Firma na poligonie

'Kochanie, wyjeżdżam w przyszłym tygodniu na szkolenie' - każdorazowo słowa te wzbudzają niepokój współmałżonka. Jest bowiem tajemnicą poliszynela, że tradycyjne szkolenie to najczęściej wieczorne odreagowanie stresów w pracy (nierzadko przy alkoholu). Siedzenie w dusznej sali wykładowej nawet w czasie interesujących ćwiczeń też w końcu kiedyś się znudzi. Ale można inaczej.

'Kochanie, wyjeżdżam w przyszłym tygodniu na szkolenie' - każdorazowo słowa te wzbudzają niepokój współmałżonka. Jest bowiem tajemnicą poliszynela, że tradycyjne szkolenie to najczęściej wieczorne odreagowanie stresów w pracy (nierzadko przy alkoholu). Siedzenie w dusznej sali wykładowej nawet w czasie interesujących ćwiczeń też w końcu kiedyś się znudzi. Ale można inaczej.

Wraz z amerykanizacją naszego życia pojawiły się nowe formy szkoleń. Jednak w przeciwieństwie do hamburgerów i coca-coli są nie tylko przyjemne, ale i pożyteczne.

Nowoczesna firma wymaga nowoczesnego zarządzania. Osiągnięcie celów to nie jest już sprawa jednego pomysłu, jednej osoby. We współczesnym przedsiębiorstwie na sukces składa się praca całego zespołu. Jak w normalnych warunkach scementować personel, jak stwierdzić, czy pracownik nadaje się do prowadzenia działu czy przewodzenia projektowi. Co zrobić, jeśli firma przeszła już wszystkie możliwe szkolenia z technik sprzedaży, negocjacji, prezentacji, a w dalszym ciągu coś jest nie tak w pracy zespołu.

Nowe, nietypowe formy szkoleń - budowanie zespołu - są już dostępne w Polsce i zdobywają coraz większą popularność, m.in. dzięki firmom: MGH Special Events i Team Builders International. Opierają się na założeniu, że rozwiązywanie problemów wynika z takiego samego algorytmu postępowania - niezależnie od tego, czy jest to np. wejście na drzewo, czy zwiększenie sprzedaży w regionie. Drugim argumentem jest fakt sprawdzony wiele lat temu: o prawdziwym obliczu człowieka, współpracownika czy kolegi dowiadujemy się w sytuacji ekstremalnej. Wtedy nie ma czasu na udawanie kogoś innego.

Jak wygląda szkolenie? Uczestnicy spotykają się w jednym z ośrodków o urozmaiconej rzeźbie terenu. Kurs odbywa się na wolnym powietrzu, na uczestników zaś czeka sporo niespodzianek i zadań przez wiele osób wykonywanych po raz pierwszy. Nie są wymagane umiejętności komandosów, chociaż ogólna sprawność fizyczna bardzo się przydaje.

Budowanie zaufania

Czy masz zaufanie do swoich kolegów? Czy oni ufają tobie? Jednym z ćwiczeń wprowadzających elementy zaufania do drugiego człowieka jest rzucenie się w przepaść. Może nie dosłownie, na początek jest to upadek z niskiej ławeczki albo beczki po ropie. Stojąc z zamkniętymi oczami, musisz uwierzyć, że koledzy stojący za tobą złapią cię, zanim przewrócisz się na ziemię. Jest to wstęp do nieco trudniejszych zadać nazywanych przez instruktorów skokiem ze słupa. Ćwiczenie to polega na skoku z drzewa wysokości 7-8 m. Na dole nie ma siatki ani materaców, ale są koledzy trzymający liny asekuracyjne. Z wysokości drugiego piętra świat wygląda zupełnie inaczej i patrząc w dół, mimowolnie zastanawiasz się, czy przypadkiem nie podpadłeś osobie trzymającej linę. Standardowym żartem, kiedy na słupie stoi przełożony, jest pytanie o możliwość podwyżki lub awansu. Z kolei z drugiej strony, po udanym skoku, kiedy bohater wisi bezpiecznie 2 m nad ziemią, czasem pada prośba - tylko nie bijcie teraz brawa!

Wyłanianie liderów

Jedną z ciekawych form szkolenia jest marsz na orientacji. Jest ich kilka rodzajów. W najprostszej wersji zespół lub uczestnik dostaje dokładną mapę terenu z zaznaczonymi punktami kontrolnymi. Trzeba przejść całą trasę potwierdzając w nich swoją obecność. Nie jest to proste, bo punkty oznaczone są lampionami o formacie A4. Innymi słowy, przypomina to szukanie igły w stogu siana. Problemy z orientacją mamy także w mieście (aktorzy gubią się nawet w Teatrze Narodowym). Jak więc rozpoznać podobne do siebie Ścieżki? Co stara dobra zabawa harcerska może mieć wspólnego z zarządzaniem?

Zespoły udające się w trasę wyposażone są z reguły w jedną mapę. Przy pięcioosobowej drużynie w naturalny sposób ktoś musi zostać przywódcą. Ponieważ każda grupa musi pokonać trasę razem, lider nie może pozwolić na rozproszenie jej członków. Grupie łatwiej jest znaleźć wąską Ścieżkę albo punkt kontrolny, który czasem jest nie większy niż laptopy na biurkach menedżerów. Jeśli zabawa odbywa się nocą, to emocje są jeszcze większe i okazuje się, że teren, który poznaliśmy bardzo dobrze, w nieco odmiennych warunkach jest zupełnie inny.

Przełamywanie barier

„To się nie uda. Nigdy w życiu tego nie zrobię - O k5m3!” - Takie są najczęstsze zdania (z tych nadających się do druku), po obejrzeniu najbardziej emocjonujących zadań - kolejek linowych. Z wysokości 5-6 piętra zjeżdża się na drugi kraniec wąwozu ponad drzewami, strumieniem, jeziorem lub zwykłym bagnem, przyspieszając zgodnie z prawem ciążenia.

Są dwa rodzaje kolejek. Jedna z nich - tzw. amerykańska ma ok. 60 m długości. Zjazd na karabinku stalowym przypomina nieco wolne spadanie, wyhamowane jednak nad ziemią dzięki linom asekuracyjnym. Firmy proponują też przejazd 200-metrowy na stalowej linie. W tym przypadku zjeżdżamy przypięci do specjalnej rolki, która czasem może zjeżdżać nieco wolniej, dzięki czemu jest więcej czasu na obejrzenie widoków z lotu ptaka. W obu przypadkach najciekawsza jest reakcja uczestników na dole. O ile w górnej „stacji” było nadrabianie miną, pozowanie albo maskowanie strachu, to po przejażdżce na wszystkich twarzach oprócz zrozumiałej ulgi maluje się szczęście, radość, zadowolenie. Po takim doświadczeniu każdy zaczyna wierzyć we własne siły i wtedy nie ma rzeczy niemożliwych.


TOP 200