Grzebanie

Z niejakim rozbawieniem przeczytałem o projekcie OScar, którego celem jest zbudowanie samochodu wedle pryncypiów open source...

Z niejakim rozbawieniem przeczytałem o projekcie OScar, którego celem jest zbudowanie samochodu wedle pryncypiów open source...

Grzebanie

Na stroniehttp://www.theoscarproject.org można przeczytać o założeniach dotyczących samochodu: ma być m.in. prosty, wielofunkcyjny, ładny, modularny i międzynarodowy. Myślę, że autorzy słabo rozumieją open source, bo zabrakło najważniejszego wymagania: OScar powinien umożliwiać "grzebanie we flakach" każdemu użytkownikowi.

Krytycy open source z zasady używają jednego, ich zdaniem druzgocącego argumentu: o ile oprogramowanie komercyjne można wyciągnąć z (przysłowiowego) pudełka, zainstalować i od razu używać, to systemy otwartych źródeł wymagają z reguły pracochłonnego konfigurowania, łączenia nie zawsze pasujących modułów i aplikacji, integrowania komponentów całkiem dopracowanych z tymi, które są dostępne w wersji beta 0.2, a potem dużego nakładu pracy przy administracji.

Wszyscy myślą, że to wada open source. Jest dokładnie odwrotnie: w oczach entuzjastów tego rodzaju oprogramowania to kapitalna zaleta. Bardzo długo pracowałem z ludźmi, którzy nie tylko używali open source, ale i aktywnie uczestniczyli w dużych projektach zakończonych sukcesem. Wszyscy oni mieli szczęście wypisane na twarzy, gdy siadali przed komputerem, by przekompilować jądro albo ręcznie poprawić sterownik karty graficznej. "Grzebanie we flakach" sprawiało im taką samą fizyczną przyjemność, jaką mi sprawia poranna kawa wypita w miłym towarzystwie, najlepiej damskim.

Internet zmienił zasady gry o tyle, że wszyscy grzebacze świata zdołali się policzyć i wyszło, że jest ich całkiem wielu. A gdy już się policzyli, okazało się, że nie brakuje im głów na karku i są w stanie wspólnie wyprodukować systemy, które realnie konkurują z systemami komercyjnymi, a pod wieloma względami je przewyższają. A niech tam, przyznam się: i mnie też czasami "grzebanie" sprawia frajdę, choć nie jestem tak arogancki, by robić to na poziomie jądra systemu czy kodu źródłowego aplikacji.

Wielkie koncerny konsekwentnie ignorują tę grupę, a wręcz jej nienawidzą, odgradzając się od "grzebaczy" kompilowanym kodem wynikowym, systemami ochrony integralności jądra oraz groźnymi sformułowaniami licencji, które zabraniają dekompilacji pod groźbą dekapitacji (prawie). Mam nadzieję, że grupa budująca OScar nie popełni tego błędu i nie dość, że wszystkie śrubki i kształtki skutecznie oznaczy, opisze i udokumentuje, to jeszcze da każdemu prawo do dowolnego ingerowania w samochód na każdym poziomie - na własny koszt i ryzyko oczywiście.


TOP 200