Dzień z życia inwestora

12.00 - do Polski przyjeżdża Carly Fiorina, prezes HP

Jak bumerang powracają plotki o planach przejęcia przez HP jednego z integratorów. Wśród znajomych trwają zakłady: ComputerLand? Może jednak Ster-Projekt? Bardziej zorientowani w realiach inwestorzy próbują tonizować nastroje tłumacząc, że przejęcie spółki giełdowej nie jest takie proste, a HP z zasady nie angażuje się kapitałowo w spółki prowadzone przez byłych pracowników. Poza tym w interesie koncernu nie leży przejęcie firmy, w której udziały ma Prokom, inny duży integrator. Większość wie jednak swoje - to właśnie po to Ster-Projekt budował od lat grupę kapitałową i lansował się jako "trzecia siła" na rynku integratorskim.

Sam zaczynam ulegać euforii, którą przerywa dopiero rozmowa z doświadczonym inwestorem od IT. "O jakiej synergii można mówić w przypadku zakupu Ster-Projektu przez HP?" - pyta retorycznie i od razu odpowiada - "Może kilku procent. To już lepszym interesem byłoby przejęcie przez HP którejś ze spółek IT wyodrębnionych z dużych zakładów przemysłowych wraz z wieloletnim kontraktem na obsługę informatyczną tego zakładu".

Jego zdaniem właśnie działalność serwisowa i outsourcingowa to jeden ze strategicznych kierunków rozwoju polskich oddziałów koncernu. A przy okazji najlepsza droga, żeby tu na lokalnym rynku odskoczyć najważniejszej konkurencji.

15.00 - w Patagonii

Sukces! ComArch sprzedał po raz kolejny "Tytana", swój system billingowy dla jednego z operatorów w Ameryce Południowej. Znajomy analityk zawsze powtarza, że to jedyna z dużych spółek IT, która opiera ofertę na własnych produktach. Przy tym coraz częściej dystansuje Prokom na rynku zamówień publicznych.

Oj tak. ComArch ma stałą stawkę, za którą podejmuje się takich zadań: 3,5 mln zł. A potem profesor Janusz Filipiak wysyła swoich studentów do Warszawy z komputerami pod pachą, żeby oszczędzić na transporcie. Nie da się ukryć - rynek jest bardzo złośliwy wobec ComArchu.

Panie Profesorze! Gdyby Pan sprzedał ComArch, więcej czasu miałby Pan na Cracovię. Pana spółka mogłaby być łakomym kąskiem dla potencjalnych inwestorów. Mogłaby, gdyby nie Pana oczekiwania finansowe, dodatkowo podsycane przez giełdę i analityków.

Tajemnicą poliszynela jest, że niemal każda z giełdowych spółek informatycznych toczyła kiedyś rozmowy z potencjalnym inwestorem branżowym. Negocjacje zazwyczaj kończą się już na etapie wstępnej wyceny. Właściciele, wyliczając ceny swoich spółek, opierają się albo na wartości giełdowej, albo na wcześniejszych propozycjach. Obie te wyceny mają niewiele wspólnego z rzeczywistą ceną, jaką skłonni są zapłacić inwestorzy. Biorąc pod uwagę wskaźniki ekonomiczne, takie jak podstawowy parametr cena/zysk i porównując do tych samych wskaźników największych europejskich integratorów, od razu widać, że polskie spółki giełdowe są nieco przeszacowane.

Opieranie się na historycznych propozycjach też ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Po pierwsze, dlatego że często były to jedynie wstępne propozycje, mające charakter sondy. Po drugie, dlatego że wartość spółki, zwłaszcza zależnej w dużej mierze od kilku kontraktów, zmienia się niemal co miesiąc. Jeszcze kilka miesięcy temu wartość ComputerLandu i Prokomu była mierzona m.in. ich niemal pewnymi przychodami z realizacji projektów offsetowych. Dziś, gdy część z projektów staje pod coraz większym znakiem zapytania, spada także wartość tych propozycji składanych firmom i ich właścicielom.

Żaden z nich nie chce jednak słyszeć o dyskontach. "Sprzedać własne dziecko można tylko za naprawdę godziwe pieniądze" - tłumaczył mi kiedyś szef jednej z zagranicznych spółek. Sęk w tym, że tych godziwych pieniędzy nikt, kto kieruje się racjonalną wyceną, nie chce zapłacić. Także fuzje pomiędzy rodzimymi spółkami stoją pod dużym znakiem zapytania. Na przeszkodzie staje zarówno rachunek ekonomiczny, jak i animozje personalne pomiędzy szefami firm.

15.50 - dzień się kończy

Nie złożyłem żadnego zlecenia! Robi się jakoś gorąco i duszno. Może wobec tego, zamiast spółek informatycznych, lepiej kupić akcje browaru? Sierpień zapowiada się upalny, a i na rynku producentów piwa sytuacja jest bardziej klarowna. Przynajmniej nie będzie mnie boleć głowa od tych plotek.

Prawda czy fałsz

Czy zapiski z fikcyjnego pamiętnika gracza giełdowego to tylko wzięte z powietrza fantazje na temat polskiego rynku IT? Nic bardziej błędnego. W zamieszczonym obok artykule przytoczyliśmy najczęściej powracające plotki i te, które choć w części wydają się nam prawdopodobne. W rzeczywistości branża od miesięcy szepce o znacznie bardziej fantastycznych transakcjach, niż tylko domniemane plany zakupu Prokomu, ComputerLandu czy Ster-Projektu przez HP.

Umiejętnie rozpuszczana plotka staje się przydatnym narzędziem pozwalającym wysondować rynek, przydać znaczenia własnej firmie bądź umniejszyć pozycję konkurentów. Plotek jest coraz więcej, co najpewniej świadczy o nasilającej się walce pomiędzy firmami. W plotkach znajdziemy wyrazy nadziei i obaw sektora IT. Chłodna interpretacja niewinnych pogłosek może więcej powiedzieć o kondycji rodzimych firm niż niejeden raport analityków giełdowych.

Antoni Bielewicz

<hr size=1 noshade>Drogie, bo polskie?

Dzień z życia inwestora

Akcje firm notowanych na warszawskiej giełdzie są stosunkowo drogie - twierdzą analitycy, którzy dokonali porównania wskaźników ekonomicznych krajowych i europejskich integratorów systemów informatycznych. Taki stan utrzymuje się, nawet pomimo niedawnych przecen akcji.

Jedną z przesłanek tej tezy jest analiza wskaźnika cena/zysk (iloraz ceny akcji i zysku netto na jedną akcję) polskich i zachodnich spółek giełdowych. Teoretycznie wskaźnik ten pomaga w uzyskaniu odpowiedzi na fundamentalne pytanie, po jakim czasie powinna zwrócić się inwestycja w akcję przy danym kursie.

Analizując wskaźniki giełdowe, łatwiej zrozumieć dlaczego zagraniczni inwestorzy branżowi chłodnym okiem patrzą na największe polskie spółki IT i nie kwapią się do zakupów (zwłaszcza jeśli za podstawę ich wyceny brany jest kurs akcji). Pozwala to także zrozumieć ich właścicieli, którzy, mogąc łatwo pozyskać finansowanie z giełdy, nie są zbytnio zainteresowani oddawaniem kontroli nad firmą.


TOP 200