Globalna układanka

Globalizacja nie oznacza uniwersalizacji ludzkich zachowań, lecz ich indywidualizację. Każdy może wybierać dowolne elementy swojej kulturowej tożsamości spośród ofert rozpowszechnianych m.in. za pośrednictwem środków masowego przekazu i Internetu.

Globalizacja nie oznacza uniwersalizacji ludzkich zachowań, lecz ich indywidualizację. Każdy może wybierać dowolne elementy swojej kulturowej tożsamości spośród ofert rozpowszechnianych m.in. za pośrednictwem środków masowego przekazu i Internetu.

Sytuacja, z którą obecnie mamy do czynienia, wymaga diametralnej zmiany w podejściu do rozumienia kultury" - uważa Gordon Mathews, amerykański antropolog, od 1994 r. mieszkający w Hongkongu, gdzie jest profesorem Uniwersytetu Chińskiego. W wydanej niedawno książce "Supermarket kultury. Kultura globalna a tożsamość jednostki" pokazuje, w jaki sposób sfera kultury jest coraz silniej podporządkowywana mechanizmom rynkowym. Podaje to w wątpliwość dalsze ujmowanie kultury jako sposobu życia określonej grupy społecznej. Każdy sam decyduje, co z ogólnoświatowego dorobku kulturalnego jest dla niego w danym czasie i miejscu najbardziej odpowiednie. Praktycznie nieograniczony dostęp do informacji o ofercie kulturalnej z całego świata, czyni ten wybór łatwym do spełnienia.

"Większość ludzi zwykła dzisiaj uważać, że kultury przynależą do konkretnych społeczeństw: Japończycy mają kulturę japońską, Francuzi - francuską, Amerykanie - amerykańską i tak dalej. Taki sposób myślenia jest jednak mylący; choć każdy z nas utożsamia się ze specyficzną kulturą narodową, to wielu ludzi w dzisiejszym, zasobnym świecie wybiera - lub przynajmniej sądzi, że wybiera - pewne elementy swego życia w globalnym supermarkecie kultury. Możesz jeść na śniadanie mussli z rodzynkami, warzywa curry na obiad, a sushimi na kolację; możesz słuchać opery, jazzu, reggae lub juu; możesz zostać chrześcijaninem, ateistą, buddystą albo wyznawcą sufizmu" - przedstawia założenia swej teorii autor. Tak rozumianą kulturę definiuje jako "informacje i tożsamości dostępne w globalnym supermarkecie kultury".

Jego zdaniem kultura rozumiana w tradycyjny, ukształtowany na początku XX w. przez antropologów sposób pozostaje dzisiaj domeną państwa. Państwu zależy na tym, aby promować i utrzymywać jednakowy model zachowań, wyborów i dążeń wszystkich obywateli. Państwo szuka uzasadnienia dla swojej władzy i sposobów przekonania mieszkańców o konieczności poddania się jej. Do kształtowania świadomości obywateli używa dostępnych mu instytucji i narzędzi, wpływa na ich sposób myślenia, m.in. poprzez publiczną oświatę i środki masowego przekazu.

Z drugiej strony, działaniom państwa jest coraz silniej przeciwstawiana rynkowa oferta idei i dóbr kulturalnych, również m.in. za pośrednictwem środków elektronicznej komunikacji. Za ich sprawą świat coraz bardziej wkracza do naszych domów. Coraz większa w tym zasługa komputera i Internetu - dzięki nim mamy połączenie z całym światem. Jednocześnie mamy coraz większą łatwość podróżowania. Dzięki rozwijającej się na masową skalę turystyce bardzo łatwo nam opuścić dom i udać się w świat. Na różne sposoby możemy uzyskać dostęp do informacji o tym, jak żyją inni, co robią, czym się zajmują, w co wierzą, co im się podoba. Inni mogą bez problemu dowiedzieć się tego samego o nas.

Jak odnaleźć siebie?

To wszystko sprawia, że coraz bardziej rozmywa się poczucie naszej tożsamości. Oferta wobec nas ze strony różnych kultur, różnych środowisk i różnych mediów jest tak bogata, że mamy coraz większe trudności z samookreśleniem się. Wydaje się, że wiele rzeczy zostało stworzonych wprost dla nas, że nie wiemy w końcu, co wybrać, na co się zdecydować. Tymczasem wybierać musimy, gdyż już nie ma żadnej wyższej, społecznej konieczności podporządkowania się jednakowym, obowiązującym wszystkich członków społeczności idei i poglądów. Coraz trudniej w takiej sytuacji o określenie, czym jest kulturowa specyfika danego narodu, społeczeństwa czy ludu. Być może nawet ojczyzna i kulturowe korzenie to po prostu tylko jeszcze jedna możliwość konsumenckiego wyboru? - zastanawia się Gordon Mathews.

Tego rodzaju dylematy nękają dzisiaj ludzi w wielu miejscach świata. Autor bardzo sugestywnie i wyraziście opisuje ten rodzaj napięcia między narodowymi uwarunkowaniami kulturowymi a możliwościami wyboru w globalnym supermarkecie kultury. Szczegółowo analizuje między innymi sytuację japońskich artystów. Ci, którzy uprawiają sztukę tradycyjną (na przykład grę na koto), twierdzą, że dotyka ona istoty japońskości. Ci, którzy zajmują się sztuką współczesną, uważają, że japońskie korzenie nie pozwalają im się rozwijać i dojść do mistrzostwa w dziedzinach nieznanych w tradycyjnej kulturze japońskiej (jak na przykład rock). Jeszcze inni są zdania, że sztuka współczesna jest znakomitym sposobem wyrażania japońskiego ducha i zarówno przez jazz, jak i malarstwo abstrakcyjne można powrócić do japońskich korzeni.

"Czy jednak japońskość wyrażana w sztuce artystki grającej na koto (japońskiej cytrze), ubranej w kimono, może być tożsama z japońskością, którą przekazuje swą sztuką punk z utlenionymi włosami? I co uchodzi w świecie za japońskie?" - pyta amerykański antropolog, próbując nas jednocześnie przekonać, że wszystko jest dzisiaj tylko kwestią znalezienia odpowiedniej argumentacji dla dokonywanych przez każdego wyborów z ogromnej puli możliwości, jakie oferuje współczesny, globalny supermarket kultury. Nie mamy już stałej, nadanej nam raz na zawsze tożsamości kulturowej, możemy sobie jednak łatwo stworzyć własną ojczyznę, własne korzenie z szerokiej gamy środków dostępnych w ogólnoświatowym obiegu.

Autor zwraca uwagę, że oczywiście nasze wybory nie są do końca tak wolne i swobodne, jak by nam się wydawało albo jak byśmy chcieli. Muszą się w jakiś sposób wpisywać chociażby w społeczne otoczenie, w którym przyszło nam żyć (np. na amerykańskim osiedlu można z łatwością zostać buddystą, nie budząc obaw sąsiadów, lecz już gorzej by było zostać islamskim fundamentalistą). W naszych decyzjach jesteśmy także pod wpływem tego, co wynieśliśmy z domu, ze szkoły, co wynika z naszej przynależności klasowej, etnicznej, płci, obywatelstwa czy wyznawanej religii. Rosnący wraz z procesami globalizacji supermarket kultury pozwala jednak coraz bardziej te ograniczenia łamać i przekraczać.

Zdefiniować od nowa

W wielu miejscach książki znaleźć można tezy od dawna znane, powtarzane w wielu opracowaniach, czasami wręcz już spowszedniałe czy zbanalizowane. O śmierci metanarracji, czyli organizujących życie całych społeczności idei pisali już postmoderniści; o fragmentacji, pokawałkowaniu obrazu świata za sprawą mediów elektronicznych można dużo przeczytać u teoretyków sztuki multimedialnej, o wykorzenieniu kulturowym i tożsamościowym współczesnego człowieka sporo powiedzieli socjologowie i psychologowie; na narastające urynkowienie sfery kultury zwracali uwagę zarówno kulturoznawcy, jak i ekonomiści. Praca Gordona Mathewsa wpisuje się właśnie w ten nurt rozważań.

Jego wkładem jest m.in. zwrócenie szczególnej uwagi na zachodzące zmiany z perspektywy problemów, wobec których w obliczu konieczności dokonywania ciągłych wyborów staje pozostawiona sobie jednostka. Człowiek współczesny nie ma wyboru, musi ciągle wybierać. Globalizacja sprawia, że stale ktoś mu podsuwa jakąś atrakcyjną, trudną do odrzucenia ofertę. W tej sytuacji konieczne staje się spojrzenie na nowo na kwestie kultury, ojczyzny, tożsamości, wychowania itp. Książka Gordona Mathewsa to jeden z inspirujących przyczynków do takiej właśnie dyskusji.

<hr size=1 noshade>Gordon Mathews: Supermarket kultury. Kultura globalna a tożsamość jednostki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2005, seria: Biblioteka Myśli Współczesnej


TOP 200