Dziurawa zapora celna

Od kilku lat polski rynek komputerowy zalewa tani i często tandetny sprzęt z Dalekiego Wschodu, głównie z Hongkongu, Singapuru i Tajwanu. Chcąc przeciwstawić się tej fali, nasze władze próbują różnych metod zaporowych. Jedną z nich miała być bariera celna dla produkcji elektronicznej spoza krajów EWG.

Od kilku lat polski rynek komputerowy zalewa tani i często tandetny sprzęt z Dalekiego Wschodu, głównie z Hongkongu, Singapuru i Tajwanu. Chcąc przeciwstawić się tej fali, nasze władze próbują różnych metod zaporowych. Jedną z nich miała być bariera celna dla produkcji elektronicznej spoza krajów EWG.

- Czy jest to skuteczna bariera?

Z tym pytaniem zwracam się do prezesa największej polskiej firmy dystrybucyjnej sprzętu komputerowego - - Krzysztofa Musiała.

W tym przypadku intencje absolutnie rozminęły się z rzeczywistością. Ponad rok temu rząd polski podpisał, w ramach umowy stowarzyszeniowej z EWG, zgodę na 20% cło nakładane na sprzęt elektroniczny przywożony do Polski spoza EWG, podczas gdy EWG-owski jest całkowicie zwolniony z tego cła.

- A jak postąpiły inne kraje grupy wyszehradzkiej?

Czechy i Węgry podpisały również odpowiednie umowy z EWG, ale na dużo lepszych dla siebie warunkach. Cło na sprzęt elektroniczny spoza EWG wynosi tam tylko 5%. To jest kolosalna różnica. W zamierzeniu naszego rządu było postawienie bariery przed tandetą dalekowschodnią, ale trudno tak nazwać produkcję japońską i amerykańską, która jest dyskryminowana pod względem celnym. Trudno dziś wytłumaczyć nabywcom komputerów IBM w Polsce, dlaczego muszą płacić za nie tak drogo.

- Mogą przecież kupować bardzo dobry sprzęt produkcji niemieckiej czy innych krajów EWG, który jest zwolniony od cła.

I otóż to. Tutaj też popełniono fatalny błąd, który dyskryminuje stronę polską. Odpowiedni zapis w umowie mówi, że certyfikat EUR-1, zwalniający od cła, może w Polsce uzyskać sprzęt co najmniej w 60% wyprodukowany w państwach EWG, podczas gdy w tychże państwach obowiązuje norma 40%. Jesteśmy aż o 20% bardziej EWG-owscy niż samo EWG. Trudno więc znaleźć w całej Europie sprzęt odpowiadający polskiej normie EUR-1. Wszystkie firmy na świecie wspomagają się podzespołami produkowanymi w Japonii, Singapurze czy Tajwanie. Tam jest po prostu tańsza robocizna. Sprzęt tam wyprodukowany nie musi być wcale gorszy, o ile jest w nim zawarta myśl techniczna renomowanej firmy komputerowej, bądż jest na licencji tejże firmy.

- Czy łatwo jest określić skład procentowy sprzętu elektronicznego ze względu na miejsce produkcji jego podzespołów?

Niezwykle trudno i z pewnością nie jest w stanie tego dokonać nawet najbardziej doświadczony celnik. Przedstawiane mu certyfikaty nie zawsze są prawdziwe. Na podrabianie jednak nie pójdzie żadna licząca się na rynku firma, natomiast czynią to bez żenady sprytne tzw. "jednodniowe" firmy, którym bardziej zależy na szybkim zysku niż na reputacji. Docierają do Polski certyfikaty EUR-1 na produkcję pochodzącą w 100% z Tajwanu. Niektóre są pisane odręcznie i sprawą celnika jest, czy uzna taki dokument za wystarczający. Wiemy już z doświadczenia, że tam, gdzie w grę wchodzi uznaniowość, tam jest najwięcej bezprawia i pospolitej malwersacji. Niestety, przepisy o których mówimy, spotęgowały tego typu negatywne zjawiska.

- Czy zdaniem Pana możemy mówić nadal o zalewie polskiego rynku komputerowego dalekowschodnią tandetą?

Może już nie tandetną, gdyż jakość tych wyrobów jest obecnie znacznie lepsza, z pewnością jednak umowy z EWG i stosowane bariery celne nie przyczyniły się do zahamowania tego zjawiska. Spowodowały jednak wiele bardzo ujemnych skutków, które odczuwają dystrybutorzy, a przede wszystkim potencjalni nabywcy sprzętu elektronicznego w Polsce. Utrudniony został dostęp do naszego kraju dobrego sprzętu z Japonii i USA, a ten z EWG musi być również o wiele droższy z powodu owych 60% elementów "czysto" europejskich. Według mnie, jest to czysta głupota.

- Kto ponosi za nią winę?

Moim zdaniem negocjatorzy układów podpisanych w marcu ub.r. z EWG. I to niestety chyba tylko ci z naszej strony, ponieważ tamci okazali się bardzo sprytni i przebiegli. Być może nie bez znaczenia była nasza przemożna chęć jak najszybszego stowarzyszenia się z EWG i to za każdą cenę. Jak wiemy, na tak daleko idące ustępstwa nie poszli ani Czesi ani Węgrzy.


TOP 200