Ekonomia sztuki

Podwaliny pod rozwój mediów cyfrowych położyli awangardowi artyści z początku XX wieku. Dużą rolę odegrali w tym polscy poeci.

Laboratorium sztuki cyfrowych mediów, królujących w XXI wieku, był niewątpliwie okres naporu awangardy poetyckiej, filmowej i teatralnej , który zaczął się jeszcze przed I wojna światową, a jego rozkwit przypada na lata 20 i początek lat 30-tych XX wieku. To wtedy pojawiły się przeróżne poetyckie manifesty i realizacje, z których dzisiaj korzystają informatycy tworzący interfejsy pomiędzy człowiekiem i komputerem, badacze zajmujący się "sztuczną inteligencją" czy artyści miksujący i mapujący przy pomocy komputera wszystkie rodzaje tworzywa sztuki (słowo, rysunek, zdjęcie, muzykę). To właśnie wtedy ruchy rewolucyjne, jak futuryzm, kubizm, dadaizm, surrealizm oraz awangardy poetyckie w Hiszpanii i Polsce, n.p Borges i T.Peiper, wzywały do nowości i same były nowością. Podziwiały czas miasta, maszyny, masy, elektryczności i wierzyły, ze sztuka ma wyrażać naczelne atrybuty cywilizacji: ruch, szybkość, ciągłą zmianę. Po nich, artystach będących jednocześnie teoretykami nowej sztuki, nastąpiło - jak wykazał to D.Bell w "Kulturowych sprzecznościach kapitalizmu" - kompletne rozejście się cywilizacji technicznej i sztuki. To dlatego Mac Luhan i Lev Manovich uważają, że paradygmatów cyfrowej sztuki trzeba szukać właśnie w tym okresie.

Uważam, w przeciwieństwie do Lwa Manovicha, że pojawienie się metodologii nowych mediów trzeba odkrywać nie tylko w dokonaniach rosyjskich reżyserów, lecz przede wszystkim w praktyce i teorii awangardowych poetów tego okresu oraz w dokonaniach XIX i XX wiecznych prozaików, którzy wprowadzili zmiany w powieściowej narracji, przejęte następnie przez film oraz rodzącą się sztukę mediów epoki internetu. Zanim przystąpię do omówienia tych tematów, przedstawię w ogromnym skrócie twórczość Jamesa Joyca, która łączy w sobie, z przejrzystością strumienia, odkrycia poezji i prozy XIX i XX wieku, i powinna być Biblią sztuki XXI wieku. Dlaczego?

Podstawowym pojęciem opisującym funkcjonowanie "nowych mediów" jest pojęcie "wariacyjności", które oznacza, ze obiekt nowych mediów nie jest czymś ustalonym raz na zawsze, ale raczej czymś co istnieje w wielu, odmiennych od siebie wersjach, oraz pojęcie "miksacji", polegające na mieszaniu różnych stylów, a także mieszaniu tworzyw z różnych sztuk, n.p fotografii z kreskówką, czy poezji z plakatem. Joyce w "Ulisesie", w rozdziale Symplegad umieszcza 18 bezsensownych anegdotek. Fragmenty jednej wplatają się na chybił trafił w tok którejkolwiek innej, osiągając efekt mechanicznego zestawienia zdjęć, lub klatek filmowych, dokonanego jakby przez oszalała kamerę. Do złudzenia przypomina to metodę Wiertowa w "Człowieku z kamerą". Wariacyjność powstała więc nie w filmie lecz powieści będącej parodią "Odysei".

Lektura "Ulisesa" pozwala nam wniknąć w gęstwinę połączeń, gdzie każdy szczegół splata się z każdym innym - jak serwery w internecie. Tysiące zagadek każe przez setki stronic czekać na rozwiązanie, tysiące rozwiązań przypomina o postawionych powyżej zagadkach. Jest to powieść złożona z klasycznych pętli informatycznych, będąca wręcz wzorcowym przykładem programowania.