Haker: nie!

Polski informatyk uważa hakera za przestępcę. Na pytanie, czy zatrudniłby go do ochrony korporacyjnej sieci, bez wahania odpowiada: nie.

Polski informatyk uważa hakera za przestępcę. Na pytanie, czy zatrudniłby go do ochrony korporacyjnej sieci, bez wahania odpowiada: nie.

Włamywanie się do cudzych komputerów - w przeciwieństwie do otwierania cudzych listów - zostało prawnie zakazane dopiero w tegorocznej nowelizacji kodeksu karnego. Komputerowy włamywacz czy inaczej haker po raz pierwszy pojawił się w sejmowej ustawie. Jednak rodzimi informatycy, zarówno po stronie firm komputerowych, jak i przedsiębiorstw, wcześniej także nie mieli wątpliwości kim jest haker i czy znajdzie on zatrudnienie w ich instytucjach.

Moralność

"Jest kilka osób, których nie zamierzam wynajmować do jakiejkolwiek roboty" - mówi Witold Staniszkis, prezes warszawskiej firmy integracyjnej Rodan System, który jednoznacznie odżegnuje się od pomysłu zatrudniania byłych włamywaczy do ochrony sieci własnych bądź klientów.

Inni przedstawiciele firm teleinformatycznych sugerują, że zjawisko zatrudniania hakerów do ochrony systemów dopiero nadejdzie. Polskiej firmie, zajmującej się bezpieczeństwem sieciowym i zatrudniającej byłych włamywaczy, trudno byłoby dziś przekonać klientów o własnej wiarygodności. Jednak wielu menedżerów informatyki w Polsce już teraz zdaje sobie sprawę, że zatrudnienie byłego hakera może dać pośrednie korzyści w walce na konkurencyjnym rynku. Jednak względy moralne są podstawowym argumentem przemawiającym na niekorzyść pomysłu zatrudniania hakerów. Kolejnym jest strach.

Strach

"Po prostu obawiam się. Obawiam się, że człowiek, który zapewnia mnie, że od 5 lat nie włamał się do żadnego serwera, za rok powtórzy ten manewr z czystej ciekawości bądź - nie daj Boże - dla zaspokojenia materialnych żądzy" - mówi Ryszard Kwiecień, kierownik działu informatyki w Izolacji SA Zduńska Wola. Sławomir Nocek, główny informatyk z warszawskiego przedsiębiorstwa AGA SA ma podobne zastrzeżenia. "Istnieje usprawiedliwiona wątpliwość, czy przy zatrudnieniu hakera dla ochrony systemu nie zadziała prawo serii, które każe naszemu specjaliście włamać się do chronionych danych" - zastanawia się Sławomir Nocek. Porównuje on wynajęcie hakera do ochrony systemu z zatrudnieniem złodzieja w straży przemysłowej.

Prestiż

Informatycy boją się także o image własnego przedsiębiorstwa. "Nasza firma działa legalnie - mówi Leszek Michnia, kierownik działu systemów teleinformatycznych fabryki Alima Gerber Rzeszów - i za wszelką cenę chcielibyśmy uniknąć podejrzeń, że wynajmujemy hakerów nie po to, by chronić własne dane, ale żeby kraść cudze".

Mimo wytoczenia tak ciężkich argumentów przeciwko zatrudnianiu hakerów do ochrony systemów teleinformatycznych, niektórzy wahają się przed wydaniem ostatecznego sądu. "Podziwiam tych ludzi" - stwierdza Ryszard Kwiecień, dodając jednak szybko, że jego przedmiotem podziwu są "specjalistyczne umiejętności włamywaczy", a nie istota prowadzonej przez nich działalności. Jego zdaniem, podania o pracę od byłego hakera nie można traktować sztampowo. "Sam nie podjąłbym takiej decyzji tylko na podstawie rozmowy kwalifikacyjnej, referencji i podania" - wyjaśnia. I dodaje, że liczyłby się przede wszystkim wywiad w środowisku i zdanie przełożonych, przede wszystkim prezesa firmy.

Skuteczność

W opiniach informatyków słychać - mimo wielu zarzutów - także nutę nie tylko podziwu dla umiejętności, ale również sukcesów hakerów. Za granicą, przede wszystkim w USA, hakerzy są traktowani z pewnym pobłażaniem opinii społecznej. Wynika to z tego, że większość ich ataków skierowanych jest na instytucje i agencje rządowe. Złamanie serwera FBI czy CIA traktowane jest trochę jako przejaw obywatelskiego nieposłuszeństwa o anarchistycznym rodowodzie. Hakerzy, w przeciwieństwie do piratów komputerowych, są zazwyczaj inteligentni, wykształceni, co powoduje, że łatwo wzbudzają sensację. Ich młody wiek, związany z niedawnym stosunkowo pojawieniem się samego zjawiska, również zjednuje im sympatyków.

"Drugiej stronie należy się szacunek" - twierdzą wręcz niektórzy informatycy. Szacunek nie oznacza jednak zaufania, a to jest koniecznym warunkiem przy podjęciu decyzji o zatrudnieniu.


TOP 200