Elektroniczna poczta polowa

Uff, zaczęła się kanikuła. Rozpoznaje się ją po tym, że od stołu wstaje się razem z krzesłem. W cieniu pod gruszą jest lepiej. Cudowne uczucie z komputerem na stoliku, na którym rozłożyłem swój virtual estate - ruchomości cyfrowe. To miłe uczucie, gdy się ma na stoliku całą bibliotekę. Pomyślałem: jeśli tu jestem online, to znaczy, że jestem. Czuję, że uczestniczę w marszu ducha ludzkiego poprzez dzieje. ''A jednak się kręci'', jak powiedziałby konstruktor kołowrotka (co dziś się trawestuje: ''a jednak ktoś kręci''...). Pocieszające, że na wsi, w której przebywam, komputer wędruje pod strzechy, ale jest jeszcze niestety mniej popularny od abstynencji. Będzie lepiej. Wierzę, że kiedyś trzeba będzie strawestować socjalistyczny werset:

Uff, zaczęła się kanikuła. Rozpoznaje się ją po tym, że od stołu wstaje się razem z krzesłem. W cieniu pod gruszą jest lepiej. Cudowne uczucie z komputerem na stoliku, na którym rozłożyłem swój virtual estate - ruchomości cyfrowe. To miłe uczucie, gdy się ma na stoliku całą bibliotekę. Pomyślałem: jeśli tu jestem online, to znaczy, że jestem. Czuję, że uczestniczę w marszu ducha ludzkiego poprzez dzieje. ''A jednak się kręci'', jak powiedziałby konstruktor kołowrotka (co dziś się trawestuje: ''a jednak ktoś kręci''...). Pocieszające, że na wsi, w której przebywam, komputer wędruje pod strzechy, ale jest jeszcze niestety mniej popularny od abstynencji. Będzie lepiej. Wierzę, że kiedyś trzeba będzie strawestować socjalistyczny werset:

Zaprzęgniemy konie pędzone ropą w piastowy pług, sam poprowadzisz ten pług, nie będzie sług. Słudzy będą, ale już jako serwery. Miast pługa, będą orać informacyjną glebę. To będzie nowa generacja już nie civil servants, lecz civil servers.

Kazimierz Krzysztofek k.krzysztofek@chello.pl

Kazimierz Krzysztofek k.krzysztofek@chello.pl

IACS jeszcze tu nie działa, krowy nie są zakolczykowane, ale kiedyś będą - pewnie same tego zechcą, bo kolczyki wpinane w ucho i gdzie indziej - takie są dziś trendy. Poważniej mówiąc, przydałby się dziś polskiej wsi Witos epoki komputera, żeby wzmóc pracę cyberorganiczną. Kiedyś liczyłem na to, że może nim być inżynier Pawlak, znany entuzjasta komputerów, ale jakoś znikł z pola widzenia. Przed laty przeczytałem o nim piękne zdanie w prasie ludowej. Cytuję z pamięci: "Waldemar Pawlak cieszy się (a może martwi) coraz mniejszym poparciem w PSL, ale żaden inny przywódca nie ma większego...".

Poczta elektroniczna spod gruszy to poniekąd poczta polowa. Obok komórka nastawiona na program wapmnie, można w każdej chwili do kogoś wykręcić. Jeśli to ktoś znaczny, być w jego billingu to dziś szpan. Mam pewien dyskomfort: przy takim upale mózg wolno ładuje, myśli wpadają nie w ten sektor, co trzeba; do tego słabe energie w polu intelektualnym i nawala układ percepcyjny. Blokuje się, mam nadzieję, że chwilowo, dostęp do własnego potencjału intelektualnego, coś niedobrego dzieje się z pakietami świadomości, a może z samym plikiem systemowym. Przy 30-stopniowym upale w układzie człowiek-komputer dziwnie mieszają się nasze atomy węgla z jego atomami krzemu.

Przypominają mi się słowa Roberta Frosta: "Mózg jest cudownym narządem. Zaczyna pracować od momentu, kiedy się budzimy, i kończy aktywność, kiedy zaczynamy pracę". Dopiero wtedy się rozumie, co to jest skleroza: brak kopii zapasowej. Ale jest też i korzyść: nie nachodzą człowieka złe wspomnienia, nie ma wyrzutów sumienia, niczego nie trzeba sobie wybijać z głowy. Ten objaw nazywam resetem upałowym.

Puszczam wodze wyobraźni. Imaginuje sobie, jak w tym miejscu mogło być na początku poprzedniego Millennium - za Mieszka I czy Chrobrego. Zapewne ktoś tu nieopodal orał pole sochą, czyli drewnianym, analogowym urządzeniem do ręcznej restrukturyzacji gleby. Ludzie z jakiegoś plemienia nomadów zapewne komentowali to między sobą w ten sposób: zobacz, idzie nowa ekonomia Neolitu. Z dzisiejszej perspektywy jedni i drudzy jawią się nam jako analogowe dzikusy, a jednak były między nimi epokowe różnice.

Ale oto przychodzi pierwsza poczta polowa - od kuzyna z Ameryki. Pomyślałem sobie: jakie to cudowne, że z powodu postępu technik komunikacyjnych znikło pojęcie dalekiego krewnego. Siedząc na wsi, człowiek sobie myśli, że rewolucja informacyjna nie będzie aż taka rewolucyjna. Zapewne będzie siekiera czy łopata z oprogramowaniem. Za 50 lat będzie też potrzebny klucz francuski, nawet jeśli high tech. I zwykła deska do prasowania, i żelazko (choćby po to tylko, żeby blondynka przyszłej generacji miała sobie czym ucho poparzyć, kiedy nagle zadzwoni komórka).

Wieczorem wdaję się w analogowy chat z gospodarzem przy "herbatce z prądem" i chłodniku (cieplniku?). Snuję różne wizje zinformatyzowanej wsi. Nie bardzo wierzy w te cuda, ale wyraźnie się ożywia, kiedy mu mówię, że programy mogą już dziś niemal wszystko, np. testowany jest program, który każe komputerowi wysłuchiwać zrzędzenia drugiej połowy. Żona jako hipertekst. Jest tu pewna sprzeczność, bo taki program, żeby spełnił swe zadanie, nie może być interaktywny. Zaskoczył mnie pytaniem, czy karta zbliżeniowa, którą się stosuje, zastąpi akt ślubu. Tego oczywiście nie wiedziałem. Roztoczyłem za to wizję inteligentnego domu, w którym wszystko będzie zdalnie kontrolowane. Może z wyjątkiem dzieci.

Tak, z dziećmi będzie zawsze problem. FBI chwali się, że ma kilkadziesiąt milionów odcisków palców. Na moim rozmówcy nie zrobiło to wrażenia. Ja mam tylko czwórkę pociech, odparł, ale odcisków palców na pewno więcej: na ścianach, meblach, lustrach.