ERP i co dalej

Planowanie długookresowe jest piętą achillesową większości menedżerów informatyki.

Planowanie długookresowe jest piętą achillesową większości menedżerów informatyki.

Jest to problem tym bardziej dotkliwy, im bardziej przedsiębiorstwo przybliża się do czołówki w swojej branży, im konkurencja staje się ostrzejsza, a przyzwolenie dla błędu trudniejsze do uzyskania. Im bliżej przedsiębiorstwa znajdują się czołówki, tym bardziej zaczynają działać zgodnie z zasadami Nowej Gospodarki. Szefowie informatyki, którzy dotąd działali ramię w ramię z menedżerami biznesu, nagle w tym momencie zaczynają tracić pewność siebie i zdolność wytyczania właściwego kierunku. Tymczasem oczy wszystkich dopiero teraz zwracają się przede wszystkim na nich. Skąd się bierze to zjawisko? Co istotnego zmienia się w logice zastosowań informatyki wraz z wejściem w Nową Gospodarkę, że jej zawiadowcy czują się zagubieni?

Najważniejszej zmianie podlega rola informatyki. Jeśli biznes wyobrazimy sobie jako pociąg, to rolę lokomotywy dotąd pełniły działania w sferze produkcji, marketingu czy zarządzania finansami, a gdzieś na końcu składu wspomagała pracę lokomotywy dodatkowo pchając wagony. Lokomotywą w czasach Nowej Gospodarki nie mogą już być działania w sferze produkcji czy finansów, albowiem tam zwykle zrobiono wszystko, co można było zrobić, aby przedsiębiorstwo pracowało efektywnie, oszczędnie, z satysfakcją dla klientów. Lokomotywą biznesu staje się zarządzanie informacją i jej przepływem. Dzieje się tak zarówno w dystrybucji, gdzie informacja może zastąpić fizyczną obecność towaru w magazynach pośredników, jak i w przedsiębiorstwach, gdzie dokładna informacja o spodziewanym popycie dyktuje rozmiary i rodzaj produkcji. Wszystko, co jest do zrobienia w biznesie, obraca się wokół systemów informacyjnych, a więc także ich infrastruktury informatycznej. Reformowanie innych sfer ma jedynie rolę pomocniczą we wspieraniu biznesu, tak jak wcześniej informatyka. Szefowie informatyki, którzy nagle znaleźli się z przodu pociągu, już nie mają wspierać, lecz nadawać tempo i kierunek. To zupełnie zmienia model myślenia, zmieniają się bowiem proporcje nowości i kontynuacji, ryzyka i powtarzania sprawdzonych wzorów. Wymaga intuicji i wyobraźni. Wymaga więcej instynktu twórczego niż rzemieślniczych kwalifikacji.

Systemy ERP, które dotąd były najważniejszym środowiskiem w przedsiębiorstwach, wdrażało się i doskonaliło z troską, aby ukończyć pracę, zanim zmieni się coś istotnego w funkcjonowaniu biznesu. Zespoły wdrożeniowe musiały się sprężać, aby nadążać za dynamicznie kształtującym się modelem biznesu. Dzisiaj od informatyków oczekuje się, że podejmą przedsięwzięcia, które wpłyną na model biznesu. To biznes musi nadążać za Internetem, za technologiami sieciowymi, komunikacyjnymi i innymi, nadającymi ton dzisiejszym zastosowaniom informatyki.

Logika systemów również nie sprzyja kształtowaniu się odpowiednich postaw osób odpowiedzialnych za ich wdrażanie i funkcjonowanie w czasach Nowej Gospodarki. Są to systemy nastawione na doskonalenie maszyny produkcyjno-finansowej, na automatyzację funkcjonowania firmy, ale nie oddziałują na wzrost dochodu ani na uzyskanie przewagi konkurencyjnej. Systemy ERP nie dotyczą procesów bezpośrednio wpływających na obroty firmy: marketingu, sprzedaży, serwisu. Nie przygotowują do Internetu. Nie pomagają podejmować decyzji prorynkowych, czyli wynikających z charakterystyki klientów, polityki cenowej, indywidualizacji zamówień.

Systemy ERP są absolutnie konieczne, aby przedsiębiorstwo w ogóle mogło pozostać na rynku. Bez nich nie ma sensu wdrażanie jakichkolwiek innych rozwiązań, czyli systemów do zarządzania relacjami z klientami czy zarządzania zintegrowanym łańcuchem dostaw. Po prostu bez ERP przedsiębiorstwo nie będzie w stanie wywiązać się z jakichkolwiek zobowiązań względem partnerów i klientów, nawet jeśli nawiąże dobrą współpracę z nimi dzięki nowym systemom. Jednak systemy ERP kończą okres pewnej kultury i logiki stosowania informatyki, natomiast zastosowanie Internetu i otwarcie przedsiębiorstwa na dostawców i klientów rozpoczynają inną epokę. Ten przełom jest zasadniczą trudnością dla organizacji gospodarujących, ale także dla ludzi, którzy zarządzają informatyką. Czasem będą czuli się, jak ten przysłowiowy murzyn, który zrobił swoje i musi odejść. Osobiście niczym nie zawinili, dali z siebie wszystko, spełnili oczekiwania, a nawet - można powiedzieć - przygotowali wszystko, aby stać się niepotrzebnymi. Potrzebni są ludzie o innym niż oni charakterze i umiejętnościach.