Dzieje konsensusu

Z klasycznej ekonomii koncepcja produktywności wzięła przekonanie, że źródłem bogactwa jest praca.

Z klasycznej ekonomii koncepcja produktywności wzięła przekonanie, że źródłem bogactwa jest praca.

Każda dojrzała koncepcja społeczno-gospodarcza musi podejmować dwa zadania o znaczeniu strategicznym: zapewnienie dobrobytu społeczeństwa i konkurencyjności gospodarki. Od zarania gospodarki, zwanej niekiedy burżuazyjną, obie te kategorie wyników aktywności ekonomicznej człowieka postrzegano w praktyce przede wszystkim jako sprzeczne, nawzajem się wykluczające. Najnowsze czasy dowodzą, że był to swoisty historyczny błąd ludzkości.

Wiele krajów na świecie podejmuje dzisiaj wyzwanie jednoczesnego podnoszenia poziomu i jakości życia społeczeństwa oraz konkurencyjności gospodarki. Najbogatsze spośród nich pokazują, że nie są to zadania odrębne, rywalizujące w przetargu zwanym "podział dochodu narodowego". Społeczeństwa najszybciej bogacące się, najszybciej podnoszą międzynarodową pozycję konkurencyjną swej gospodarki. Źródłem i mechanizmem tego dwojakiego wzrostu jest produktywność.

Iluzja automatycznego dobrobytu

W początkach kapitalizmu przedsiębiorcy i uczeni odkryli, że źródłem bogactwa narodów jest praca. Z wcześniejszej epoki pozostało respektowanie reguły, zgodnie z którą wyniki pracy rozdzielane są nierówno, odpowiednio do "naturalnego" porządku struktur społecznych i wolnej konkurencji oraz praw własności ziemi i kapitału. Podczas rewolucji przemysłowej, pod koniec XVIII wieku, powstało pojęcie wzrostu gospodarczego i jednocześnie dojrzewała koncepcja dobrobytu społecznego, według której właściciel, pracownik, klient i bankier - każdy uzyska automatycznie to, "co mu się należy", w wyniku działania mechanizmów prowadzących do równowagi gospodarczej.

Teoria "automatycznego dobrobytu" wykazała niezwykłą żywotność, mimo że stanowiła iluzję, była bardziej wyrazem optymizmu liberałów niż zrozumienia realnie zachodzących procesów tworzenia i podziału wartości ekonomicznych. W rzeczywistości bowiem kapitał pozostawał w konflikcie typu przetargowego wobec innych potencjalnych beneficjantów fantastycznego rozwoju produkcji wielkofabrycznej - kumulował się kosztem eksploatowanych nadmiernie najemnych robotników, zasobów naturalnych, konsumentów. Maksymalizowanie zysków odbywało się poprzez minimalizację płacy i drenaż rynku - aż do skrajności np. nadprodukcji.

Sto pięćdziesiąt lat dramatycznych konfliktów, porozumień, rewolucji, reform, umów społecznych, przewrotów, demokratyzacji itp. zmagań dowiodło, że nie istnieje żaden samoczynny mechanizm sprawiedliwego podziału zadań i korzyści wynikających z gospodarowania. Natomiast walka w różnej postaci może być skutecznym - choć na ogół społecznie kosztownym - sposobem dochodzenia do kompromisu. Doszło nawet do skrajności przeciwnej, próby zbudowania na kompromisie "państwa dobrobytu", którą przed niespełna trzydziestoma laty zanegowała młodzież.

W realnym socjalizmie prawdopodobnie istniała szansa spokojniejszego budowania dobrobytu społeczeństwa, jednakże ignorowanie kwestii kosztów i lekceważenie roli ogólnej wydajności gospodarczej (w tym produktywności pracy i kapitału) musiało prowadzić z jednej strony do nadmiernej eksploatacji pracy i środowiska naturalnego, z drugiej - do marnotrawstwa nie mającego sobie równego w historii. Nadmierne koszty społeczne rozwoju, pogarda dla jego czynników, czyli pracy, kapitału i organizacji, uniemożliwiło wykorzystanie szans tkwiących w idei gospodarki planowej.

Jednakże pomysł budowania niekonfliktowych mechanizmów tworzenia i dzielenia bogactwa okazał się realny. Mechanizmy zawarte w koncepcji i praktyce produktywności kształtowały się przez obecne stulecie.

Inny pomysł na rolę robotnika

Najdonioślejszym chyba elementem społecznej koncepcji produktywności okazał się pomysł budowania roli robotnika innej niż tylko wykonawczej - roli współtwórcy wyniku ekonomicznego, a nie tylko sprzedawcy swego czasu pracy. Urzeczywistnianie tego pomysłu podążało długą drogą, której początki znajdujemy jeszcze w XIX w. u amerykańskich pionierów Ruchu Produktywności i ruchu spółdzielczego, w szwedzkich Kołach Racjonalizacji i robotniczych kółkach samokształceniowych w Rosji przedradzieckiej. Efekty ekonomiczne i edukacyjne ich organicznej pracy okazywały się do tego stopnia istotne, że menedżerowie powoli zaczynali postrzegać i traktować pracowników szeregowych jako podmiot procesu wytwórczego. Przed II wojną światową w nielicznych przedsiębiorstwach europejskich istniał Ruch Produktywności, łączący cechy ruchu racjonalizatorskiego i nowe, bardziej harmonijne stosunki pracowników z menedżerami.