Dwuznaczna natura konkurencji

Konkurencja nie jest tak wielkim dobrodziejstwem kapitalizmu, jak się tego uczy w szkołach biznesu, a jej negatywne strony są tym bardziej widoczne, im większe jest tempo zmian na rynku.

Konkurencja nie jest tak wielkim dobrodziejstwem kapitalizmu, jak się tego uczy w szkołach biznesu, a jej negatywne strony są tym bardziej widoczne, im większe jest tempo zmian na rynku.

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że dzięki rywalizacji przedsiębiorstw i ich walce o klienta otrzymujemy dobra wyższej jakości, lepiej zaspokajające potrzeby konsumentów, a nawet je wyprzedzające, iż konkurencja uczy firmy przezorności i gospodarności. Zapewne często jest to prawda. Ale konkurencji nie brakuje też wad. Teoretycznie klienci są wszechwładni i obiektywni w swoich wyborach, ale tak naprawdę przedsiębiorstwa wkładają wiele wysiłku, w celu skłonienia ich do zachowań pożądanych, to znaczy do dokonywania coraz większych zakupów. Czasem ma to postać kreowania sztucznych potrzeb, na przykład czytania banalnych lub sensacyjnych - ogłupiających - czasopism, żucia gumy czy zakup samochodów droższych niż operacja ratująca życie. Czasem przejawia się w postaci konstruowania specjalnego środowiska wywierającego presję na psychikę i społeczne zachowania klientów, np. uruchamianie supermarketów, w których panuje taka atmosfera, jakby kupno taniego proszku albo jogurtu w promocji było najważniejszą sprawą życiową, wręcz egzaminem z dojrzałości życiowej. Czasem przybiera formę gry na ambicjach: on ma, a ty nie masz, co niszczy wszelką racjonalność zakupów zarówno osobistych, jak i korporacyjnych.

"Dzięki" konkurencji pojawiło się na rynku mnóstwo całkiem zbędnych rzeczy, które negatywnie oddziałują na jakość życia, choć nie jest to widoczne od razu: degradują system wartości, utrudniają kontakty międzyludzkie, niszczą środowisko naturalne itd. Oczywiście, nie tylko konkurencja jest temu winna, ale jest ona tym mechanizmem rynkowym, który wzmacnia niskie pobudki czy ciemną stronę natury człowieka. Bowiem konkurencja zasadza się na tym, aby kogoś pokonać, co już samo w sobie nie jest szlachetną intencją.

Gra na czas

Czas odgrywa kluczową rolę w ujawnianiu złych stron konkurencji jako regulatora sytuacji na rynku - co najmniej z trzech powodów. Po pierwsze, nakierowuje strategie biznesowe przedsiębiorstw na osiąganie krótkoterminowych korzyści. Doradcy od zarządzania rzucają gromy na menedżerów, zarzucając im, że nie mają wizji (i misji), iż koncentrują się na myśleniu i działaniach doraźnych, nie umieją motywować siebie i swoich ludzi do projektów wyrastających poza ich osobiste, a więc wąsko pojęte interesy. Tymczasem ich działanie jest bardzo racjonalne. Konkurencja na rynku zmusza do natychmiastowej reakcji na wydarzenia, posunięcia innych dostawców, zmiany w postawach i potrzebach klientów, zjawiska makroekonomiczne itd. Nie daje czasu na czekanie na efekty dalekosiężnych strategii i rozłożonych w czasie projektów. Narzuca strategie przynoszące wynik od razu, nawet jeśli potem szybko okazują się one nieskuteczne, obciążone negatywnymi konsekwencjami, niekorzystne dla gospodarki. Na przykład przedsiębiorstwami, wchodzącymi w skład holdingów czy innych złożonych struktur, przeznaczonymi do sprzedaży, zarządza się tak, aby wykazać duży zysk w momencie zbycia, a nie żeby budować potencjał do rozwoju za rok, dwa czy więcej lat.

Po drugie, presja czasu zwiększa ryzyko niepowodzenia projektów nastawionych na doskonalenie procesów biznesowych, struktury organizacyjnej czy budowanie kultury korporacyjnej. Menedżerowie, stojący przed zadaniem wdrożenia zintegrowanego systemu, częściej decydują się na tzw. szybką ścieżkę, czyli "nakładają" system na nie przygotowaną do tego organizację, bo żąda się od nich szybkich efektów pracującego systemu. Oczywiście, oczekiwania te nigdy nie są zaspokajane, bo jest to przedsięwzięcie, które wymaga czasu. Żyjemy obecnie pod wpływem ogromnie szkodliwego, irracjonalnego przekonania, że wszystko można zrobić szybciej niż się robiło dotąd. Nie wszystko. Wiele działań - jeśli mają być poprawne - musi zajmować czas, bo taka jest ich natura. Przysłowie "Co nagle, to po diable" ma sens. Magia szybkości obraca się bardzo często przeciw menedżerom, bo muszą powtarzać wiele przedsięwzięć, zaczynać je od nowa, poprawiać.

Po trzecie wreszcie, obowiązek przyspieszania, robienia szybciej niż dotychczas niszczy zwykle ludzkie przywiązanie do spraw, którymi się zajmuje. Człowiek być może postępuje bardziej racjonalnie, może pracuje wydajniej, ale zmniejsza się obszar jego zobowiązań wobec konsumenta dóbr, które produkuje. Jeśli inwestor potrzebuje betonu, który można wylewać podczas mrozów, żeby szybciej budować, to producent przygotowuje mu taki beton. Ani jeden, ani drugi nie zastanawia się, czy zdrowy będzie taki dom. Obaj zaspokajają jedną potrzebę klienta, ale lekceważą drugą. Piekarz, który musi dostarczyć świeży chleb przed konkurentami nie będzie powstrzymywał się przed zastosowaniem różnych chemicznych "ulepszaczy", choć jest to sprzeczne ze sztuką wypieku. Im szybciej musi działać producent, tym mniej musi zastanawiać się nad dalekosiężnymi skutkami swoich działań dla klienta, tym mniej musi mieć wątpliwości, czy można tak postąpić. Po prostu trzeba zrobić, aby być. W stosunku do klienta konkuruje się głównie tymi cechami wyrobu, które widać od razu. A to na ogół nie jest najważniejsze.


TOP 200