Edukacja dla społeczeństwa informacyjnego

Przeciętny Polak, w tym chodzący teraz do szkoły i wraz z nim jego zaniepokojeni rodzice, chciałby wiedzieć, czy przyjdzie mu żyć w społeczeństwie informatycznym, czy też w społeczeństwie informacyjnym. A może to będzie to samo społeczeństwo? Prasa i inne media, zamiast właściwie przygotowywać do życia w społeczeństwie, które będzie posługiwać się "narzędziami informatycznymi" do wszechstronnego korzystania z informacji, stwarzają wrażenie, jakby miało to być społeczeństwo informatyków - ludzi wyszkolonych przede wszystkim w biegłym posługiwaniu się komputerami i ich oprogramowaniem.

Przeciętny Polak, w tym chodzący teraz do szkoły i wraz z nim jego zaniepokojeni rodzice, chciałby wiedzieć, czy przyjdzie mu żyć w społeczeństwie informatycznym, czy też w społeczeństwie informacyjnym. A może to będzie to samo społeczeństwo? Prasa i inne media, zamiast właściwie przygotowywać do życia w społeczeństwie, które będzie posługiwać się "narzędziami informatycznymi" do wszechstronnego korzystania z informacji, stwarzają wrażenie, jakby miało to być społeczeństwo informatyków - ludzi wyszkolonych przede wszystkim w biegłym posługiwaniu się komputerami i ich oprogramowaniem.

W dyskusji na temat, co to jest społeczeństwo informacyjne, prowadzonej na łamach Computerworld, chciałbym dodać kilka myśli zebranych po przeczytaniu dotychczasowych wypowiedzi, uzupełnionych spojrzeniem z pozycji szkoły i edukacji.

Przejdę do porządku dziennego nad definicją społeczeństwa informacyjnego i okreś-leniem momentu przełomu społeczeństwa postindustrialnego i społeczeństwa informacyjnego. Żadne społeczeństwo nie jest w stanie uniknąć pewnych zjawisk społecznych i jednym z nich w rozwoju cywilizacyjnym jest zwiększanie się udziału informacji wśród "surowców" zarówno gospodarczych, jak i społecznych. Co do tego zgoda jest raczej powszechna. Nie ma pełnej zgody co do cezury, ale - moim zdaniem - ma to znaczenie drugorzędne. Nie sposób nawet jej okreś-lić, biorąc pod uwagę wielkość udziału informacji wśród wszystkich surowców, bo jedne społeczeństwa zawsze będą "bardziej" informacyjne niż inne.

Znając trochę Japonię, mogę zrozumieć, dlaczego właśnie tam w 1963 r. po raz pierwszy użyto hasła społeczeństwo informacyjne. Z podobnych względów 30 lat później ożywił się kontynent europejski po opublikowaniu raportu Bangemanna. W obu przypadkach dał o sobie znać... kompleks Ameryki, gdyż - jak zgrabnie to ujął Edwin Bendyk - "hasła tego nie znają" w Ameryce, ale "tworzą Narodową Infrastrukturę Informacyjną".

Napisałem "kontynent europejski", a nie "Europa", bo na Wyspach Brytyjskich, jeśli składa się deklaracje i publikuje raporty, to są one związane z konkretnymi działaniami na rzecz narodowej infrastruktury informacyjnej. Właśnie brytyjski projekt National Grid for Learning (NGfL) pokazuje właściwą drogę - zamiast raportu w stylu Bangemanna, który i tak wymaga wykonawczych decyzji, dostosowanych do lokalnych warunków, Brytyjczycy, i to ustami premiera, ogłosili wielką akcję NGfL. I nie jest to tylko projekt skierowany na edukację szkolną. Zakłada on bowiem, że wszyscy obywatele będą się uczyli i to przez całe życie - na początku, by zdobyć podstawowe wykształcenie w szkołach, później, by je uaktualniać i ewentualnie uzupełniać wraz ze zmianą miejsca pracy, a nawet zawodu.

Może ma rację Edwin Bendyk, że "hasło społeczeństwa informacyjnego nie wyjaśnia żadnego nowego jakościowo zjawiska", ale różnica między telegrafem Morse'a a terminalem internetowym jest widoczna i tkwi w powszechności dostępu. Komunikacja w dobie technologii informacyjnej staje się pod wieloma względami zjawiskiem społecznym, a telegraf był (i do dzisiaj jest) zarezerwowany do informacji oficjalnych, służbowych.

Koncepcja Społeczeństwa Sieciowego dotyczy - moim zdaniem - jedynie tej części społeczeństwa informacyjnego, która ponosi konsekwencje zbyt uległego korzystania z sieci, a przecież tworzą to społeczeństwo również ci, którzy nie mają dostępu do sieci, a mimo to zalewa ich ogrom informacji i w jej okiełznaniu muszą korzystać z technologii informacyjnej.

Najważniejszych aspektów społeczeństwa informacyjnego dotyka Marek Hetmański. Ludzie od zarania tworzyli społeczności, komunikując sobie różne informacje i tworząc różne techniki ich przekazywania. Lecz nie rodzaj techniki ma tutaj znaczenie, a skutki, i nie skala się liczy tak bardzo, ale jakość. Nie bagatelizowałbym jednak obecnej skali tego zjawiska, bo jest ona jednym ze skutków posługiwania się technologią o zasięgu globalnym.

Nie jestem również, jak Marek Hetmański, entuzjastą tezy utrzymującej, że to Internet jest motorem napędowym społeczeństwa informacyjnego, gdyż, jak to trafnie ujął Ryszard Tadeusiewicz, "jedynym słyszalnym sygnałem zwiastującym nowy ład jest entuzjastyczny głos jego twórców i beneficjantów". A tak naprawdę - i tutaj pasują słowa przypisywane Stanisławowi Lemowi - "Internet jest odpowiedzią na pytanie, które nie zostało postawione". Odnosi się to w szczególności do edukacji, w której oczekiwania są chyba najbardziej podsycane, i z postawieniem tego pytania, ale i z udzieleniem właściwej odpowiedzi nie można zwlekać, jeśli szkoła ma przygotowywać do życia w społeczeństwie, obojętne czy będzie się ono nazywać postindustrialnym, informatycznym, informacyjnym, czy sieciowym.

Kwestia terminologiczna okazuje się dość ważna, gdy dyskusja przenosi się na pole edukacji i dotyczy podstawowych kwestii: informatyka czy technologia informacyjna, społeczeństwo informatyczne czy społeczeństwo informacyjne. Ma ona również aspekt praktyczny. Przeciętny Polak, w tym chodzący teraz do szkoły i wraz z nim jego zaniepokojeni rodzice, chciałby wiedzieć, czy przyjdzie mu żyć w społeczeństwie informatycznym, czy też w społeczeństwie informacyjnym. A może to będzie to samo społeczeństwo? Prasa i inne media, zamiast właś-ciwie przygotowywać do życia w społeczeństwie, które będzie posługiwać się "narzędziami informatycznymi" do wszechstronnego korzystania z informacji, stwarzają wrażenie, jakby miało to być społeczeństwo informatyków - ludzi wyszkolonych przede wszystkim w biegłym posługiwaniu się komputerami i ich oprogramowaniem.

Problem jest jednak poważniejszy niż tylko terminologia, gdyż w rzeczywistości dotyczy właściwego zrozumienia i ułożenia relacji między człowiekiem, zalewanym informacją, a coraz doskonalszą techniką, w kontekście indywidualnych potrzeb i roli obywatela, jaką ma odgrywać w społeczeństwie. Różnicę między pojęciami "społeczeństwo informatyczne" a "społeczeństwo informacyjne" najlepiej oddaje różnica między informatyką a technologią informacyjną. To pierwsze jest na ogół rozumiane jako dziedzina naukowa (Computer Science), w tym drugim należy dostrzec, że oba słowa w określeniu odnoszą się do przeznaczenia komputerów, a zatem nacisk jest położony na ich stosowanie, chociaż niewątpliwie na początku muszą zostać dość dobrze poznane. Ale sam proces poznawania powinien przede wszystkim wskazywać na korzyści płynące z wykorzystania technologii informacyjnej w konkretnych sytuacjach, głównie poza czystą informatyką.

Technologia informacyjna, jako narzędzie i element sfery życia obywateli i społeczeństwa, począwszy od najwcześ-niejszych lat styczności z nią w szkole, powinna być postrzegana przez pryzmat jej głównych zalet:

postać informacji oraz sposób z niej korzystania mają obecnie wszelkie znamiona procesu (ciągłych zmian), uzasadnione jest więc stosowanie do informacji określenia technologia;

zerwanie z encyklopedyzmem, czyli z gromadzeniem przez człowieka informacji, zwłaszcza w uczeniu się, na korzyść budowania myślowych struktur poznawczych, za pomocą których, na podstawie niewielkiego zasobu informacji, człowiek jest w stanie poszukiwać, znajdować i asymilować nowe informacje, a w konsekwencji - ciągle się uczyć;

wykorzystanie interaktywności - nie tylko znajdujemy czyjeś informacje, ale mamy możliwość tworzenia informacji i udostępniania ich innym osobom; interakcja to również nowa jakość w komunikowaniu się z "dostarczycielami informacji", możliwość zadawania im pytań, prowadzenia dyskusji;

globalność - przestaje mieć znaczenie, gdzie znajduje się informacja, z jednego komputera bowiem mamy dostęp do informacji zgromadzonych we wszystkich komputerach złączonych z siecią.

W ministerialnej Podstawie programowej kształcenia ogólnego (www.men. waw.pl), która określa standard kształcenia w reformowanej szkole, chociaż nie udało się zastąpić przedmiotu informatyka technologią informacyjną, zadania szkoły i nauczycieli oraz zastosowania komputerów we wszystkich dziedzinach nauczania zostały wyraźnie rozszerzone. Dotyczy to zarówno przedmiotu informatyka, jak i wszystkich innych przedmiotów. I tak, zadaniem nauczycieli na wszystkich etapach edukacyjnych (czyli we wszystkich klasach) i we wszystkich dziedzinach nauczania (tj. przedmiotach) jest kształtowanie u wszystkich uczniów umiejętności poszukiwania, porządkowania i wykorzystywania informacji z różnych źródeł oraz efektywnego posługiwania się technologia informacyjną.

W ślad za zapisami w oficjalnych dokumentach MEN idą pakiety edukacyjne dla szkół, które są ich realizacją. Szkoła stwarza więc szansę, że jej przyszli absolwenci - obywatele społeczeństwa, być może już społeczeństwa informacyjnego - będą właściwie przygotowani do życia, wyposażeni we właś-ciwe rozumienie roli technologii informacyjnej i umiejętności posługiwania się nią. Pierwsze elementy jednego z takich pakietów, ponadprzedmiotowego i zintegrowanego projektu Spotkania i nauka z komputerem (www.wsip. com.pl), są już dostępne dla szkół. Jest on przykładem działań, które w literaturze anglosaskiej określa się mianem good practice, czyli dobrego przykładu. Uczniowie uczą się posługiwania komputerem na przykładach wziętych z różnych dziedzin nauczania oraz z ich szkolnego, domowego i środowiskowego otoczenia, a poznając technologię informacyjną, uczą się również poszanowania cudzych informacji i praw oraz umiejętności właściwego wykorzystywania informacji. Ten pakiet jest również dobrym przykładem na to, jak można unikać zagrożeń związanych z technologią informacyjną, w szkole i w późniejszym życiu. Nie pozostawia on bowiem miejsca na "informacyjny smog" (R. Tadeusiewicz), gdyż dostarcza uczniom jedynie właściwych informacji, nie ma ani czasu, ani miejsca na "niewłaściwe informacje", nie jest zagrożone bezpieczeństwo pracy przy komputerze, gdyż uczniowie nigdzie nie muszą "grzebać", "złe gry" nie stanowią również wychowawczego zagrożenia, gdyż z chęcią i przyjemnoś-cią uczniowie grają w "dobre gry" (czytaj: edukacyjne).

"Mnożenie społeczeństw" można uznać za wynik wyrywkowego spojrzenia i to tylko na niektóre procesy społeczne. Rozwiązaniem może być tutaj określenie miejsca dla człowieka w zmieniającej się pod wpływem technologii rzeczywistości. Pewna sugestia płynie z jednego z raportów UNESCO (1994 r.), dotyczącego przyszłości edukacji informatycznej. Wydzielono w nim trzy fazy w rozwoju współczesnego świata, uwzględniające stopień zaawansowania stosowania technologii informacyjnej w organizacjach rządowych, handlowych i w społeczeństwie. Te fazy to: Automatyzacja, Informacja i Komunikacja. W pierwszej z nich podstawowe infrastruktury są dopiero rozwijane, głównie przez personel techniczny; w drugiej - następuje przesunięcie rozwoju w kierunku osobistej własności informacji i środków, przy silnym wpływie użytkowników na powstające systemy zautomatyzowane, i wreszcie trzecia faza - to najbardziej zaawansowany etap, z komputerami połączonymi w sieć i przy pełnym uczestnictwie wszystkich użytkowników, całych społeczeństw. Polska wydaje się być u schyłku pierwszej fazy rozwoju, a zapisy dotyczące edukacji i działania związane z ich realizacją pozwalają z optymizmem patrzeć na los uczniów, którzy rozpoczynają naukę w reformowanej szkole - w przeszłości będą oni świadomymi współtwórcami społeczeństwa, w jego kolejnych fazach rozwoju.

--------------------------------------------------------------------------------

Profesor Maciej M. Sysło pracuje w Instytucie Informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego i zajmuje się powszechną edukacją informatyczną.