Hard-war w softwarze

W ostatnim roku wojna cenowa spowodowała zmniejszenie o połowę kosztów zakupu komputerów osobistych. Obecnie, po sprzęcie przychodzi kolej na oprogramowanie - stwierdza brytyjski tygodnik "The Economist" w analizie opublikowanej w nr. z 7 listopada.

W ostatnim roku wojna cenowa spowodowała zmniejszenie o połowę kosztów zakupu komputerów osobistych. Obecnie, po sprzęcie przychodzi kolej na oprogramowanie - stwierdza brytyjski tygodnik "The Economist" w analizie opublikowanej w nr. z 7 listopada.

Na skutek wojny między korporacjami IBM, Apple, Compaq, Dell i chmarą mniejszych producentów IBM-owskich klonów, spadające ceny nieustannie pobudzają sprzedaż pecetów. Szacuje się, że w br. na całym świecie sprzedanych zostanie dalszych 30 mln komputerów osobistych, tj. o 15% więcej niż w 1991 r. Oczywiste jest, że pociągnie to za sobą dalszy wzrost popytu na oprogramowanie. Wydawać by się mogło, że producenci software'u mają same powody do radości. Jednak rzeczywistość wygląda inaczej.

Decyduje cena i łatwość stosowania

Przed dwoma laty typowy pakiet programów użytkowych powiększał koszty PC o 15-20%. W połowie br., gdy ceny na komputery osobiste spadły w wielu przypadkach, koszt oprogramowania wzrósł aż do 60% kosztów sprzętu mimo, że większość cen software'u nie uległa zmianie. Relatywnie więc, ten sam pakiet oprogramowania wydaje się teraz bardzo drogi. Niefortunnie dla branży software'owej, klienci, którzy decydują o rynku, nie szukają np. najnowszych arkuszy kalkulacyjnych. Przede wszystkim interesują się tym, co jest tanie i łatwe w użyciu.

Przekształcenie nowych nabywców PC w swoich klientów jest dla firm software'owych kwestią kluczową. Niechęć wobec żmudnej konieczności opanowywania nowych pakietów programowych (nie wspominając o ewentualnych problemach kompatybilności) sprawia, że większość nabywców zachowuje lojalność wobec firmy, u której dokonali pierwszego zakupu. Gdy ktoś zaczął być użytkownikiem Lotusa 1-2-3, z reguły pozostaje mu już wierny. Jak się okazuje, użytkownicy chętniej płacą za kolejne upgrade'y posiadanej już aplikacji, niż za nowe produkty.

Dla pozyskania nowych klientów i utrzymania ich przy swoich produktach, przemysł software'owy sięga po różne sposoby. Gigant, jakim w tej branży jest Microsoft, sprzedaje do końca stycznia pakiet Access (nowe oprogramowanie dla bazy danych) za 99,99 USD. Ta sama pozycja w stałym cenniku ma stawkę 695 USD. Access jest konkurentem borlandowskiego pakietu Paradox, którego cena detaliczna wynosi 795 USD.

Niewiarygodne upusty

Wielkie firmy software'owe, aby skłonić nabywców PC do pozostania przy ich produktach, uruchomiły sprzedaż całych zestawów pakietów programowych. Lotusowy Smart-Suite składa się z arkusza kalkulacyjnego, programu do redagowania tekstów, do grafiki i poczty elektronicznej. To wszystko sprzedawane jest za 300 USD, czyli jedną piątą kwoty (1500 USD), jaką należałoby uiścić wg cennika, gdyby poszczególne składniki tego oprogramowania kupować oddzielnie. Office - konkurencyjny pakiet Microsofta - oferowany jest klientom na podobnych warunkach. Konkurencja rozciąga się również na upgrade'y. WordPerfect Corp. proponuje zakup swego edytora WordPerfect for Windows za 129 USD, co oznacza 74% upustu od stawki cennikowej.

Największe jednak okazje software'owe rezerwowane są dla samych producentów komputerów osobistych. Obecnie ok. 10% PC sprzedaje się razem z programami użytkowymi. Firmy, wytwarzające software uwielbiają takie przedsięwzięcia, ponieważ wówczas ich produkt trafia na biurko użytkownika bez dodatkowych kosztów handlowych. Ale uczestniczące w tej walce firmy zbliżają się do krawędzi przepaści. W ciągu kilku ostatnich miesięcy szereg dużych firm (w tym również Lotus) oferuje producentom PC programy użytkowe o wartości 500 USD po niewiarygodnie zaniżonej cenie 10-30 USD za pakiet.

Software'owcy nie mają z czego...

Większość firm software'owych z trudem więc radzi sobie z wojną cenową. Ich koszty nie maleją, a rosną. Powodują to dwa główne czynniki. Po pierwsze - pisanie oprogramowania jest coraz bardziej złożone i tym samym coraz kosztowniejsze. Przed 10 laty program PC do redagowania tekstów zawierał 15 tys. linii kodu źródłowego, a w 1990 r. liczba ta mogła wynosić nawet 500 tys. linii.

Po drugie - problem dla innych stanowi dynamika Microsoftu. Po dekadzie zdominowania branży komputerów osobistych przez MS-DOS, najnowszy system operacyjny tej firmy - Windows szybko staje się nowym standardem przemysłowym. "Okienka" mają już znacznie większe wskaźniki sprzedaży niż DOS (na którym bazują) i zostały zainstalowane w 18 mln komputerów osobistych. Microsoft oczywiście pierwszy wszedł na rynek z programami użytkowymi dla Windows i dzięki temu zagarnął dla siebie niemal połowę okienkowego rynku w USA. Konkurenci tej kompanii stracili na opracowanie własnych aplikacji okienkowych znacznie więcej czasu, niż pierwotnie zakładali. Dla przykładu - Borland jeszcze nie opracował okienkowych wersji swoich udanych pakietów programowych Paradox i dBase.

Niektórzy rywale Microsoftu głoszą, że gra on nie fair, gdyż we własnych programach użytkowych korzysta z jemu tylko znanych kodow źródłowych Windows. Microsoft odrzuca wprawdzie te twierdzenia, ale nie umacniają one pozycji firmy wobec amerykańskiej Federalnej Komisji Handlu FTC (Federal Trade Commission). Od roku rozpatruje ona zarzuty o stosowaniu przez Microsoft nieuczciwych praktyk konkurencyjnych.

Microsoft rozwija również oprogramowanie sieci, a więc dziedzinę, w której wiodącą rolę odgrywa Novell. Obserwatorzy tej branży uważają, że Microsoft usiłował na początku roku wykupić Novella, a gdy się to nie udało - wykopał topór wojenny. Oprogramowanie Microsoft Windows for Workgroup zostało w październiku wprowadzone na rynek z myślą o wyparciu novellowskiego NetWare. Nie ukaże się natomiast, zapowiadany na koniec tego roku Windows NT. Jego wprowadzenie na rynek Microsoft zapowiada dopiero w lecie 1993 r.

Akcje w dół

Frustracje z powodu konkurencyjnych działań Microsoftu, rosnące koszty, rozpoczynająca się wojna cenowa i opóźnienia w przygotowywaniu produktów sprawiają, że inwestorzy nie kwapią się do nabywania akcji kompanii software'owych. Wyjątkiem potwierdzającym regułę jest Microsoft. Natomiast w ciągu 9 miesięcy br. zyski firmy Aldus (Seattle, stan Waszyngton), która produkuje programy dla desktop publishing, spadły o 75%. Nawet sam Microsoft, którego zysk w tym samym czasie wzrósł do 209 mln USD (o 45%), również odnotowuje gwałtowny wzrost kosztów. Wydatki tej firmy na badania i rozwój wzrosły w III kwartale do 105 mln USD (tj. o 42% w stosunku do analogicznego okresu ub.r.).

Czy branża software'owa stoi w obliczu dużych wstrząsów? Bob Schechter, szef Międzynarodowej Grupy Biznesu Lotusa oczekuje zmniejszania się liczby rywali. Niektórzy obserwatorzy uważają, że przyszłość samego Lotusa przedstawia się też niepewnie. Przyzwyczajony do dominującej pozycji na malejącym obecnie rynku arkuszy kalkulacyjnych DOS, Lotus zdołał zapewnić sobie tylko jedną trzecią stale rosnącego rynku "okienek" z arkuszami kalkulacyjnymi.

Na początku roku Lotus zredukował 400 miejsc pracy, ale - jak przyznaje sama firma - jej koszty własne są nadal bardzo wysokie. Lotus ma nadzieję, że poradzi sobie na rynku oprogramowania sieciowego. Mimo deklaracji Microsoftu, że nie chce wojny cenowej, może sobie na nią łatwo pozwolić dzięki zyskom ze sprzedaży swych systemów operacyjnych.

Na liście celów tego potentata znajduje się nie tylko Novell ale również Artisoft, Software Publishing czy Symantec, które z dużym wysiłkiem starają się zdobyć grunt na rynku Windows.