E-podpis po Centraście

Przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego zapowiadają, że mimo planowej likwidacji Centrastu, system bezpiecznego podpisu elektronicznego w Polsce będzie funkcjonować bez zakłóceń na dotychczasowych zasadach.

Przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego zapowiadają, że mimo planowej likwidacji Centrastu, system bezpiecznego podpisu elektronicznego w Polsce będzie funkcjonować bez zakłóceń na dotychczasowych zasadach.

Choć od dawna było wiadomo, że zmienione zostaną zasady funkcjonowania spółki Centrast, realizującej zadania tzw. roota systemu e-podpisu w Polsce (jest to zadanie zlecone przez Narodowy Bank Polski, zgodnie z zapisami Ustawy o podpisie elektronicznym), to obecny rozwój sytuacji stanowił zaskoczenie dla uczestników tego rynku. W trakcie zebrania Rady Nadzorczej Centrastu 14 grudnia 2004 r. odwołany został cały dotychczasowy zarząd z prezesem Kazimierzem Ferencem na czele. Na 6 stycznia 2005 r. zwołane zostało nadzwyczajne zebranie udziałowców spółki, które - według zapowiedzi - ma doprowadzić do likwidacji Centrastu. Pierwotnie spodziewano się, że podejmowane działania będą miały łagodniejszą formę, np. w postaci połączenia Centrastu z firmą lub przekształcenia Centrastu w tzw. podmiot kadłubowy, przeznaczony jedynie do realizacji funkcji roota.

Wydatki bez efektów

Sytuacja była tak naprawdę od początku absurdalna i na dłuższą metę nie do utrzymania. Na uruchomienie infrastruktury technologicznej Centrastu wydano ogromne środki, choć de facto zasadniczy sens jej funkcjonowania - jak do tej pory - sprowadził się do wydania czterech elektronicznych zaświadczeń dla wystawców certyfikatów kwalifikowanych. Stworzono więc ogromną machinę, pod względem ekonomicznym kompletnie nieuzasadnioną, tak bowiem stanowiły zapisy przyjętej Ustawy o podpisie elektronicznym.

Utrzymanie tego systemu i samej spółki również pochłania spore zasoby. W 2004 r. NBP dofinansował spółkę kwotą ok. 10 mln zł. Tymczasem nadzieje na to, że Centrast zdoła pozyskać wydajne źródła przychodów, okazały się płonne. Zarząd Centrastu liczył na to, że rozwiną się usługi znakowania czasem oraz komercyjne poświadczanie ważności certyfikatów cyfrowych. Chodziło o to, by stworzyć jeden punkt takiego poświadczania, niezależnie od tego, od którego z wystawców pochodziłby ten certyfikat. Jednak system podpisu elektronicznego w Polsce wciąż znajduje się w powijakach (o przyczynach tego stanu pisaliśmy w Computerworld 44/2004), trudno więc o jakiekolwiek przychody z tego tytułu.

"Od początku formuła spółki prawa handlowego, która z założenia ma przynosić zysk, była w tym przypadku bardzo niefortunna. Liczyliśmy także na to, że poza nami inni uczestnicy tego rynku poczują się zobligowani do zapewnienia środków na funkcjonowanie Centrastu" - mówi Tomasz Pasikowski, członek zarządu Narodowego Banku Polskiego. Trudno jednak było oczekiwać, że podejmą się tego funkcjonujący wystawcy certyfikatów, którzy sami mają trudności ze zdyskontowaniem poczynionych inwestycji.

Zachowanie ciągłości

Likwidacja Centrastu nie oznacza jednak likwidacji roota. "Gwarantuję, że zadbamy o to, by zachowana została ciągłość funkcjonowania całego systemu" - twierdzi Tomasz Pasikowski. Wymagać to jednak będzie rozwiązania wielu poważnych problemów natury prawno-technologicznej. Jednym z nich będzie konieczność certyfikacji skrośnej poświadczeń dla NBP i Centrastu. Skoro Centrast przestanie istnieć, to wydane przez niego certyfikaty muszą być nadal przez kogoś poświadczone. Centrast pełnił również rolę nieformalnego forum współpracy wystawców certyfikatów - nie wiadomo jeszcze, w jakim zakresie tę rolę przejmie Narodowy Bank Polski.

Likwidacja Centrastu powinna być zakończona do połowy 2005 r. Większość pracowników Centrastu zostanie zwolniona.

Do NBP przejdzie jedynie wąska grupa specjalistów technicznych. Obecnie zarząd sprawują Zbigniew Klepacki i Jacek Wiśniewski.