Entliczek, pentliczek, czyli informatyk w stadzie owiec

Polskie firmy na informatykę wydają stosunkowo niewiele. Czy oznacza to, że powinny rzucać się w bezmyślną pogoń za światowymi trendami?

Polskie firmy na informatykę wydają stosunkowo niewiele. Czy oznacza to, że powinny rzucać się w bezmyślną pogoń za światowymi trendami?

W Stanach Zjednoczonych najbardziej zaawansowane informatycznie branże - bankowość, usługi finansowe, turystyka i farmacja - wydają na IT powyżej 6% swoich przychodów. Średnie wydatki na IT we wszystkich sektorach gospodarki przekraczają 4% przychodów. Nawet edukacja wydaje prawie 2%. Tymczasem średnia wydatków na IT firm, które zgłosiły się do konkursu Lider Informatyki organizowanego przez Computerworld, wynosi 2,3%. A są to przecież firmy i instytucje, które uważają się za nieźle zinformatyzowane, inaczej przecież nie starałyby się pokazać swoich osiągnięć na szerszym forum. Połowa z nich wydaje na informatykę mniej niż 1% przychodów. Nawet wśród kandydatów na liderów informatyki nie brakowało takich, którzy w ogóle nie wiedzieli, ile na ową informatykę rocznie wydają. Szacuje się, że Polska wydaje na IT ok. 2,2% PKB, gdy tymczasem Hiszpania, Estonia, Słowenia, Węgry - powyżej 3%. Czechy i Portugalia - 3,5%. Niemcy i Francja - ok. 7%! Dania i Wlk. Brytania - ponad 9%.

Potęga jednego wskaźnika

I co z tego? Trzeba zdać sobie sprawę, że takie wyliczenia i analizy porównawcze służą głównie firmom informatycznym do przekonywania klientów, że na informatykę powinni wydawać zdecydowanie więcej; ewentualnie szefom działów IT broniącym budżetów przed zakusami redukującego koszty działu finansowego. Co właściwie oznaczają wysokie wydatki na informatykę? Być może faktycznie dana firma czy branża wydaje na informatykę sporo i sensownie, zwiększając produktywność pracowników i zwielokrotniając zyski. Być może zinformatyzowany kraj to kraj nowoczesny, udostępniający firmom i obywatelom najnowsze technologie wspierające rozwój gospodarki i społeczeństwa. Może dana branża jest z natury bardziej "informatycznochłonna" niż inne i wydatki na IT wymuszone są technologią produkcji czy dostarczania usług. Może główną składową wydatków danego kraju na IT są ciągnące się latami projekty w administracji publicznej, realizowane za ogromne pieniądze przez nieliczne firmy IT? Być może nierównomierne nakłady na IT wynikają z tego, że produkcja sprzętu i oprogramowania koncentruje się w wybranych krajach, a inne są tylko odbiorcami? Być może na przytoczone wskaźniki wpływa zauważalny ostatnio trend konsolidacji działów IT międzynarodowych firm w wybranych centrach usług, które informatycznie obsługują dany region czy nawet cały świat? A wpływ outsourcingu?

Czy dysponujemy ponadto dokładnymi danymi na temat metodologii liczenia przytoczonych wyżej wskaźników? Nie da się stwierdzić, że dana firma czy kraj wydają "za dużo" czy "za mało", opierając się tylko na takich wskaźnikach, jak udział wydatków na IT w PKB kraju czy w obrotach firmy. Ten obrazek trzeba uzupełnić, odwołując się do kolejnych danych: jaka jest rentowność firm w danej branży? Jakie są ceny usług bankowych i innych usług świadczonych przez branże o dużej "informatycznochłonności"? Czy kraj jest producentem czy konsumentem technologii informatycznych? Ile gospodarstw domowych ma dostęp do Internetu? Ile spraw urzędowych obywatel może załatwić przez Internet? Ile szkół ma komputery? Nie ma sensu bezmyślna pogoń za tymi, którzy wydają najwięcej, bo nie wiadomo, dlaczego wydają, na co wydają i czy to w jakikolwiek sposób się zwraca?!

Owcza statystyka

Skoro nie możemy posłużyć się benchmarkami, czym należy się kierować, ustalając optymalny poziom wydatków na informatykę i konstruując budżet IT na następny rok? Może na początek zdrowym rozsądkiem i niezależną od badań rynkowych i trendów branżowych własną opinią. W znakomitej większości firm informatyka dryfuje w przewidywalnych kierunkach, zarządzana przez menedżerów kierujących się konformizmem i owczym pędem. Do tej pory nikomu nie udało się opracować przejrzystego wzoru na zwrot z informatyki, więc pieniądze wydane na komputery i programy zawsze mogą okazać się pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. Im większa niepewność, tym większa skłonność do konformizmu.

Ilu jest takich, którzy odważą się ponieść ciężar odpowiedzialności za brak systemu ERP, a nawet brak planów wdrożenia takowego? Dlaczego nagle wszyscy, których na to stać, inwestują w bezpieczeństwo, centra zapasowe i konsolidację? Czyżby byli tak zgodni w ocenie sytuacji? A może czytali po prostu te same raporty rynkowe i nie potrafili oprzeć się pokusie zniknięcia w pochodzie firm podążających w tym samym kierunku? Polscy konformiści pracujący dla międzynarodowych firm są w znakomitej sytuacji, gdyż bezpiecznie mogą podążać ścieżką przetartą przez centralę i "kraje wysoko rozwinięte". Ci, którzy pracują w polskich firmach, również mogą kierować się "trendami światowymi" lub poddać się bezwolnie dyktatowi niewielkiego budżetu na informatykę, pozostawiającego niewielki margines inwestycyjnej wolności. Odpowiedzialność za ślimacze tempo informatyzacji spada wówczas nie na nich, lecz na "czynniki obiektywne".

"Powiada robaczek: «I dziadek i babka, i ojciec i matka, jadali wciąż jabłka, a ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta! Mam chęć na befsztyczek!» I poszedł do miasta." Fragment wierszyka o robaczku dedykuję wszystkim tym, którzy nie wierzą w konieczność - ze względu na trendy światowe - natychmiastowego wdrożenia systemu CRM czy innego trzyliterowego akronimu; których nie oblewa pot na myśl o zbliżającym się ataku terrorystycznym; i którzy nie odczuwają potrzeby objęcia całego przedsiębiorstwa ujednoliconym systemem. Do wszystkich tych, którzy nie wierząc w słuszność decyzji stada uprawiają informatyczne wolnomyślicielstwo, eksperymentują i przecierają nowe ścieżki. Do wszystkich tych, którzy nie przejmują się za bardzo statystykami, raportami rynkowymi, ogólnoświatowymi trendami, doradcami i sprzedawcami z firm IT. Robaczek co prawda napotkał na nieprzewidziane trudności ("A w karcie - okropność! - przyznacie to sami: jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami, duszone są jabłka, pieczone są jabłka i z jabłek szarlotka, i kompot, i babka!"), niemniej w warunkach gospodarki rynkowej możemy chyba liczyć na nieco większy wybór.


TOP 200