E.T. w roli nauczyciela

Program komputerowy do nauki angielskiego to jeden z najmilej dziś widzianych prezentów gwiazdkowych lub imieninowych, zaś co drugi jego adresat nie ukończył osiemnastu lat. Opracowanie takiego programu wymaga szczególnej odpowiedzialności, bowiem każdy jego niedostatek, każdy błąd dydaktyczny lub rzeczowy może narazić klienta na kłopoty podobne do tych, na jakie Pannę Kikę naraziła niegdyś Pchła-Szachrajka.

Program komputerowy do nauki angielskiego to jeden z najmilej dziś widzianych prezentów gwiazdkowych lub imieninowych, zaś co drugi jego adresat nie ukończył osiemnastu lat. Opracowanie takiego programu wymaga szczególnej odpowiedzialności, bowiem każdy jego niedostatek, każdy błąd dydaktyczny lub rzeczowy może narazić klienta na kłopoty podobne do tych, na jakie Pannę Kikę naraziła niegdyś Pchła-Szachrajka.

Program do nauki angielskiego o zachęcającej, dobrze brzmiącej nazwie ETeacher (ciekaw jestem, czy skojarzenie z imieniem sympatycznego filmowego stworka jest zamierzone) zdaje się wychodzić naprzeciw tym potrzebom. Pozytywne wrażenie wzmacnia porządnie wyglądająca instrukcja, zaś po zainstalowaniu programu i pierwszym jego uruchomieniu zadowolenie świeżo upieczonego posiadacza (lub złodzieja) rośnie jeszcze bardziej - na eleganckiej stronie tytułowej pojawia się poufałe pytanie o imię, a następnie pokazuje się menu rozwijane w sposób podpatrzony u Borlanda - to dobry wzór, oczywiście, choć niekoniecznie do tego celu.

Główne menu oferuje pięć opcji: Learn, Test, Edit, Options, Help i Exit. I to jest pierwsze zaskoczenie - dlaczego po angielsku? Przecież mam dopiero się uczyć tego języka! Najważniejsze opcje to, oczywiście, Learn i Test. Obejmują one siedem typów ćwiczeń: "sztywne" ćwiczenia słownikowe polegają na odpytywaniu ze słówek przy zachowaniu zasady, że każdemu słowu polskiemu odpowiada tylko jedno słowo angielskie i na odwrót; rozszerzone ćwiczenia słownikowe dopuszczają trzy możliwe odpowiedzi, ale podać należy tylko jedną; uzupełnianie podanych zdań o słowa lub zwroty z zestawu pięciu możliwości; transformacja zdań, na ogół polegająca na zmianie mowy niezależnej na zależną (program dopuszcza sześć możliwości, co jest rzadko wykorzystywane); formułowanie pytań; tłumaczenie całych zdań polskich na angielski.

Test różni się od Learn tylko tym, że w pierwszym przypadku te pytania, na które udzielono nieprawidłowych odpowiedzi, nie są przez program powtarzane. Po wykonaniu każdego ćwiczenia program dowcipnie komentuje odpowiedź pochwałą lub naganą, w zależności od tego, czy została ona zakwalifikowana jako poprawna lub nie - to jest jedna z większych atrakcji ETeachera.

Opcja Edit umożliwia posiadaczowi programu sformułowanie ćwiczeń według własnego opracowania. Wśród Options znajdujemy rzeczy normalne i zrozumiałe, jak ustawianie ścieżki, zmiana kolorów, standardu polskich liter etc., z jednym wyjątkiem: Intensity level, który w skali od 1 do 6 określa ilość prawidłowych powtórzeń każdego ćwiczenia, które program ma egzekwować od ucznia.

Od strony informatycznej program jest wykonany poprawnie, aczkolwiek można sobie wyobrazić bardziej trafioną realizację. Widać od razu, że sprawdzanie poprawności odpowiedzi polega wyłącznie na dość mechanicznym porównywaniu zmiennych łańcuchowych. Wystarczy rozpocząć zdanie od małej litery, nie dopisać kropki lub znaku zapytania, by przeczytać "You're an idiot" albo coś równie malowniczego; tylko nadmiar spacji jest tolerowany. Nie ma natomiast żadnej analizy leksykalnej. System podpowiedzi (Help) jest dostępny tylko jako opcja głównego menu i, wbrew swej nazwie, nie jest zbyt pomocny; w dodatku z jakichś niejasnych powodów przewijanie tekstu działa niezwykle powoli. W okienku odpowiedzi pojawiają się czasami jakieś dziwne znaczki, zupełnie gratis. W opcji Edit, gdzie można sformułować nowy zestaw ćwiczeń, wolno nadać nowemu plikowi nazwę o dowolnym rozszerzeniu, pod warunkiem, że będzie to rozszerzenie narzucone przez Autorów programu. Zasada słuszna, tylko po co w takim wypadku dopuszczać jego edycję? Jeśli ktoś opracuje zestaw ćwiczeń frazeologicznych o nazwie np. PLIK.MOJ zamiast PLIK.PHR, to go więcej nie zobaczy! Może się czepiam, ale zupełnie też nie rozumiem, po co w tego rodzaju programie jest opcja DosShell - chyba tylko po to, żeby się pochwalić umiejętnością jej wykonania. I jeszcze drobna rzecz, ale trochę śmieszna - program mierzy czas pracy ucznia, by mu pogratulować pilności, jeśli pracował dość długo - tyle, że jest to bezkrytycznie mierzony czas pracy programu i wystarczy nic nie robić przez godzinę, by otrzymać gratulacje.

Ale spróbujmy czegoś się nauczyć. W podstawowym zestawie "sztywnego" słownika, obok tak podstawowych słówek, jak "carry" czy "strange" znajdujemy całkiem rzadko używane, jak "sniff" czy "hay", choć parę setek tych zupełnie podstawowych pozostaje poza ćwiczeniem. Co gorsze, "gate" musi oznaczać "furtkę", ale w żadnym wypadku "wrota" czy "bramę"; również "plant" to wyłącznie roślina i nic innego. Trzeba było przynajmniej nie włączać słów wieloznacznych do "sztywnego" zestawu, bo w umyśle ucznia może się utrwalić ich ograniczone znaczenie! Zresztą sama koncepcja "sztywności" słownika budzi zastrzeżenia, bo przecież słówka o całkowicie jednoznacznym tłumaczeniu praktycznie nie istnieją. Jest to zasada narzucona przez programistę, a nie przez nauczyciela angielskiego.

Zarzut o niedopracowanie można odnieść również do innych ćwiczeń. Na przykład zdanie "My mother phones me every day" wolno przetransformować na "... calls me up...", ale nie "...rings me (up)...". Owszem, można uzupełnić zestaw poprawnych odpowiedzi wykorzystując opcję Edit - jeśli się je zna. Zdarzają się - trochę zbyt często - zwykłe błędy: "Kiedy wyjeżdżasz do Ameryki?" trzeba przetłumaczyć jako "When are leaving for America?", zaś "Czy masz coś do jedzenia?" ma jedyny odpowiednik w "Have got anything to eat?".

Mam wrażenie, że w zespole opracowującym ETeachera programiści trochę za bardzo dominowali nad lingwistami. Mimo drobnych mankamentów technicznych, na ogół dość łatwych do usunięcia, ETeacher nawet w obecnej oprawie może być naprawdę niezłym programem do nauki angielskiego. Aby tak się stało, musi popracować nad nim anglista - solidnie posiedzieć z pół roku i opracować dobre zestawy ćwiczeń, dostosowane do struktury programu. Na razie ETeacher trochę za bardzo przypomina podręcznik, w którym brakuje kartek, a te, co są, wydrukowano z błędami.


TOP 200