Granice ludzkiej otwartości

Technologie informatyczne, a zwłaszcza Internet, likwidują granice techniczne, geograficzne czy administracyjne, dotychczas utrudniające komunikację między ludźmi, ale to wcale nie oznacza, że będziemy chcieli i umieli powiedzieć o sobie więcej i dowiedzieć się o kimś czy o czymś więcej.

Technologie informatyczne, a zwłaszcza Internet, likwidują granice techniczne, geograficzne czy administracyjne, dotychczas utrudniające komunikację między ludźmi, ale to wcale nie oznacza, że będziemy chcieli i umieli powiedzieć o sobie więcej i dowiedzieć się o kimś czy o czymś więcej.

Nasycenie życia społecznego, zawodowego i prywatnego technologiami informatycznymi zaowocowało wieloma zmianami w stylu i modelu aktywności ludzi. Wyliczamy je często przekonując siebie nawzajem o doniosłej roli tej technologii. Jednak odnoszę wrażenie, że najważniejsze jest niewidoczne dla oczu, wcale nie narzuca się tak wyraziście, jak dosyć powierzchowne - choć też ważne - efekty zastosowania informatyki. Najważniejsze trudno wytropić. W zasadzie - oprócz wiedzy i pilności - trzeba po prostu szczęścia, żeby odkryć, co tak naprawdę istotnego zmieni w naszym życiu ta technologia, zanim to się stanie, zanim się ono objawi w pełnym wymiarze. Czy jednak obserwując dzisiejsze efekty można już wstępnie rokować, w czym tkwi sedno podskórnie zachodzącej wielkiej zmiany?

Rachunek wcale nie ekonomiczny

Najbardziej widoczne są efekty szerokiego stosowania informatyki w gospodarce. Przedsiębiorstwa produkują coraz taniej, szybciej to, co potrzeba, i coraz wyższej jakoś-ci. Informatyka ma w tym niebagatelny udział. W coraz większym stopniu zaspokaja ich zapotrzebowanie na informację i dostarcza narzędzia do operowania tymi informacjami: przetwarzania, przesyłania, magazynowania. Za pomocą systemu informacyjnego - wyposażonego w techniczne wsparcie w postaci systemów informatycznych - zarządcy przedsiębiorstw i innych organizacji są w sta-nie ogarnąć - poznaniem, myślą, strategią, decyzją - całość swojego "gospodarstwa". Widoczne - choć może nie w Polsce - są zmiany w modelu edukacji i poro- zumiewania się państwa z obywatelami. Również prywatne kontakty przez Internet są coraz popularniejszym zwyczajem.

Nawet tak powierzchowny ogląd sytuacji nasuwa spostrzeżenie, że choć rachunek ekonomiczny odgrywa ogromną rolę w inwestowaniu w informatykę, choć przypisuje się jej rolę służebną przede wszystkim wobec celów biznesowych, to nie w tej - albo nie tylko w tej - sferze rozegra się wielka cywilizacyjna zmiana związana z informatyką. Rachunek ekonomiczny i spodziewane zyski z informatyki odegrały rolę w motywowaniu aktorów życia gospodarczego i społecznego do rozszerzania zastosowań informatyki. Czynili to z nadzieją na zyski. A wiemy już, że zyski co prawda są, ale i koszty tych inwestycji są wielkie, a niektóre osiągnięcia biznesowe są dosyć wątpliwe, np. wzrost produktywności. Informatyka jest raczej tym, z czego trzeba korzystać, żeby w ogóle utrzymać się w biznesie - czy innych dziedzinach aktywności - niż tym, co samo przynosi zysk. Zysk przynoszą inne działania, do których infrastrukturę tworzy właśnie informatyka, a nie bezpośrednio ona sama. Nie ma wątpliwości, że w informatykę trzeba inwestować z przysłowiowym ołówkiem w ręku, ale i ze świadomością, że zwrot z tej inwestycji jest dzisiaj nie do policzenia w szczegółach, bo nie wiemy, jaki będzie jej ostateczny owoc. Ale wiemy już coś ważnego, coś, czego dowiedzieliśmy się niejako przy okazji wspierania biznesu i administracji.

Wiemy, że po zaspokojeniu potrzeb biznesowych, głównym zadaniem informatyki będzie komunikacja. Świadczy o tym niebywały rozwój Internetu. Być może właśnie tutaj czai się ta wielka zmiana cywilizacyjna, której się wszyscy spodziewamy, a która na razie wymyka się podglądaczom historii współczesnej. Przypuszczam, że jeślibyśmy powiedzieli w początkowej fazie rozwoju informatyki, kilkadziesiąt lat temu, że posłuży ona do fundamentalnych zmian w komunikowaniu się ludzi, to wywołałoby to słaby oddźwięk w społeczeństwach, wśród biznesmenów, naukowców i polityków. Myślę, że ta informacja nie wywołałaby boomu informatycznego. Dobrze więc się stało - pewnie zadziałał tu heglowski duch historii - że najpierw poddano ludzi pokusie dorobienia się na informatyce, na jej zastosowaniach, a dopiero później odsłonięto przed nimi to drugie jej oblicze - narzędzia komunikacji międzyludzkiej.

Wielkie wejście Internetu

To Internet ujawnił najistotniejsze oblicze informatyki - narzędzia nadającego komunikacji nową jakość. Internet odwrócił uwagę od biznesowych celów zastosowań informatyki. Należy to dobrze zrozumieć. "Odwrócił uwagę" to znaczy dopełnił jej zastosowania w biznesie. E-business będzie za kilka lat oczywistym, zaakceptowanym modelem biznesu, a nie przedmiotem spekulacji i poszukiwań, jak teraz. To już jest sprawa praktycznych rozwiązań. Ale okazało się, że na tym nie kończy się historia zastosowań informatyki. Do czego więcej zatem Internet będzie służył?

Sieci informatyczne będą służyć do komunikacji. Tradycyjny komunikat informatyczny ma postać tekstu. Nie stwarza on odpowiedniej atmosfery do komunikacji międzyludzkiej. Między innymi dlatego nie ziściły się marzenia o "globalnej wiosce". Stało się wręcz tak, że te pierwsze komercyjne zastosowania informatyki - i także Internetu - spotęgowały potrzebę kontaktów międzyludzkich. Mimo że sporo można przekazać w postaci listu elektronicznego, mimo że sporo można kupić w wirtualnym sklepie, ludzie zaangażowani w wykorzystywanie tej technologii częściej niż inni przekonywali się, że dopiero bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem czyni komunikat elektroniczny w pełni zrozumiałym, dopiero wtedy można coś naprawdę załatwić, dopiero wtedy odczuwa się prawdziwą satysfakcję i smak zakupów, interesów czy rozmowy. Okazało się, że merytoryczna zawartość informacji to dopiero mała część komunikatu, który przekazujemy w tradycyjnej rozmowie. Tymczasem dotychczasowe techniki komunikacji elektronicznej umożliwiały tylko ten suchy, merytoryczny przekaz, który rzeczywiście spełnia kilka potrzeb: szybkości, dokładności, pokonania barier technicznych, geograficznych, czasowych, administracyjnych. Ale wielu innych nie spełnia.

Tymczasem Internet to już nie tylko tekst. Internet niesie szansę - i realną techniczną możliwość - dopełnienia tego komunikatu wszystkimi (?) elementami społecznymi i psychologicznymi tradycyjnej rozmowy. Nad tym właśnie pracują obecnie specjaliś-ci od Internetu.

Zastanawiają się, jaki powinien być obraz, który może być przesyłany razem z komunikatem. Do tego potrzebna jest wiedza o tym, jak się ludzie porozumiewają, a nie o tym, jak poruszają się elektrony w obwodach elektrycznych. Zatem naukowcy analizują fizyczną postawę, jaką zajmuje człowiek, który mówi do drugiego człowieka, jaki jest wyraz jego twarzy, w jakiej odległości znajduje się od rozmówcy, co wyrażają jego gesty. Zastanawiają się, jak daleko sięga sfera prywatności człowieka i jak powinna być chroniona. Powstało już nawet specjalne pojęcie, tzw. flaga prywatności. Próbują określić, w jaki sposób zindentyfikować osoby, które naprawdę chcą rozmawiać, i odróżnić je od tych, które tylko znajdują się w społecznym otoczeniu potencjalnego rozmówcy. Ideą tradycyjnego Internetu była anonimowość. Niemożliwe jest wprowadzenie autentycznej komunikacji i jednocześnie zachowanie tej idei. Jak zatem będzie wyglądać prezentacja własnej osoby i jej uwiarygodnianie?

Okazuje się, że komunikacja to nie jest kwestia tego, że chcemy coś powiedzieć, lecz nie wiemy, w jaki sposób, jakimi środkami, jakimi narzędziami. Już dzisiejsze udoskonalenie technik informatycznych - a w przyszłości możemy zasadnie spodziewać się, że postęp techniczny będzie jeszcze większy - daje nam nieograniczone możliwości przekazywania informacji. Internet unieważnił granice geograficzne, administracyjne, polityczne. Już nie można zrzucać winy na technikę czy geografię za to, że ludzie nie mogą sobie powiedzieć ważnych rzeczy, takich, które spowodowałyby ogólne zrozumienie siebie nawzajem. I konsekwencje tego w postaci pokoju, tolerancji, poszanowania. Postęp techniczny, a zwłaszcza w dziedzinie technik komunikacyjnych, pozbawia nas wygodnych wykrętów, aby nie mówić i nie słuchać. Pozbawia nas także wyobrażeń o tym, co byśmy zrobili, gdyby to tylko było możliwe. Sporo już jest możliwe, a jednak tego nie wykorzystujemy. A więc czy porozumiewanie się ludzi to tylko kwestia takiej techniki mówienia, żeby rozumieć i być rozumianym, czy może coś więcej? Wyraz woli, solidarności, samotności? Internet postawił nas w nieoczekiwanej sytuacji. Postawił nas wobec pytania, kim jesteśmy dla innych ludzi, kim oni są dla nas.

Tak naprawdę mało wiemy o tym, jak się porozumiewamy, ile z naszej rozmowy jest wymiany informacji, ile budowania pewnej niewerbalnej i nieracjonalnej łączności, a ile zaspokajania potrzeby cudzej obecności albo zainteresowania czy podkreślania swojej autonomii. Rozwój Internetu zmobilizował nas do postawienia takich właśnie pytań. W pewnym sensie pojawienie się tej technologii wyprzedziło ludzi w pojmowaniu własnych potrzeb i zachowań. Mamy do dyspozycji narzędzie przekraczające naszą gotowość porozumiewania się z innymi.