Dyskusja o e-dowodzie

Co zrobić, aby z chwilą zmiany miejsca zamieszkania nie zmieniać plastikowego dowodu osobistego, na którym adres jest wygrawerowany? Odpowiedź - w erze elektroniki - jest ewidentna: zapisać na chipie adres i w momencie przeprowadzki zmienić go w uprawnionym do tego urzędzie. Takie było najogólniejsze założenie projektu pl.ID w chwili jego rozpoczęcia wiosną 2007 r. Natomiast aktualny rząd chce zlikwidować nie tylko obowiązek meldunkowy, ale także adres zamieszkania jako informację obowiązującą dotychczas w dowodzie. Prawdziwa rewolucja o wielorakich społecznych konsekwencjach. Trudno bowiem wyobrazić sobie procedurę odbierania listów w placówkach poczty polskiej. W dużych miastach i w przypadku popularnych imion i nazwisk, może pojawić się kilka osób o takim samym imieniu i nazwisku. Prosta analiza wyników jednego z portali społecznościowych, dla zapytania Jan Kowalski zamieszkały w Warszawie, daje wynik 512 osób. Można sobie wyobrazić, iż kilka osób o takim samym imieniu i nazwisku mieszka na jednym osiedlu i podlega pod jeden urząd pocztowy. W przypadku odbierania listów, a tym bardziej przekazów pieniężnych na nazwisko Jan Kowalski, może się zgłosić kilka osób i trudno przewidzieć, w jaki sposób nastąpi identyfikacja jednej właściwej osoby, uprawnionej do odebrania konkretnej przesyłki.

Z powyższego wynika, iż lepszym pomysłem było umieszczenie adresu zameldowania bądź też nowego zarejestrowanego miejsca pobytu w elektronicznej części dowodu osobistego. Takie rozwiązanie umożliwiłoby sprawną identyfikację osób, a jednocześnie nie pociągałoby za sobą obowiązku wymiany dowodu w przypadku zmiany miejsca zamieszkania. Co więcej, Poczta Polska oraz banki zadeklarowały chęć zakupu odpowiednich czytników z własnych środków, co dodatkowo nie obciążałoby budżetu państwa (protokół międzyresortowego zebrania rozpoczynającego prace nad dowodem biometrycznym 5 października 2007r. s. 12 i 13). Adres zamieszkania, powtórzmy, zniknąłby nawet w formie elektronicznej z dowodu osobistego, a z tego wynika pierwszy, dość oczywisty wniosek: jego właścicielem w sensie informacyjnym byłoby państwo, ponieważ adres każdego obywatela byłby umieszczony od tej pory tylko w rejestrze PESEL (przynajmniej do 2014 r., czyli daty ukończenia projektu).

To naprawdę bardzo niebezpieczny precedens. Tym bardziej niebezpieczny, jeżeli przez moment zastanowimy się, jakie obowiązki na państwo zostaną nałożone, aby rozwiązać sytuacje odbioru listu poleconego: obywatel zgłasza się do urzędniczki z dowodem, a ta, aby potwierdzić, że ma do czynienia właśnie z Janem Kowalskim mieszkającym w W-wie na ulicy Płatniczej 22 m 1, musi skonsultować rejestr PESEL. Bez tej czynności nie będzie mogła wydać listu. W tej nowej, rewolucyjnej koncepcji dostęp do naszych danych osobowych uzyskają nowe, liczne urzędy administracji publicznej, ale także przedsiębiorstwa prywatne, banki, ubezpieczalnie, notariusze. Czy ten fakt urzędnicy MSWiA wzięli pod uwagę? W założeniach opracowanych w latach 2006-2007 dowód zawierałby adres w formie elektronicznej, który byłby konsultowany przez urzędników np. na poczcie przy pomocy tzw. czytników elektronicznych. Koncepcja o wiele prostsza. Nie rozstrzygam, które rozwiązanie jest lepsze, natomiast uważam, że sprawa wprowadzenia dowodu biometrycznego dotyczy każdego z nas i obowiązkiem MSWiA jest przeprowadzenie dyskusji społecznej na ten temat.

Piotr Piętak, z wykształcenia socjolog, był wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.