Google dokona potężnej inwestycji w Australii po starciu z tamtejszym rządem

Google zdecyduje się na ogromną inwestycję w Australii, mimo że jeszcze na początku roku groził, że zamknie swoją wyszukiwarkę w tym regionie. Co się stało?

Google stawia na inwestycje w Australii / Fot. Rijan Hamidovic, Pexels.com

Google stawia na inwestycje w Australii / Fot. Rijan Hamidovic, Pexels.com

Sundar Pichai, dyrektor generalny Alphabet (Google), zapowiedział że firma przeznaczy 1 mld dolarów australijskich (ok. 736 mln dol.) w ciągu najbliższych 5 lat na inwestycje w tym kraju. Środki trafią m.in. na uruchomienie pierwszego centrum badawczego w Australii, jak również na rozwój sektora przetwarzania w chmurze.

Google planuje również nawiązać współpracę z australijską agencją rządową, która zajmuje się badaniami naukowymi. Współpraca obejmie projekty dotyczące czystej energii i ochrony Wielkiej Rafy Koralowej. Ponadto firma będzie współpracować z lokalnym uniwersytetem w zakresie obliczeń kwantowych.

Zobacz również:

Sprawdź: Lucky Patcher

Google działa w Australii już od ponad dwóch dekad, a teraz zatrudni lokalnie prawie 2000 nowych pracowników. Firma zdecydowała, że chce stworzyć nowe miejsca pracy w tym miejscu i pobudzać innowacje.

Premier Australii Scott Morrison pochwalił ten ruch, twierdząc że to "wotum zaufania o wartości 1 mld dolarów" w strategii gospodarczej Australii. Morrison informował też wcześniej, że chce przekształcić Australię w "najlepszą gospodarkę cyfrową" i zamierza zrobić to do 2030 r. W ramach tego programu w Australii powstanie ponad 6000 miejsc pracy.

"Naszym wyzwaniem, kiedy wychodzimy z tej pandemii w bardzo wymagającym świecie, jest zapewnienie ożywienia gospodarczego Australii" - twierdzi dodał Morrison. "To jest wyzwanie, przed którym stoimy, gdy wchodzimy w 2022 r., a strategia cyfrowa Australii ma kluczowe znaczenie dla zapewnienia tego ożywienia" - dodał.

Inwestycja Google'a powinna "zresetować" skomplikowane relacje, jakie firma miała z rządem tego kraju i niektórymi obywatelami. W przeszłości publicznie kłóciła się z regulatorami w sprawie przepisów, które wymagały, aby zarówno Google, jak i Facebook płaciły wydawcom za treści informacyjne.

Od miesięcy Google sprzeciwiało się tej ustawie. W pewnym momencie firma nawet wykorzystała swoją stronę główną, by ostrzec Australijczyków, że proponowane prawo zaszkodzi ich zdolności do wyszukiwania informacji i doprowadzi do "konsekwencji" dla użytkowników YouTube'a. Regulatorzy zaś oskarżali firmę o rozpowszechnianie dezinformacji.

Zobacz: TPM 2.0

Napięcia osiągnęły punkt kulminacyjny w styczniu, kiedy firma zagroziła wycofaniem swojej wyszukiwarki w kraju, jeśli prawo posunie się naprzód.

Kiedy zbliżało się głosowanie nad projektem ustawy, Google obrało jednak inną drogę. Firma starała się wyprzedzić przepisy i ogłosiła m.in. partnerstwa z niektórymi z największych redakcji w kraju. Sama ustawa skupiła się zaś w dużej mierze na Facebooku.

W celu komercyjnej reprodukcji treści Computerworld należy zakupić licencję. Skontaktuj się z naszym partnerem, YGS Group, pod adresem [email protected]

TOP 200