E-podpis całkiem zmieniony

Senatorowie zgłosili 50 poprawek do ustawy o podpisie elektronicznym. Teraz ustawą ponownie zajmie się Sejm.

Przejście ustawy o podpisie elektronicznym przez Senat wbrew oczekiwaniom nie okazało się tylko formalnością. Senatorowie zgłosili do niej łącznie 50 poprawek! Te przegłosowane istotnie zmieniły ducha ustawy, generalnie przywracając wersję nieskutecznie promowaną wcześniej w sejmie przez lobby bankowe oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

<b>Bankowy monopol</b>

Przyznano Narodowemu Bankowi Polskiemu, a właściwie zależnej od niego spółce Centrast, prawo wyłączności świadczenia usług uwierzytelniania wszystkich wystawców certyfikatów. Jednocześnie banki uzyskały prawo do świadczenia usług wystawiania certyfikatów dla całego rynku. Ten zapis w ustawie promował wcześniej poseł Waldemar Pawlak. Stało się to już przyczyną do oskarżeń, że chodzi o zapewnienie silnej pozycji dla spółki Centrast należącej obecnie do NBP. Jej prezesem jest Józef Kozioł, należący - podobnie jak Waldemar Pawlak - do Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Zobacz również:

  • Nowe technologie w e-commerce

Ustawowo zagwarantowany monopol w tej dziedzinie znacznie podnosiłby wartość tej spółki, co jest istotne wobec konieczności jej wydzielenia poza struktury NBP do końca 2002 r., a więc prawdopodobnie jej sprzedaży. Senator Zbigniew Romaszewski nazwał w swoim wystąpieniu sytuacje wokół Centrastu "mętną".

Niewątpliwą korzyścią takiego wskazania Centrastu byłoby ustanowienie jednej instytucji nadrzędnej (tzw. root'a) dla całego systemu podpisu elektronicznego w Polsce. Sejmowa wersja ustawa wprowadzała tutaj dualizm. Osobne jednostki nadrzędne dla bankowości oraz reszty rynku. Senator Jan Chojnowski zaproponował, aby cały rynek obejmowała jedna firma wybrana przez Ministerstwo Gospodarki na drodze ustawy o zamówieniach publicznych. Poprawka ta została jednak odrzucona.

W trakcie debaty nad ustawą do głosu nie zaproszono przedstawicieli środowiska informatycznego, w szczególności Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji oraz Polskiego Towarzystwa Informatycznego, których przedstawiciele od samego początku aktywnie uczestniczyli w pracach nad ustawą. Zaproszono za to wiceprezesa NBP.

<b>Bez dobrowolnej akredytacji</b>

Senat przyjął również sugestie Kazimierza Ferenca, wiceministra MSWiA, aby odrzucić możliwość dokonywania dobrowolnej akredytacji przez wystawców certyfikatów. Wówczas pełniłaby ona rolę pewnego znaku jakości. Zamiast tego powstać ma jedynie lista podmiotów kwalifikowanych, mogących wystawiać certyfikaty kwalifikowane - podpisy elektroniczne z takim certyfikatem byłyby równoważne odręcznym.

W sejmowej wersji ustawy wystawcy certyfikatów sami zgłaszaliby chęć zostania podmiotem kwalifikowanym, obecnie mieliby z tego tytułu podlegać kontroli. W duchu sejmowej wersji ustawy Ministerstwo Gospodarki miałoby prawo sprawowania nadzoru nad działalnością wystawców, ale główny ciężar zabezpieczenia spoczywałby nie w sankcjach karnych (zapisanych również w ustawie), lecz obowiązkowi podpisywania przez wystawców certyfikatów umów ubezpieczeniowych o odpowiedzialności cywilnej.

Senatorowie generalnie byli merytorycznie słabo przygotowani do dyskusji nad ustawą, ich niektóre wypowiedzi dowodziły, że znajomość materii ogranicza się do tego co prezentują popularne massmedia. Przykładowo senator Tomasz Michałowski wyrażał wątpliwości, że "wchodzimy w przestrzeń wirtualną, a przestrzeń wirtualna ma to do siebie, że są tam bardzo rozliczne zagrożenia, głównie techniczne i głównie związane z działalnością piracką i tak dalej".

<b>Ponownie w Sejmie</b>

Należy się spodziewać, że przed posiedzeniem Sejmu, na którym głosowane będą poprawki senackie - prawdopodobnie w drugiej połowie tego tygodnia - będzie miała miejsce silna akcja lobbingowa na rzecz ich odrzucenia. Sytuacją, jaka zaistniała w senacie, zdumiony był Karol Działoszyński, będący posłem sprawozdawcą ustawy o podpisie elektronicznym.