Gdy w PRL były najnowsze mainframe'y

Restrykcje i szara strefa

W związku z kryzysem afgańskim, wprowadzono ostre restrykcje eksportu nowej technologii do krajów bloku wschodniego. Obejmowały one nawet szesnastobitowe domowe komputery rozrywkowe. W tym czasie polskie firmy, mimo ograniczeń, nadal mogły kupić starszy sprzęt u brokerów z Europy Zachodniej (między innymi w Holandii), a używane wtedy oprogramowanie było po prostu kopiowane. Z punktu widzenia zachodniego prawa te kopie były nielegalne, ale w PRL to ograniczenie prawne nie występowało. Najczęściej były to starsze wersje programów.

Krzysztof Bulaszewski mówi: „Gdy w październiku 1991r. IBM pojawił się w naszym kraju jako IBM Polska, wypracowano program przejścia do modelu licencjonowania zgodnego z zachodnim prawem. Problem nielegalnego oprogramowania w tej sferze przetwarzania danych przestał istnieć już pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Była to olbrzymia praca, która wprowadziła polskie komputery mainframe w zupełnie inny świat”.

Razem z rozpadem byłego bloku wschodniego i zmianami politycznymi, przestały obowiązywać ograniczenia eksportowe i nowa technologia komputerowa zaczęła docierać do kraju w zupełnie normalny, legalny sposób. Dzięki zgodności programowej migrację z wielu starych maszyn do nowszych komputerów mainframe wykonano niemal bez zmiany oprogramowania użytkowego. Niektóre drobne narzędzia opracowane w epoce PRL pracują na komputerach klasy mainframe do dziś, bez zmiany kodu.

Awaria co pół godziny

Gdy w PRL były najnowsze mainframe'y

Sala z komputerem klasy mainframe. Fotografia z 1972 r.

Kraje bloku wschodniego posiadały własne komputery zgodne programowo z linią maszyn firmy IBM. Zapewniono przy tym zgodność na tak wysokim poziomie, że na maszynach serii RIAD można było uruchomić praktycznie całe oprogramowanie narzędziowe i systemowe wyprodukowane przez IBM. Różnicą była niezawodność. O ile RIAD-32 produkowany w Elwro (zgodny z IBM 360) cieszył się uznaniem i korzystały z niego różne instytucje, w tym centrala Narodowego Banku Polskiego, maszyny importowane z ZSRR bywały zawodne. Wielokrotnie notowano czas pracy między awariami rzędu 20-30 minut.

Krzysztof Bulaszewski wspomina: „Gdy pod koniec lat siedemdziesiątych do Poznania przyjechał pociąg z 12 maszynami dostarczonymi z ZSRR, otrzymaliśmy polecenia służbowe pobrania i uruchomienia tych maszyn. Miałem wątpliwą przyjemność uruchamiać radziecki komputer R-20 w Fabryce Mechanizmów Samochodowych Polmo Szczecin. Instalowałem system operacyjny i inne narzędzia, do czego niezbędny był czas pracy rzędu co najmniej godziny. Tymczasem jednostka centralna zawieszała się co 20 minut. Za każdym razem interweniowali inżynierowie odpowiedzialni za sprzęt, naprawiali awarie, najczęściej uszkodzenia pamięci, a następnie komputer uruchamiało się ponownie. System DOS/360 instalowałem całą noc”.


TOP 200