EnFace: Krzysztof Onak

w 2003 r. był członkiem zwycięskiej drużyny reprezentującej Uniwersytet Warszawski w Mistrzostwach Świata w Programowaniu Zespołowym. Dziś jest doktorantem w Massachusetts Institute of Technology, zajmując się algorytmami dla dużych zbiorów danych.

w 2003 r. był członkiem zwycięskiej drużyny reprezentującej Uniwersytet Warszawski w Mistrzostwach Świata w Programowaniu Zespołowym. Dziś jest doktorantem w Massachusetts Institute of Technology, zajmując się algorytmami dla dużych zbiorów danych.

O różnicach w pracy naukowej na polskim i amerykańskim uniwersytecie

Krzysztof Onak

Krzysztof Onak

W Polsce doktoranci zazwyczaj określają w miarę dokładnie kierunek badań i pracują głównie nad pracą doktorską. W MIT każdy pracuje nad wieloma problemami, a potem analizuje wyniki pracy i podąża w najbardziej obiecujących kierunkach. Oficjalnie jestem asystentem naukowym, a koszty moich studiów pokrywa moja opiekun naukowa ze swojego grantu na badania. Zobowiązany jestem w związku z tym spędzać 20 godzin tygodniowo na pracy naukowej związanej z naszymi wspólnymi badaniami, ale tu nikt nie stoi nad nikim z zegarkiem, bo każdy po prostu czuje, że chce coś robić. Nie muszę pisać żadnych raportów ani dostarczać konkretnych "produktów" swojej pracy, co nie zmienia faktu, że wszyscy na MIT bardzo dużo pracują, choć nie musi to oznaczać pracoholizmu.

W Polsce większość doktorantów spędza dużo czasu na prowadzeniu ćwiczeń ze studentami. Na MIT mniej niż połowa doktorantów uczy. Mnie się to jeszcze nie zdarzyło, ale w pewnym momencie będę musiał poprowadzić zajęcia. Na MIT wszyscy jednak bardziej skupiają się na pracy naukowej, a nie dydaktyce, co sprzyja uzyskiwaniu wartościowych efektów. Wśród doktorantów jest bardzo dużo obcokrajowców, w mojej grupie badawczej ponad 50%. To chyba nie świadczy o tym, że Amerykanie nie garną się do studiów ścisłych, raczej o tym, że potrafią ściągnąć ludzi z całego świata, aby tu studiowali i pracowali.

O konkursach i prawdziwej pracy

Konkursy... tu studenci mają mniej czasu na branie w nich udziału, bo koncentrują się na projektach i badaniach naukowych. Można powiedzieć, że MIT jest "na ostrzu badań". Jest on bardzo prestiżową uczelnią, więc naukowcy z całego świata chcą tu przyjeżdżać, aby zaprezentować swoje wyniki. Powoduje to, że jesteśmy na bieżąco ze wszystkimi najnowszymi i najciekawszymi badaniami. Dodatkowo kadra naukowa ma bardzo szerokie horyzonty i dobrze orientuje się w wielu dziedzinach. Uniwersytet Warszawski dobrze przygotował mnie teoretycznie, ale nie da się ukryć, że jeśli chodzi o wiedzę o aktualnych badaniach, to pozostaję nieco w tyle. Choć słyszałem o rozpoczętym niedawno programie ściągania światowej klasy naukowców na UW na kilkudniowe wykłady i warsztaty. Wymiana naukowa, pozostawanie w kontakcie z resztą świata, czytanie publikacji z ostatnich konferencji, uczenie się o najnowszych odkryciach - bez tego nie ma dobrej uczelni.

O współpracy nauki i biznesu

Wielu profesorów MIT zakłada własne firmy. MIT ma wówczas zagwarantowany procent z zysków osiągniętych z rzeczy, które wymyślili pracując na uczelni. Najlepszym przykładem jest algorytm szyfrowania RSA. Wywodzące się z uczelni firmy fundują później stypendia, opłacają studentom wyjazdy na konferencje. W Stanach Zjednoczonych silnym motorem rozwoju są pieniądze. Wiadomo, że jak wymyśli się coś niebanalnego, to naprawdę można na tym zarobić. Ja też nie miałbym nic przeciwko wykorzystaniu wiedzy praktycznie, założeniu firmy i pracowaniu nad konkretnym produktem. Tu czy w Polsce? Przede mną jeszcze pewnie ponad dwa lata studiów, a więc dużo czasu na podjęcie decyzji.

O drodze do informatyki klasy A

Trochę na pewno zawdzięczam tacie, który nauczył mnie obsługiwać ZX Spectrum. Reszta to już rozwijanie tej zaszczepionej wówczas pasji. Trochę w tym też zasługi polskiego systemu edukacji, który sprzyja spotykaniu się takich ludzi jak ja na rozmaitych konkursach i olimpiadach informatycznych.

Rozmawiała Dorota Konowrocka, fotografował kolega z MIT