Dzień z życia inwestora

Po latach zastoju wszyscy czekamy na zapowiadane konsolidacje i inwestycje firm zagranicznych, które miałyby rozruszać rynek teleinformatyczny i stworzyć okazję zarobku nawet niewielkim giełdowym graczom. Na razie publiczne spółki IT mają do zaoferowania inwestorom jedynie plotki.

Po latach zastoju wszyscy czekamy na zapowiadane konsolidacje i inwestycje firm zagranicznych, które miałyby rozruszać rynek teleinformatyczny i stworzyć okazję zarobku nawet niewielkim giełdowym graczom. Na razie publiczne spółki IT mają do zaoferowania inwestorom jedynie plotki.

Takiej przesyłki jeszcze nie mieliśmy. Anonimowy e-mail zawierał plik w formacie pdf. Była to kserokopia czegoś, co wyglądało jak knajpiana serwetka zapisana drobnym maczkiem. Staranny i uporządkowany charakter pisma znamionował osobę stateczną, która - mimo upowszechnienia komputerów - nie zatraciła umiejętności ręcznego pisania. Jej tok rozumowania i dogłębna znajomość realiów branży IT zaskoczyła nas. W trosce o wszystkich posiadaczy akcji spółek teleinformatycznych, a także tych, którzy wciąż liczą, że da się na nich dobrze zarobić, przedrukowujemy w całości tę notatkę.

7.00 - dzwonek

Budzik? Nie, to komórka - dzwoni Marek, kolega ze studiów, tak jak ja "trader" na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. "Słuchaj, ale news" - brzmiał jakby balował całą noc i koło trzeciej rano usłyszał coś, co nie dawało mu spokoju do samego świtu - "Kupuj ComputerLand! Wreszcie znaleźli inwestora branżowego - dużą spółkę konsultingową! To pewne!".

Oho! Takich "pewnych" newsów o ComputerLandzie było już dużo. Plotki powtarzane przez rynek głoszą, że spółka od dwóch lat szuka inwestora branżowego, jednak żadna z wielkich firm, zarówno tych działających na polskim rynku (np. HP), jak i "wielkich nieobecnych", nie była zainteresowana transakcją.

Śniadanie umilam lekturą starych raportów analityków giełdowych. I tak, dla specjalistów z Domu Maklerskiego BZ WBK wzrost koniunktury gospodarczej wpływa wybiórczo na spółki z sektora IT, premiując przede wszystkim firmy zorientowane na średniej wielkości przedsiębiorstwa, tj. ComputerLand i ComArch. Podobnie twierdzi analityk z CA IB, dla którego właśnie ComputerLand będzie spółką, która najbardziej skorzysta na ogólnej poprawie gospodarki. Stanie się tak ze względu na to, że ponad 90% przychodów warszawskiego integratora pochodzi z sektorów komercyjnych. I na szczęście nazwisko prezesa Tomasza Sielickiego tak nie waży na wartości firmy jak w przypadku Ryszarda Krauzego...

Dlaczego więc tak dobra spółka nie znalazła dotąd inwestorów? Dla wielkich koncernów integratorsko-konsultingowych nieobecnych w Polsce, takich jak CSC, CGI czy ACS, które za jednym zamachem chciałyby zawojować rynek, spółka o przychodach grupy rzędu 500 mln zł jest po prostu za mała. Mając do wyboru firmę tych rozmiarów i rozpoczęcie inwestycji od podstaw, pewnie wybrałyby to drugie. Przejmując spółkę, dziedziczy się wszystkie problemy strukturalne i zaszłości, które mogą być z nią związane. Znacznie bezpieczniejszy wariant to różnego rodzaju alianse.

Powiedzmy sobie szczerze, dla wielu amerykańskich koncernów Polska, pomimo akcesji do UE, nie jest żadnym rynkiem. Pokazał to niedawno koncern CGI, który po przejęciu AMS bez sentymentu zamknął rozwijane właśnie krakowskie centrum, które miało zająć się rozwojem oprogramowania.

Dla największych zagranicznych firm działających już na polskim rynku synergia płynąca z połączenia z integratorem byłaby na tyle mała, że nie wynagrodziłaby ryzyka związanego z przejęciem. Spółka, konkurująca o te same rynki co oddziały firm zachodnich i niedysponująca praktycznie żadnymi własnymi produktami, mogłaby wnieść co najwyżej kilka dużych umów (TP, KRUS, Ministerstwo Finansów). Tym, co się dziś liczy z punktu widzenia zachodnich spółek, są przede wszystkim generujące długotrwały dopływ środków kontrakty outsourcingowe.

Tu jednak polskie spółki nie mają się czym pochwalić. A czym zajmują się prezesi?

Janusz Filipiak, prezes ComArchu, zamiast inwestować w IT, woli być kibicem Cracovii. Widziałem go ostatnio machającego szalikiem. Rozmienia się na drobne, angażując się w wątpliwe interesy jak "Wierzynek" (wyrafinowana kuchnia z peerelowską obsługą).

Coraz mniej czasu na informatykę ma też prezes Sielicki z ComputerLandu. Biega za Panem Prezydentem od spotkania do spotkania, po drodze wpada do Agory, gdzie jest członkiem rady nadzorczej. Z kolei wiceprezes Sławomir Chłoń od roku podejmuje warszawiaków w nowoczesnym aquaparku.

Ryszard Krauze notorycznie szuka kasy na finansowanie budowy miasteczka Wilanów. Zamiast brnąć w nowe nieruchomości, lepiej by sprzedał te wille w Trójmieście, które tak szpecą bilans Prokomu za ubiegły rok...

9.10 - pora zajrzeć na giełdę

Nie doceniłem Ryszarda Krauzego. Kurs Prokomu znowu wzrósł o 0,5%. Wygląda na to, że wycofując się ze zmian w statucie spółki, mających na celu zabezpieczenie władzy założyciela spółki aż do momentu gdy pakiet jego akcji spadnie do 7,5%, Ryszardowi Krauze udało się udobruchać inwestorów.

Informacja o planowanych zmianach w statucie mocno zachwiała kursem akcji integratora, czyniąc go podatnym na przejęcia poprzez giełdę. Było to tym łatwiejsze, że fundusze zagrożone próbą przejęcia władzy były bardziej skłonne do pozbycia się akcji po jakiejś sensownej cenie. Pewnie jednak nie zgłosił się oferent.

Prokom to twardy orzech do zgryzienia dla potencjalnych inwestorów i spółka, o której krąży najwięcej plotek. Jeszcze pół roku temu wszyscy mówili o tym, że firma jest zainteresowana zakupem któregoś z największych konkurentów. Dziś coraz częściej słychać, że sama może zostać wykupiona.

Zdaniem obserwatorów rynku IT i analityków finansowych Prokom to jedyna spółka, której przejęcie mogłoby doprowadzić do zagarnięcia dużej części rynku. To plus. Będąc typowym "accountem", firma ma odpowiedni potencjał, rozmiary i gwarantuje godziwe zyski w przyszłości. Kontrakt w PZU przyniesie przez najbliższe 3 lata ponad 500 mln zł.

Niestety, spółka jest silnie uzależniona od sektora publicznego, z którego dziś pochodzi ponad 30% przychodów. Wiele wskazuje na to, że czas wielkich projektów w administracji publicznej dobiega końca. Miejsce wielkich, rozstrzyganych centralnie przetargów zajmują zdecentralizowane projekty lub zakupy serwisów od poszczególnych dostawców. Niektórzy marzyciele twierdzą, że projekty offsetowe Tetra, C2 i RUM staną się żyłą złota dla Prokomu i Computer-Landu.

Naiwni! Czasy podpisywania umów w ciemno się skończyły.

Teraz nikt nie zgodzi się, żeby za 700 mln zł kupić trochę radiotelefonów, postawić maszty i fakturować jak za zboże. Nie ma też mowy o tym, żeby płacić ekstra za oczywistości, np. gdy policja zażąda łączności specjalnej w budynkach czy też z helikopterami. Nic dziwnego, że analitycy BRE Banku są skłonni wkrótce obniżyć swoją wycenę papierów Prokomu.

Ech, ta spółka to dla potencjalnych inwestorów prawdziwy "paragraf 22". Najłatwiej przejąć kontrolę nad spółką, kupując akcje od Ryszarda Krauzego. To on jednak stanowi najbardziej wartościowy walor Prokomu. Niektórzy twierdzą, że Pan Ryszard to nawet 50% wartości firmy.

Jak więc kupić Prokom od Ryszarda Krauzego, zachowując go w spółce i gwarantując sobie dalszy jego wkład w jej rozwój, gdy ten wycofuje się ze wszystkich rozmów na bardzo wstępnym etapie negocjacji? Niedawne zabiegi Ryszarda Krauzego mogłyby sugerować, że wreszcie po latach znalazł chętnego. Wycofanie się ze zmian może jednak świadczyć o braku determinacji ze strony oferenta. Albo o tym, że twórca Prokomu ostatecznie uznał, że na jego własne potrzeby wystarczy sprzedaż akcji za pośrednictwem giełdy.


TOP 200