Etyka dronów

Gwałtowny wzrost operacji wojennych i antyterrorystycznych z udziałem bezzałogowych statków powietrznych, tzw. dronów, wzmaga dyskusję na całym świecie nad etyczną stroną robotyki. Czy wojna dronów jest moralna?

Waszyngtoński think-tank "New America Foundation" szacuje, że w tym roku amerykańskie drony przeprowadziły 36 ataków w Pakistanie, w których zginęło od 173 do 275 osób. W ciągu ostatnich ośmiu lat działań prowadzonych w Pakistanie przeciwko Al-Kaidzie w wyniku nalotu dronów śmierć poniosło od 1715 do 2680 osób, z czego ok. 30% to cywile. Administracja prezydenta Barracka Obamy nigdy oficjalnie nie potwierdziła tej liczby. Równie skąpe są informacje o tym, gdzie i jak amerykańska armia wykorzystuje tę śmiercionośną broń. Bezzałogowe samoloty zaobserwowano w czasie misji w Iraku, Afganistanie, Libii, Pakistanie, Jemenie i Somalii, z czego tylko Irak, Afganistan i Libię uznawano za strefę działań wojennych.

Brak informacji tylko podnosi temperaturę dyskusji między zwolennikami i przeciwnikami dronów. Czy wojna prowadzona przez roboty jest moralna? Co się stanie, jeśli maszyna pomyli się i dokona zbrodni wojennej? Czy będzie za nią odpowiedzialny człowiek, który pomylił się, pisząc oprogramowanie, które nią steruje?

Apple ocenzurował drony

Aplikacja na iPhone’a Drones+, mająca informować o atakach dronów, w których zginęli ludzie, nie trafi do użytkowników. Pod koniec sierpnia Apple zadecydował, że nie dopuści jej do rozpowszechniania w swoim sklepie App Store.

Drones+ zostało opracowane przez nowojorskiego programistę Josha Begleya. Aplikacja nie dostarcza nowych informacji, ale jedynie udostępnia wiadomości o atakach dronów z różnych serwisów. Rzecznik Apple’a proszony o komentarz stwierdził, że aplikacja dostała odrzucona, ponieważ zawiera "nieodpowiednie treści".

Begley zapowiedział, że będzie nadal pracował nad rozwojem swojej aplikacji. Nie wyklucza, że przygotuje ją w wersji na urządzenia z systemem Android.

Obrońcom praw człowieka przychodzi w sukurs wielka polityka. Ostatnio rosyjski portal "Głos Rosji" - narzędzie kremlowskiej propagandy w internecie - opublikował artykuł "Zagłada ludzi wskutek czyjejś krótkowzroczności". Nawołuje on do objęcia dronów-żołnierzy wymogami międzynarodowego prawa humanitarnego. "Przyrządy nie pozwalają na odróżnienie z daleka terrorysty od cywila. Nie usprawiedliwia to w żaden sposób decyzji o likwidacji wszystkich, dobrych i złych, w drodze przekazania decyzji siłom wyższym" - przekonuje cytowany w artykule redaktor naczelny branżowego portalu internetowego UAV.ru Dienis Fedutinow. Zarazem rosyjscy eksperci, nie szczędząc szpilek Amerykanom, uważają, że drony są bronią bardziej precyzyjną niż tradycyjne lotnictwo, nie wspominając o broni biologicznej czy chemicznej. Dlatego nie należy oczekiwać, że wspólnota międzynarodowa zakaże stosowania samolotów bezzałogowych do celów militarnych.

Mimo to coraz częściej pojawią się apele o zaprzestanie wykorzystania w ogóle robotów w działaniach wojennych. "Wzywam inżynierów do bojkotu prac nad wojskowymi robotami" - apeluje dr Robert Sparrow, czołowy australijski filozof z Monash University, w swoim artykule opublikowanym w sierpniowym "IEEE Technology and Society Magazine". Będzie to o tyle trudne, że sukcesy dronów, takich jak Predator czy Reaper, spowodowały gwałtowny wzrost zarówno rządowych zamówień na taką broń, jak i nakładów na badania nad militarną robotyką. Widać to także w planach i działaniu polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej (MON).

"Tego typu roboty ułatwiają rządom rozpoczęcie wojny. Politycy uważają, że w ten sposób nie poniosą żadnych strat" - twierdzi dr Sparrow. Jego zdaniem, jeśli roboty nie bronią ojczyzn przed obcymi najeźdźcami lub terrorystami, lecz zabijają ludzi za granicą w niesprawiedliwych wojnach, to należy stawiać pytania o etykę budowania robotów dla wojska. Sparrow oczywiście przyznaje, że odmowa udziału inżynierów w projektach militarnych może utrudnić im karierę lub wręcz ją złamać, ale liczy, że tak ostro postawiona kwestia pobudzi dyskusję, jak wspierać tych, którzy rezygnują z wojskowego finansowania. "Mam nadzieję, że większość inżynierów zgodzi się, aby roboty służyły rozwiązywaniu społecznych i środowiskowych wyzwań ludzkości, a nie zabijaniu ludzi i obalaniu obcych rządów" - uważa.

Ile kosztuje wojna dronów

Opinię publiczną intryguje zarówno prawna strona użycia robotów na współczesnym polu walki, jak i koszty. W tym pierwszym przypadku coraz głośniej oskarża się Stany Zjednoczone o łamanie prawa międzynarodowego. Ataki dronów nie mają uzasadnienia prawnego - twierdzą krytycy rządu USA. Jak oceniają Joshua Foust i Ashley S. Boyle w analizie "The Strategic Context of Lethal Drones. A framework for discussion", Amerykanie postępują jednak zgodnie z duchem artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, który przyznaje prawo każdemu państwu członkowskiemu, "przeciwko któremu dokonano zbrojnej napaści do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, zanim Rada Bezpieczeństwa zastosuje środki, konieczne dla utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa".

Według ONZ, artykuł 51 ma zastosowanie, jeżeli państwo docelowe albo zgadza się na użycie siły na swoim terytorium przez obcy kraj, albo jakieś grupy działające w państwie docelowym odpowiadają za akt agresji wobec innego kraju. Musi być spełniony tylko jeden z tych warunków, aby uzasadnić użycie jednostronnej siły. W Pakistanie, Somalii i Jemenie zostały spełnione oba warunki. Wszystkie trzy kraje wydały zgodę, wyraźnie lub w inny sposób, na działanie operacyjne amerykańskich dronów, zaś z ich terytoriów wywodzili się terroryści, którzy zaatakowali Stany Zjednoczone. W przypadku Afganistanu, Iraku i Libii, USA już wcześniej rozpoczęły działania wojenne. Pytania prawne dotyczące korzystania z zabójczych dronów są w takiej sytuacji wtórne.

Zapewne tego typu argumenty nie przekonają ani pacyfistów, ani zagorzałych przeciwników USA. Natomiast argumenty finansowe mogą spodobać się podatnikom. Z przeprowadzonej przez wspomnianych autorów ogólnikowej analizy wynika, że koszty kupna i eksploatacji dronów są nieco mniejsze niż tradycyjnych, załogowych samolotów. Droższa okazuje się jedynie eksploatacja drona RQ-4 Global Hawk konstrukcji koncernu Northrop Grumman. Ale to specyficzna konstrukcja, prawdziwy latający krążownik o zasięgu 20 tys. kilometrów i pułapie 20 tys. metrów, który w powietrzu może utrzymywać się przez 36 godzin.

Konwencjonalne myśliwce wymagają tylko jednego pilota do działania. Drony obsługują zaś zespoły składające się z pilota i operatora czujników. Dodatkowo potrzeba wsparcia kontroli naziemnej, satelitarnej i współpracy z wojskami na polu walki. Szacuje się, że cały zespół obsługujący Predatora liczy ponad 80 osób, zaś 128 żołnierzy zajmuje się eskadrą czterech dronów General Atomics MQ-1C Grey Eagles. Oczywiście, załogowe samoloty obsługuje również pokaźna grupa, ale największym kosztem jest wyszkolenie i utrzymanie pilota.

Misja drona nie łączy się z zagrożeniem dla życia pilota. Robot nie marudzi, że musi znowu lecieć, nic nie wie o paragrafie 21, za to zbiera więcej danych, niż ludzie są w stanie przeanalizować, nie mówiąc już o możliwości natychmiastowego ataku, gdy wykryty zostanie podejrzany cel. Słowem, Amerykanie i ich sojusznicy zdecydowawszy się na drony, zyskali zabójczą broń, prawdziwą "wunderwaffe", zdolną do tropienia i zabijania podejrzanych o terroryzm w dowolnym zakątku świata bez konieczności pytania kogokolwiek o zgodę.

Niestety, drony wojen nie rozstrzygają. Wygrywają potyczki i bitwy, ale nie wojny. Owszem, nie ma kompleksowych miar skuteczności dronów. Faktem jest, że ich akcje nie są wystarczające, aby trwale zakłócić działania terrorystów.

Kilka pytań pozostaje zatem bez odpowiedzi: czy drony mogą wpłynąć na przebieg konfliktów zbrojnych? Czy są efektywne kosztowo? I wreszcie, najważniejsze, czy to moralne zabijać przeciwnika z odległości kilku tysięcy kilometrów, siedząc sobie wygodnie w fotelu przed ekranem komputera, jakby grając w Quake’a? Ani chybi, roboty na wojnie zmieniają jej oblicze. Czy po to je wymyślaliśmy?

O wykorzystaniu dronów i teleinformatyki na współczesnym polu walki i w działaniach antyterrorystycznych opowiedzą komandosi z Jednostki Wojskowej NIL (Dowództwo Wojsk Specjalnych) w trakcie IX Konferencji "Wolność i bezpieczeństwo" we Wrocławiu (19-21 września 2012 r.). Computerworld jest współorganizatorem tej konferencji. Szczegóły: wolnosc2012.computerworld.pl

Po co Polsce drony

Ministerstwo Obrony Narodowej chce kupić 41 zestawów bezzałogowych samolotów, a także dwa zestawy samolotów z uzbrojeniem podobnym do amerykańskich dronów MQ-1 Predator, wykorzystywanych m.in. w operacjach militarnych na terenie Pakistanu. O planach resortu obrony poinformowała w maju br. "Gazeta Wyborcza".

Informacje te potwierdził gen. Waldemar Skrzypczak, podsekretarz stanu w MON, odpowiedzialny za uzbrojenie i modernizację polskiej armii. Gen. Skrzypczak podkreślał, że argumentem przemawiającym za kupnem sprzętu jest jego skuteczność na polu walki.

W praktyce drony są używane przez armię amerykańską do realizacji operacji typu "targeted killings", tj. fizycznej likwidacji osób powiązanych z organizacjami terrorystycznymi lub nawet tylko podejrzanymi o takie związki.

"Targeted killings" wywołuje wiele kontrowersji wśród obrońców praw człowieka oraz prawników specjalizujących się w prawie międzynarodowym. Krytycznie na temat takich operacji wypowiadali się także przedstawiciele ONZ wskazujący, że mogą one prowadzić do tworzenia niebezpiecznych precedensów, polegających na umożliwieniu państwom fizycznej likwidacji osób potencjalnie niebezpiecznych poza granicami kraju. Podkreśla się, że atak dronów wyklucza poddanie się przeciwnika, co godzi w podstawowe zasady prawa międzynarodowego.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka wyraziła wątpliwości, czy prawo polskie pozwalałoby na legalną realizację "targeted killings". W związku z tym HFPC zwróciła się z pytaniem do ministra obrony, czy resort planuje wykorzystywać samoloty bezzałogowe do realizacji operacji "targeted killings", a jeśli tak, to jakie przepisy prawa krajowego lub międzynarodowego pozwalałyby na to, zwłaszcza w warunkach konfliktów militarnych, w jakie zaangażowane są obecnie polskie siły zbrojne.

Według naszych informacji, polska armia już teraz używa dronów, ale wyłącznie do obserwacji. Przykładowo, zanim przejedzie kolumna wojsk w Afganistanie, wysyła się na zwiad samolot bezzałogowy. Ministerstwo Obrony Narodowej utajniło jednak informacje o tym, jakie są procedury użycia dronów i jak są szkoleni ich operatorzy.

Po zakończeniu operacji w Afganistanie wojsko nie będzie mogło używać dronów w kraju. Dlaczego? Dopiero toczy się dyskusja na forum międzynarodowym, jak zalegalizować loty bezzałogowców w cywilnej przestrzeni powietrznej. Sprawa rozbija się o to, kto weźmie odpowiedzialność, gdy taki statek rozbije się lub zderzy z innym samolotem. Wprawdzie polskie prawo lotnicze już zezwala na posługiwanie się dronami, ale odsyła do rozporządzenia, które musi bazować na międzynarodowych ustaleniach. Ich zaś nie należy spodziewać się wcześniej niż w 2014 roku.