., PROKOM - 130 m. kw, ICL i Unicorn - po 120 m. kw. IBM swoją powierzchnię podzieliła na dwa stoiska. W PKiN pod hasłem "IBM Partners" zaprezentowała swych 27 polskich, autoryzowanych remarketerów i 13 agentów. W Victorii "Big Blue" wystawiła nowoczesne maszyny dla systemów bankowych.

Podczas licznych konferencji prasowych, odbywających się niejednokrotnie w tym samym czasie w różnych miejscach Warszawy, dochodziło często do sporów na temat rzeczywistego obrazu rynku informatycznego w Polsce.

Według ocen firmy DEC sprzedaż sprzętu komputerowego osiągnęła w ub.r. 200 mln USD, a zachodniego oprogramowania - od 13 do 15 mln USD. Zdaniem szefa Biura Informatyki w Urzędzie Rady Ministrów, Andrzeja Florczyka, w bieżącym roku sprzedaż softwaru powinna wzrosnąć do ok. 25 mln USD. Ta prognoza wydaje się być głównym symptomem zmiany jakościowej, tym bardziej, że jeszcze przed rokiem promotorzy tworzenia rynku softwarowego w Polsce uznawani byli często za niepoprawnych ryzykantów.

O tym, że rynek legalnego oprogramowania (mimo ciągnącej się jak włoski makaron procedury legislacyjnej przepisów o ochronie prawnej softwaru) zaistniał w Polsce, świadczy nie tylko wielkość legalnej sprzedaży. Co ważniejsze, w ślad za nią pojawiają się zapowiedzi polonizacji najbardziej znanych pakietów m.in.: Lotus 1-2-3, dBase, Windows, Quatro Pro oraz edytorów.

Rynek legalnego oprogramowania istnieje jednak nadal, obok rynku czarnego, jako głównego żródła zaopatrzenia odbiorców indywidualnych. Rzecz ciekawa, że wszystkie poważne firmy niezbyt się tym przejmują, a żadna z nich nie ma w planach doprowadzenia np. do precedensowgo wyroku sądowego.

Większość liczy na rozsądek użytkowników i na to, że status legalności, owocujący dostępem do upgrade'ów i do serwisu, jest wystarczająco atrakcyjny. Nikt nie zamierza również wchodzić na polski rynek z preferencyjnymi cenami oprogramowania, uwzględniającymi zasobność naszych kieszeni, a tylko niektórzy przebąkują, że legalny zakup nowych wersji będzie stanowił równocześnie rozgrzeszenie z nielegalnego posiadania dotychczasowych.

W sumie więc pada wiele słów o wspieraniu i promowaniu etycznych zachowań, ale na dobrą sprawę realnym adresatem legalnego softwaru pozostają odbiorcy instytucjonalni.

Świadectwem braku rzeczywistego i kompleksowego rozeznania był także spór o podział rynku drukarek, który - jak twierdzono - przypada po połowie na Epsona i Stara. Nie uwzględniono np. sporej sprzedaży drukarek produkcji największej w tej branży firmy europejskiej - Mannesmann Tally. Na wystawie w hotelu Forum firma ta zaprezentowała najnowsze generacje, od igłowych przez laserowe i atramentowe, aż po termiczne (dla laptopów). Dystrybucją tych drukarek w Polsce zajmuje się poznańska firma SUPRA, która w najbliższym czasie chce zdobyć 10% rynku.

Generalnie jednak rzetelnych informacji o wielkości sprzedaży sprzętu i oprogramowania w Polsce, na dobrą sprawę, nie ma nikt. Z przykrością przyszło nam wysłuchać bardzo wielu krytycznych uwag pod adresem IDC, której informacje uznano na Targach za wzięte z sufitu. Nic dziwnego więc, że szef Biura Informatyki URM zaapelował do wszystkich dysponujących takimi możliwościami o współudział w badaniach rynku.

Szkoda natomiast, że dyr. Florczyk nie zajął, mimo wyraźnych nacisków ze strony przedstawicieli firm oraz dziennikarzy, bardziej zdecydowanego stanowiska w sprawie taryf celnych. Podwyższenie cła od stycznia nie ma oczywiście niestety nic wspólnego z rozsądnym protekcjonizmem, na dobrą bowiem sprawę nie ma czego chronić w dziedzinie rodzimego sprzętu.

Jednak nie tylko o cło chodzi. Znacznie gorzej, że polityka finansowa w odniesieniu do produktów informatycznych praktycznie nie istnieje. Żaden więc z poważnych wytwórców nawet nie wspomina o tym, aby w naszym kraju zaangażować się produkcyjnie. Jak się bowiem okazuje nikt nie lubi jeżdzić na polskiej karuzeli, co oczywiście nie przeszkadza handlować z tymi, którzy z niej zeszli, lub zamierzają na nią wsiąść.

Mimo nowych przepisów celnych, wielu wystawców oferowało na targach specjalne obniżki, jeśli klient składał zamówienie na ich stoiskach. Unicorn np. cenę programów Lotusa obniżył o co najmniej 10%. Natomiast największy rodzimy softwarowiec INTERARMS za swoje programy i sprzęt zebrał w ciągu pierwszych trzech dni imprezy zamówienia na sumę przeszło 25 mld zł.

Oczekiwania wzrostu obrotów w tym roku były na targach powszechne. Wszędzie bez wyjątku słyszało się o planach ich wyraźnego zwiększenia. I tak np. ICL przewiduje wzrost o 20% (w ub.r. była to kwota przeszło 22 mln USD). Apexim, który w ub.r. uzyskał obroty w wysokości 5 mln USD, na ten rok zakłada kwotę od 7 do 8 mln USD.

Niektóre firmy nie ujawniają wprawdzie planów finansowych, ale pośrednio o ich zamiarach świadczyć mogą projekty dotyczące zatrudnienia. O ich wyraźnym zwiększeniu wspominają: , firma istniejąca dopiero od października, w której już pracuje przeszło 100 osób, , zatrudniający dziś w Polsce 50 osób, ale na rzecz największego z dotychczas realizowanych projektów - POLTAXU - pracuje ponadto 200 osobowa grupa. Firma DEC Polska, która rozpoczęła w styczniu z 30 pracownikami, zamierza ich zatrudnić jeszcze 60. Soft-Tronik przystępuje do urządzania nowo wybudowanej siedziby w Warszawie. Amerykańska firma ORACLE poszukuje właśnie 7 pracowników do otwieranego stałego przedstawicielstwa w Polsce. Z tej doraźnej ankiety widać, że mimo nie najlepszej kondycji w skali globalnej i ogłaszanych już w wielu firmach planów redukcji zatrudnienia, oceny szans na polskim rynku skłaniają też do inwestowania tu w kadrę.

Niestety, na takie podejście stać tylko tych, którzy mają kapitał ulokowany na zachód od Odry. W długich amfiladach stoisk, zajmowanych przez różnej wielkości firmy zagraniczne i ich polskich dystrybutorów, zauważalny był brak tych nazw, które miały niedyś stać się filarami rodzimej elektroniki. Ostatnim Mohikaninem był piaseczyński POLCOLOR. Nigdzie natomiast nie było prezentacji wyrobów ELWRO czy MERY. To bolesne signum temporis potwierdza, że duży polski przemysł komputerowy znajduje się w stanie agonalnym i wątpliwe czy przetrwa tę zimę. Tym bardziej chciałoby się aby zasłyszana w kuluarach targowych pogłoska, że jedna z firm światowych zamierza rozpocząć w Polsce produkcję płyt głównych, okazała się prawdą.

Rynek wschodnio-europejski nie był oficjalnie reprezentowany na tych targach, to znaczy nie było stoisk z tego obszaru. Ale sporo specjalistów z Ukrainy, Białorusi, Rosji, Litwy, Łotwy i Estonii przyjechało do Warszawy. Organizatorzy potwierdzili około 50 zaproszeń. Ponadto niektóre firmy międzynarodowe, jak na przykład Soft-Tronik, ściągnęły na Targi szefów swoich oddziałów w byłym Związku Radzieckim.

Za szlagier techniczny Targów w Biurze Prasowym uznano płytę prototypową z procesorem R4000, pierwszym na świecie pełnym 64-bitowym procesorem RISC oraz nakładkę systemową WINDOWS NT (New Technologii), którego skonstruowanie kosztowało firmę MOCROSOFT 0,5 mld USD. Obydwie konstrukcje zyskują coraz więcej zwolenników i zdają się zapowiadać ustalenie nowych progów wymogów technicznych. Nowości można było znaleźć na większości stoisk i wiele z nich omawiamy w osobnej publikacji.

Każda światowa firma starała się zaprezentować polskim klientom "coś zupełnie nowego" i podobnie postępowało wielu polskich dealerów. Nowości były też tematem wielogodzinnych seminariów organizowanych przez większe firmy w różnych punktach miasta. Codzienne seminaria Fundacji Rozwoju Techniki Komputerowej odbywały się w sali Rudniewa PKiN.

Po raz pierwszy na Targach w Warszawie otworzyła swoje stoisko największa anglosaska firma wydawnicza Simon & Schuster. Zgromadzili oni publikacje z dziedziny informatyki i techniki komputerowej wydawane przez takie firmy jak: Prentice Hall, Digital Press, M & T Press i Unix Press. Najdroższe z wystawionych pozycji, które można zakupić w księgarni Gebethnera w Warszawie, to Advanced UNIX Programming za 541 tys. zł i The Network Programming za 601 tys. zł. Najtańsza pozycja to Windows 3 Quick Reference za 121 tys. zł.

Targi cieszyły się dużym zainteresowaniem prasy nie tylko branżowej. Przy głównym wejściu targowym w PKiN, gdzie zawsze kłębił się tłum zwiedzających, umieszczone były stoiska wydawnictw IDG, Lupusa oraz Gazety Wyborczej, która również opublikowała specjalne wydanie pt. Gazeta Komputerowa. O codziennych wydarzeniach informowały dwa biuletyny targowe. Nie brakowało też periodycznych publikacji dużych firm komputerowych. Wśród wykładanych na targach czasopism znalazł się również Ruskij Kurier Warszawy.

Stoiska targowe organizowane i obsługiwane były przez około 3 tys. osób. Seminaria towarzyszące skupiły razem około półtora tysiąca osób. Organizatorzy obliczają, że stoiska targowe (tylko w trzech oficjalnych miejscach) odwiedziły 23 tys. osób, w tym przedstawiciele instytucji rządowych, kół gospodarczych, technicznych i naukowych.

Targi potwierdziły, że konkurencja o polskiego odbiorcę rozpoczęła się na serio. Trudno jednak odpowiedzieć na pytanie, czy jest to pochodna globalnej recesji w branży, w świetle której każdy rynek jest ważny, czy też efekt nadzieji stabilizację gospodarczą w Polsce. Jedno nie ulega wątpliwości: zachodni i rodzimi producenci liczą przede wszystkim na odbiorcę instutucjonalnego zwłaszcza większe i mniejsze przedsiębiorstwa prywatne i co ważniejsze do swej oferty dołaczają również pomoc w przygotowaniu systemów komputerowych pod kątem rzeczywistych potrzeb użytkownika.