Europejczyk informacyjny

Wejście w życie Traktatu Lizbońskiego zbiegło się w czasie z przyjęciem przez Parlament Europejski zmian w pakiecie regulacyjnym dla sektora telekomunikacji. Ranga i znaczenie tych dokumentów są nieporównywalne, ale łączy je dążenie do utwierdzenia wspólnej przestrzeni kulturowej, społecznej i gospodarczej w innowacyjnej Europie.

Nowa, tzw. horyzontalna klauzula społeczna w Traktacie Lizbońskim nadaje wysoką rangę tym aspektom polityki wspólnotowej, które dotyczą wzrostu zatrudnienia, zwalczania wykluczenia społecznego, wysokiego poziomu kształcenia. Specjalne znaczenie przypisano usługom świadczonym w ogólnym interesie gospodarczym.

W praktyce można to rozumieć jako zapewnienie możliwości korzystania ze wszelkich usług w sieci - uzyskania wiedzy, potrzebnej pracy, nauki, szkolenia, konsultacji medycznych, kupowania towarów, biletów, załatwiania spraw w urzędach i wielu innych, codziennych czynności. Czasem chodzi o zastosowania proste, zaledwie wygodne, nawet błahe lub tylko przyjemne. Coraz częściej jednak umiejętne korzystanie z technologii informacyjnych w mikroskali, przez indywidualnego użytkownika, jest widziane z perspektywy państwa jako krytycznie ważne. Bo produktywność i innowacyjność mają też wymiar makro, kiedy na przykład od spójności społecznej Europy zależy konkurencyjność gospodarki w skali globalnej.

Teleinfrastruktura

Ciągle młoda konkurencja w sektorze technologii informacyjnych szuka pieniędzy tam gdzie je najłatwiej zarobić, zostawiając na inną okazję obszary, gdzie budowa niezbędnej infrastruktury jest droższa. Pogłębianie się luki pomiędzy obszarami coraz bogatszymi w zasoby informacyjne a obszarami, gdzie ich brakuje, jest z punktu widzenia społecznego i gospodarczego trudne do zaakceptowania. Nawet w najbogatszych państwach, których dojrzałe gospodarki przodują w konkurencyjności, istnieje obecnie polityczna zgoda, by kierować fundusze publiczne na inwestycje w usługi i sieci szerokopasmowe, zarówno w sferze infrastruktury, jak i aplikacji nastawionych na cele publiczne. W Polsce, gdzie obszary zaniedbań są jedne z największych, inwestycje wspierane z funduszy unijnych dają szansę na spektakularny skok cywilizacyjny. O ile, oczywiście, uda się nieco wygasić pazerne apetyty operatorów, dotąd panujących na rynkach infrastruktury, a teraz liczących na łatwy łup.

Przedsiębiorcy telekomunikacyjni i sprzedawcy usług przecież całkiem niedawno zaczęli się uczyć działań kierowanych logiką wolnorynkową. Teraz bywają zdziwieni obudzoną niedawno koniunkturą na publiczne inwestycje w infrastrukturę szerokopasmową i niezbyt zręczne próby sektora publicznego, by znaleźć miejsce na komercyjnym rynku sieci i usług. Ale ten przejściowy okres rozkopywania prowincji pod kable światłowodowe, stawiania masztów pod systemy radiowe może być symptomem ewolucji ról na rynku, włącznie z komunalizacją tego, co nowe technologie pozwalają dzielić pomiędzy wielu graczy. Na razie dylemat, kto będzie najlepszym gospodarzem nowej infrastruktury sieci rozdzielczych i dostępowych czeka na rozstrzygnięcie.

Wejście w życie Traktatu Lizbońskiego określa nowe role dla samorządów i regionów. Zyskują one więcej władzy, nie tylko jako środowisko dotąd zaledwie recenzujące politykę unijną, ale jej aktywny uczestnik.