Ekran w oku

Elektroniczne podzespoły stają się coraz mniejsze i coraz szybsze. Tymczasem monitory pozostają wciąż mniej więcej takie same. Być może przyszłość mają wielkie obrazy z małych wyświetlaczy.

Elektroniczne podzespoły stają się coraz mniejsze i coraz szybsze. Tymczasem monitory pozostają wciąż mniej więcej takie same. Być może przyszłość mają wielkie obrazy z małych wyświetlaczy.

Monitor ekranowy trzyma się nieźle. Sytuacja w tej dziedzinie jest dobra, ale nie katastrofalna, można by zażartować. Niewiele się tu zmienia od lat. Podczas gdy do muzeum techniki odchodzą kolejne generacje procesorów, klasyczny CRT (Cathode Ray Tube) pyszni się na biurku. Jego pozycja wciąż jest - niestety - nie zagrożona. Gdy elektronika staje się coraz lżejsza, mniejsza, bardziej energooszczędna, poczciwy monitor chce być coraz większy. Nic w tym dziwnego. Sami przecież tego chcemy. Przybywa mu zatem kolorów i dok-ładności, ale niezależnie od modyfikacji jego parametrów zwykła kartka papieru A4 nie chce być mniejsza niż 210 x 297 mm. Tak się zaś dziwnie składa, iż często mamy ochotę wydrukować efekty naszej komputerowej pracy, a mozolne skalowanie, kombinowane z podglądem strony, to nie to samo, co ideał WYSIWYG (What You See Is What You Get), czyli TOCOWIJETYCODO (TO CO WIdzisz JEst TYm CO DOstajesz). A tak chciałoby się zobaczyć cały dokument na ekranie 1:1 i na 100%. Ba! Jak się da, to się ma. A dać trzeba i to średnio aż dwa razy więcej za każde dodatkowe 2 cale przekątnej.

Czy 17" coś tu rozwiązuje? Nie bardzo, kartka się mieści, ale jedynie trywialnie, poziomo, a i to z trudem, gdyż na dodatkową powierzchnię roboczą brakuje już miejsca na ekranie.

Bez 23" trudno będzie, a zgodnie z podaną wcześniej regułą: "podwójna cena za dwa cale więcej" - za takie monstrum moglibyśmy nabyć 16 monitorów 15".

Interesujące jest porównanie proporcji cenowych między monitorami w różnych okresach. Potwierdza się tu ogólnoinformatyczna zasada, że wraz z upływem czasu cena typowej konfiguracji komputerowej nie zmienia się, zmieniają się natomiast jej parametry przy jednoczesnym wycofywaniu z rynku starszych modeli.

Nieznośna mobilność informatyki

Czy większe ekrany są nam potrzebne? Oczywiście, w zastosowaniach specjalnych, szkoleniach czy w przypadku stanowisk graficznych takie rozwiązania są już stosowane. Jednak możliwość skorzystania z dowolnie dużego monitora przez przeciętnego użytkownika otworzyłaby nowe możliwości kształtowania interfejsów popularnego oprogramowania. Ułatwiłoby to również pracę rzeszy komputerowych profesjonalistów. Ile okienek można otworzyć na ekranie, żeby możliwa była efektywna praca? Projektanci, integratorzy czy administratorzy systemów często zmuszeni są do jednoczesnego korzystania z wielu różnych aplikacji. Dotyczy to także informatyków zakładowych.

Są programy, które można tak ustawić, że w określonych odstępach będą informować o swoim aktualnym stanie, ale nawet wtedy może to być nie mniej uciążliwe niż mozolne przełączanie się między aktywnymi aplikacjami. Większe monitory pozwoliłyby na zbudowanie stanowisk pracy komputerowej na wzór kabiny pilotów w samolocie czy dyspozytorni systemu energetycznego. Taka praca miałaby charakter bardziej "równoległy", co w wielu przypadkach sprzyjałoby wzrostowi wydajności. Dla wielu osób byłoby to trudniejsze, ale zawsze byłby możliwy dialog z maszyną cyfrową w trybie konwencjonalnym - obecnie jesteśmy na niego skazani.

Z drugiej strony informatyka staje się coraz bardziej "ruchliwa". "To się nosi", chciałoby się powiedzieć, patrząc na wizje naszpikowanych chipami ubrań i-wear. Zresztą wizje tego rodzaju coraz śmielej wychodzą już na ulice. Początek dokonał się w 1979 r. za sprawą walkmena. Początek zresztą trudny i umowny, bo projektantom mody nie bardzo udawała się integracja pokaźnej wielkości urządzenia z kieszeniami spodni. Dziś jest już lepiej: w kurtce o wymownej nazwie ICD+, która jest wspólnym dziełem krawców od Levi-Straussa i inżynierów Philipsa, udało się zaszyć odtwarzacz MP3, głośnik, mikrofon i oczywiście "komórkę".


TOP 200