IT as a service - kiedy się nie opłaca

Obecnie właściwie wszystko w IT może być realizowane jako usługa. To światowy trend. Ale firmy powinny dobrze ważyć, czy ten model konsumpcji IT jest dla nich opłacalny w dłuższej perspektywie.

Usługowy model w informatyce utożsamiany jest z rozwiązaniami chmurowymi. To dzięki nim użytkownicy otrzymali możliwość subskrypcji usług. „Płać za to, co faktycznie wykorzystałeś” – to hasło znajduje zastosowanie zarówno w świecie konsumenckim, jak i w biznesie. Tłumaczy też niezwykłą popularność chmury. Ale czy wszystko może być dziś usługą, nośnym „Everything as a Service”? Teoretycznie tak. Jest coraz mniej „kawałków” IT, których nie dałoby się realizować jako usługi. Zawsze można u kogoś kupić realizację danego zadania.

Dziś pytanie nie brzmi więc: „czy coś może być usługą”, ale: „w jaki sposób może być usługą i czy warto zastosować ten model?”.

Zobacz również:

Trzeźwo o chmurze

Coraz więcej przedsiębiorstw implementuje lub rozważa w swojej strategii rozwiązania chmurowe. Dlaczego? Wdrożenie systemu na infrastrukturze własnej, tym bardziej złożonego systemu, jest procesem długotrwałym. Czasem może upłynąć nawet kilka lat, żeby system uzyskał pełną funkcjonalność. Pod tym względem model usługowy stanowi atrakcyjną alternatywę.

Dlatego udział chmury w realizacji informatyki na świecie rośnie z roku na rok. Są kraje, w których już większość rozwiązań informatycznych świadczona jest poprzez model chmurowy. Polska do nich jeszcze nie należy. Liczby są nieubłagalne, udział rozwiązań chmurowych w Polsce w stosunku do rozwiązań on-premise jest wciąż znikomy.

Co prawda, polskiemu rynkowi chmurowemu udało się już przekroczyć magiczną granicę wartości 1 mld zł, ale to nadal mało. Oczywiście ten udział z roku na rok rośnie (i to w tempie dwucyfrowym), jednak do chmurowego nasycenia jest jeszcze długa droga. Przyczyn na pewno nie należy szukać w jednym czynniku. Gdyby patrzeć na proponowany model usługowy bez emocji, to jest on rzeczywiście atrakcyjny – rozliczanie zużytych zasobów, skalowalność danej usługi, wywoływanie danych na żądanie, dobieranie mocy obliczeniowej, gdy jest ona naprawdę potrzebna.

Te atuty bezsprzecznie stanowią o potencjalnym wyborze tego modelu IT. Kilka dobrych lat cloud computingu też robi swoje: firmy miały czas nie tylko oswoić się z taką propozycją informatyczną, ale też pozbyć się pierwszych lęków, szczególnie tych dotyczących bezpieczeństwa danych. Miały też czas, żeby na trzeźwo ocenić, jak działają rozwiązania chmurowe i kiedy warto w nie inwestować, a kiedy po prostu to może się nie opłacać.

Nie chodzi tu tylko o przelicznik „księgowy”, czyli przenoszenie kosztów IT z części inwestycyjnej (CAPEX) do kosztów części operacyjnej (OPEX). Czynników wpływających na to, czy warto na danym etapie rozwoju przedsiębiorstwa migrować do chmury, jest wiele. Niektóre przedsiębiorstwa po skrupulatnych analizach dochodziły do wniosków, że migracja do chmury nie ma uzasadnienia biznesowego. Wolały zostać przy rozwiązaniach on-premise, np. ze względu na niemożność przystosowania rozwiązań chmurowych do ich skomplikowanych procesów biznesowych czy ze względu na nieefektywność kosztową.

Jak to możliwe? Po prostu koncepcja chmury ma uzasadnienie tam, gdzie zastosowanie znajdują jej najważniejsze cechy. Jej paradygmatem jest skalowalność, szybkość powoływania zasobów, łatwość wejścia w rozwiązanie, łatwość wyjścia, dostęp do zasobów poprzez sieć. Tam gdzie istnieją poważne ograniczenia, migracja będzie niezrozumiałym podążaniem za globalnymi trendami, bez uzasadnienia biznesowego.

Jak kontrolować koszty

Przymierzając się do wejścia w model usługowy realizowany poprzez chmurę publiczną, przedsiębiorstwo musi dokładnie zrozumieć, z jaką sytuacją technologiczną ma do czynienia, jakie jest jej otoczenie prawne, a także brać pod uwagę czynnik ludzki, towarzyszący zmianom. Technologia stosowana w danej organizacji może wymuszać bardzo krótkie czasy odpowiedzi, a to oznacza, że elementy, które wprowadzają dodatkowe opóźnienia, nie będą mile widziane. Część przedsiębiorstw może np. wymagać wysokiej dostępności i szybkości dla działań operacyjnych czy produkcyjnych realizowanych w czasie rzeczywistym.

Jeśli firma nie jest w stanie poradzić sobie z odpowiednio przepustowymi i szybkimi łączami, wejście w chmurę nie będzie miało dla niej uzasadnienia właśnie ze względu na nieakceptowane opóźnienia. Te elementy technologiczne, które będą spowalniać działanie np. systemów kontroli procesowej czy środowisk o ogromnej liczbie transakcji, powinny być odrzucane jako element strategii firmy.

Ryzykiem w przejściu na model usługowy jest też nadmierna złożoność firmowych systemów, które w chmurze mogą zacząć generować niespodziewane koszty zmienne. O ile rozliczanie usług chmurowych jest proste dla prostych produktów, o tyle bardziej skomplikowane struktury mogą przynieść przykre niespodzianki w postaci niekontrolowanych kosztów. Dlatego warto, planując migrację i zmianę modelu na usługowy, mapować całościowo procesy zachodzące w organizacji, żeby nie być niemile zaskoczonym.

Równie ważnym aspektem, który powinien podlegać uważnej analizie, są wymagania regulacyjne w stosunku do danych wrażliwych. Usługa przetwarzania danych musi spełnić stawiane przez jednostki kontrolujące wymagania wobec podmiotów operujących takimi danymi.

Słuszny opór

Usługa realizowana za pośrednictwem modelu chmury (publicznej) może więc się po prostu nie opłacać. Weryfikacja finansowa to element oceny przydatności publicznej chmury obliczeniowej w zastosowaniu do systemów biznesowych. I to ona, jak się okazuje, przynosi najwięcej negatywnych doświadczeń. Niektóre organizacje dostarczają bardziej skomplikowane systemy biznesowe wewnętrznie poprzez chmurę prywatną, nie widząc uzasadnienia ekonomicznego na przejście do chmury publicznej. I to nie tylko z finansowego punku widzenia, ale też m.in. z powodu przyłożenia złej (niedostatecznie zweryfikowanej) miary możliwych ryzyk czy niewłączenia w analizę kosztów zarządzania zasobami ludzkimi (kompetencjami).

Jak wskazują eksperci, optymalizację kosztową przy wykorzystywaniu usługi realizowanej zewnętrznie uzyskuje się, gdy usługa jest powtarzalna i wystandaryzowana. Gdy rzecz dotyczy wyspecjalizowanych środowisk, o wysokim stopniu skomplikowania, trudno będzie zmigrować istniejące już rozwiązanie i korzystać z niego w modelu usługowym, w rozumieniu przetwarzania w chmurze publicznej. Oczywiście, co było już powiedziane wcześniej, każdy proces można przenieść do modelu usługowego, jednak koszty łączne są wtedy za wysokie. Dodatkowo może pojawić się ryzyko utraty ciągłości biznesowej – demona współczesnego biznesu.

Wspomniane „koszty ludzkie” są nie mniej istotne. Przy unikalnych, wysoce wyspecjalizowanych systemach zawsze budują się wyspecjalizowane kompetencje.

Wymyślenie procesu na nowo niesie ryzyko utraty unikalnych kompetencji pracowniczych, gromadzonych często latami. Oczywiście, można powiedzieć, że nikt nie jest niezastąpiony, jednak wymyślanie koła na nowo nie zawsze przyniesie oczekiwane efekty. Do tego warto też dodać opór ludzki przed nieuzasadnioną (tak, nieuzasadnioną) zmianą.

Zawsze i wszędzie możliwość rozliczenia „za wykorzystanie” jest pożądana. A skoro jednak usługa, to jak ją rozliczać? Proste usługi rozlicza się prosto. A jak rozliczyć np. systemy utrzymaniowe w zakładach petrochemicznych? Model usługowy chmury publicznej nie lubi wyjątków. Ogólny trend jest taki, że następuje ciągła standaryzacja usług (a więc i standaryzacja rozliczania). Dlatego właśnie ten model nie sprawdzi się wszędzie.

Rynek jednak nie znosi próżni. Tam gdzie jeden model nie ma pola do popisu, pojawia się alternatywa. Może nią być w tym przypadku model hybrydowego IT, o którym z roku na rok jest coraz głośniej. Usługowość? Tak. Chmura? Tak, a dokładniej doświadczenie chmury realizowane na infrastrukturze on-premise. Dostosowanie rozwiązania może być rozwiązaniem dla tych przedsiębiorstw, które chciałby chmury dotknąć i zapłacić za usługę.


IBM Think Digital Summit Poland, 16-17 września 2020
TOP 200