Globalny kabel

Zauroczeni wizją kosmicznych sieci internetowych nie zauważamy, że równie wielki przełom dokonuje się w głębinach morskich. Globalne firmy telekomunikacyjne kładą oceaniczne kable oplatające naszą planetę, tworząc nową, wydajniejszą infrastrukturę do przesyłania informacji.

Zauroczeni wizją kosmicznych sieci internetowych nie zauważamy, że równie wielki przełom dokonuje się w głębinach morskich. Globalne firmy telekomunikacyjne kładą oceaniczne kable oplatające naszą planetę, tworząc nową, wydajniejszą infrastrukturę do przesyłania informacji.

Bohater spod Troi

Jest rok 1858. Statek nazwany dumnie imieniem bohatera Iliady - Agamemnona - rusza w trwającą rok podróż, obfitującą w wiele trudności. Jej efektem jest pierwszy transatlantycki kabel telegraficzny. Wkrótce z Europy do Ameryki płynie nim 90 słów orędzia królowej Wiktorii. Wywołuje to niemały entuzjazm, oczywiście nie ze względu na treść owego oświadczenia - równie dobrze mógłby to być przepis na barszcz z uszkami. Idzie bowiem o przełom w telekomunikacji. A choć na tę transmisję trzeba było ponad szesnastu godzin, to kontynenty stają się sobie bliższe i długo przed McLuhanem kłania się tutaj idea globalnej wioski.

Dodajmy jeszcze, że kilka dni po tym ważnym dla historii techniki wydarzeniu, izolacja kabla zawodzi i milknie on na zawsze. Nic to. Osiem lat później powstaje bardziej stabilne połączenie między Irlandią a Nową Funlandią. Dziś znowu ludzkość kieruje swą uwagę ku morzu. Internetowe zasoby są magnesem dla koncernów telekomunikacyjnych, podobnie jak 500 lat temu egzotyczne przyprawy i szlachetne kruszce były motywem zorganizowania wyprawy Kolumba do Nowego Świata. Podmorskie sieci teleinformatyczne stanowią kolejne wyzwanie dla dotychczasowych, często państwowych, monopolistów.

Żądać niemożliwego

Jeżeli firma chce połączyć swoje konfiguracje komputerowe w sieci lokalnej, to tylko od niej zależy, jakiego medium użyje do tego celu. Problem zaczyna się wtedy, gdy łączność teleinformatyczna ma odbywać się z filią zakładu czy po prostu z innym partnerem gospodarczym. W tym przypadku jesteśmy skazani na specjalistycznych usługodawców - w szczególności na publiczne przedsiębiorstwa telekomunikacyjne. Takie molochy, oczywiście, bez żenady będą wykorzystywać swą monopolistyczną pozycję, dyktując ceny, które w zasadniczy sposób rzutują na koszty eksploatacji oprogramowania w sieciach globalnych. Kwestię tę wyraźnie widzą także użytkownicy prywatni korzystający z Internetu w momencie otrzymania rachunku telefonicznego, mimo że nie mieli zamiaru korzystać z wynalazku Grahama Bella. Nikt im jednak nie zaproponował alternatywy dla łączy telefonicznych. Problem byłby rozwiązany, gdyby nasze komputery mogły "rozmawiać ze sobą" za pomocą łączy alternatywnych.

Internet bez klasycznych sieci telefonicznych to nie tylko nowy paradygmat finansowy, ale i technologiczny dla tego medium. A poszukiwanie nowych rozwiązań jest koniecznością, w przeciwnym razie zamiast po infostradach, będziemy poruszać się po infodróżkach "trzeciej kolejności surfowania". Już dzisiaj podczas żeglowania po Sieci nasze szybkie modemy czują się często niczym wóz Formuły 1 w śródmiejskim korku - tak niski jest średni czas transmisji danych. Dlaczego trzy magiczne literki WWW kojarzą się nam głównie ze skrótem World Wide Waiting - Ogólno-Światowe-Czekanie? Z pewnością wpływ na ten stan rzeczy ma szybki wzrost liczby internautów, ale przecież operatorzy również nie zasypiają gruszek w popiele i nieustannie rozszerzają przepustowość swojej infrastruktury sieciowej. Nie sposób jednak zapanować nad dynamiką rozrostu danych tworzonych przez tych samych użytkowników, którzy wczoraj zadowalali się przesyłaniem pojedynczych kilobajtów w trybie znakowym, dziś zaś jednym kliknięciem ślą w infosferę megabajty muzyczno-cyfrowych animacji 3D.

Kto pamięta, że w początkach poczty elektronicznej niepisane reguły zalecały posługiwanie się skrótami dla zaoszczędzenia czasu sobie i komputerom. Obecnie wszelkiego rodzaju znaczki typu smiles czy emoticons stają się coraz bardziej zjawiskiem głównie socjologicznym, a nie warunkowanym finansowo czy technicznie. Po co uczyć się skomplikowanych symboli, skoro można wysłać cały plik bez spakowania i wyjdzie na to samo - czy proces trwa 3 sekundy czy 10 razy dłużej, i tak płacę za jednostkę telefoniczną, a dostęp do Internetu mam zryczałtowany. Tak powiada użytkownik - i ma rację, tym bardziej że istnieją możliwości zaspokojenia tych potrzeb.