Ikona bez pulpitu

Stało się to, co było do przewidzenia od dawna, a jednak nas zamurowało. Po 22 latach Scott McNealy rezygnuje ze stanowiska dyrektora wykonawczego Sun Microsystems.

Stało się to, co było do przewidzenia od dawna, a jednak nas zamurowało. Po 22 latach Scott McNealy rezygnuje ze stanowiska dyrektora wykonawczego Sun Microsystems.

Pięćdziesięciojednoletni McNealy oddaje władzę nad firmą o 11 lat młodszemu Jonathanowi Schwartzowi, pełniącemu przez ostatnie kilka lat funkcję dyrektora operacyjnego. Odejście McNealy'ego zbiega się w czasie z poprawą rynkowej pozycji Sun Microsystems, choć faktem jest, że firma wciąż nie wyszła ponad kreskę. Amerykańscy analitycy giełdowi pokpiwają mówiąc, że McNealy odchodzi o kilka lat za późno, ponieważ do tej pory nie udało mu się doprowadzić firmy do trwałej rentowności po załamaniu się rynku spółek internetowych. Oskarżenia o nieudolność spływają jednak po McNealym jak po kaczce.

W wywiadzie dla serwisu The Register udzielonym już po ogłoszeniu swojej decyzji, odpowiadając na pytanie, jak znosi presję ze strony analityków z Wall Street, by doprowadzić do rentowności przez zwolnienia pracowników, McNealy mówi z charakterystycznym dla siebie zadziorem: "To jakiś dowcip. Presję mogą na mnie wywierać pracownicy, klienci albo środowisko deweloperów. Przykro mi, że jakiś facet (...) wścieka się, że nie idę za jego radą. Nie jest moim ojcem. (...) Nie zamierzam psuć firmy, jej wartości, tylko dlatego że ktoś, kto nie jest zainteresowany jej powodzeniem w długim okresie chciałby zarobić w tym kwartale parę dolców (...)".

McNealy zawsze słynął z ostrego języka. Używał go ze szczególną pasją, gdy mówił o konkurencji, a zwłaszcza o Microsofcie. O samej firmie McNealy prawie zawsze mówił per "monopol" lub "bestia z Redmond", zaś o zarządzającym nim duecie potrafił powiedzieć publicznie: "Ballmer and Butthead". Oczywiście, dostawało się także poszczególnym produktom: "W2K będzie jeszcze większą katastrofą, niż Y2K" - ostrzegał potencjalnych użytkowników Windows 2000, albo: "Wielka kupa kłaków" - oceniał Windows NT. Jedynym godnym McNealy'ego rywalem w dziedzinie ciętego języka mógłby być Larry Ellison, dyrektor wykonawczy Oracle'a.

Tradycja z innowacją

Ikona bez pulpitu

Scott McNealy (z prawej), był dyrektorem generalnym Sun Microsystems przez 22 lata. Obecnie zastąpił go dotychczasowy dyrektor operacyjny - Jonathan Schwartz.

Rezygnacja McNealy'ego to z pewnością zmiana pokoleniowa, ale na pewno nie zapowiedź gwałtownej zmiany kursu firmy. Pod bacznym okiem McNealy'ego Schwartz przez dziesięć lat przygotowywał się do objęcia sterów w Sunie, zajmując 7 różnych stanowisk kierowniczego szczebla. Był zdolnym uczniem, w którym wielki mistrz od dawna pokładał nadzieję na przekazanie schedy po sobie. Lata wspólnej pracy, pomimo różnicy wieku, scementowały przyjaźń. "Scott i Jonathan są lepieni z tej samej gliny, więc nie spodziewałbym się jakichś radykalnych zmian, w szczególności dla klientów" - komentuje Gordon Haff, analityk Illuminata. Dowodem tego są również wypowiedzi Schwartza o niechęci do zwolnień pracowników.

Czy jednak nowy szef Suna będzie w stanie poprawić stan firmy bez ograniczenia kosztów, które umożliwiłyby zakumulowanie środków na inwestycje w badania i rozwój? Schwartz zapowiedział, że w najbliższym czasie będzie się wnikliwie przyglądać firmie wspólnie z dyrektorem finansowym Michaelem Lehmanem, który po kilku latach powrócił do Sun Microsystems. Analitycy spekulują, że owo "przyglądanie się" tak czy owak musi skończyć się cięciami na poziomie 10-15% spośród ok. 38 tys. pracowników firmy, bowiem przed firmą wciąż stoi wiele wyzwań.

Problemem numer jeden Sun Microsystems jest silne uzależnienie przychodów i zysków od platformy serwerowej RISC/Unix, podczas gdy ich udział w rynku serwerów ogółem systematycznie spada na rzecz x86/Linux i x86/Windows. Nie są to spadki dramatyczne, jednak zauważalne i wymagające działań korygujących. Sun już wcześniej zaczął dostosowywać ofertę w tej dziedzinie, jednak efekty nie przychodzą z dnia na dzień. Sprzedaż serwerów x86 z układami AMD Opteron rośnie obecnie bardzo szybko, w tempie ponad 90% rocznie, ale ok. 80% przychodów firma osiąga ze sprzedaży rozwiązań należących do ekosystemu platformy UltraSparc.

Na dobre i na złe

Rezygnacja z bezpośredniego kierowania firmą przez Scotta McNealy'ego przypomina odejścia innych "wielkich budowniczych" branży IT, w tym Michaela Della, którego miejsce zajął Kevin Rollins i Billa Gatesa, po którym pałeczkę przejął Steve Ballmer. Z każdą zmianą na stanowisku głównodowodzącego firmy te podlegały zmianom, ale nie traciły swojego charakteru, odciśniętego przez założycieli. Tak też będzie w przypadku Sun Microsystems.

Za rządów Scotta McNealy'ego Sun osiągnął wyżyny (sprzedaż w 2001 r. wyniosła ponad 18 mld USD), ale popadł też w największe w swojej historii tarapaty, z których podnosi się po dziś dzień. Pomimo trudnej sytuacji w ostatnich latach McNealy próbował wielu różnych sposobów, by przywrócić firmie dawny blask. I choć nie ustrzegł się błędów, częstokroć polegających na zaniechaniu lub zwlekaniu z podjęciem decyzji, trzeba przyznać, że zachował się jak prawdziwy mężczyzna, biorąc odpowiedzialność za dzieło swojego życia i broniąc go przed utyskiwaniami poszukującej prostych rozwiązań giełdy.

McNealy mówi, że pozostawia po sobie firmę gotową na nowe wyzwania i daje nowemu dyrektorowi generalnemu komfort rozpoczęcia kariery na tym stanowisku z czystym kontem. Coś w tym jest, co potwierdza także Gordon Haff "Scott naprawdę wiele zrobił, by przygotować firmę do nowego etapu. Patrząc z jego perspektywy, można uznać, że wykonał to, co trzeba i wreszcie może odejść - komentuje.


TOP 200