Dwa końce kija

Proponowane w Stanach Zjednoczonych prawa zmierzające do ograniczenia liczby imigrantów mogą mieć nieoczekiwany wpływ na rozwój amerykańskiego przemysłu komputerowego.

Proponowane w Stanach Zjednoczonych prawa zmierzające do ograniczenia liczby imigrantów mogą mieć nieoczekiwany wpływ na rozwój amerykańskiego przemysłu komputerowego.

Według zagranicznych źródeł imigranci, zwłaszcza z Azji, stanowią trzon bujnie rozwijającego się w USA przemysłu komputerowego. W chwili obecnej ok 15 tys. imigrantów z Azji pracuje w Dolinie Krzemowej. Podobnie jest w IBM - 25% pracowników badawczych pochodzi z Azji. Ponad 40% naukowców w laboratoriach Bella (AT&T) urodziło się poza granicami Stanów Zjednoczonych. Nietrudno wymienić nazwiska dyrektorów i naukowców obcego pochodzenia, którzy zajmują ważne stanowiska w amerykańskich firmach komputerowych. Jednym z nich jest dyrektor Intela Andrew Grove, innym szef Compaq'a Eckhard Pfeiffer.

Zgłoszony niedawno przez senatora Alana Simpsona projekt ustawy proponował zmniejszenie liczby imigrantów o 25%. Nie został jednak uchwalony. Nowy pojekt zostanie przedstawiony w Izbie Reprezentantów wiosną br.

Według George'a Gildera "gdyby w Stanach Zjednoczonych w przemyśle elektronicznym i komputerowym nie pracowali imigranci, byłby on tak zły, jak przemysł europejski. Łatwo zauważyć, że Europa po 20 latach koncentrowania się na technologiach informatycznych nie doczekała się własnej, dużej korporacji produkującej komputery lub układy półprzewodnikowe. Stało się tak nawet pomimo przeznaczenia przez Europejską Wspólnotę Gospodarczą ogromnych funduszy na rozwój tych gałęzi przemysłu".

Wiadomo, iż wielu zagranicznych studentów uczących się w USA swoją pierwszą pracę podejmuje w amerykańskich firmach. Część z nich po zakończeniu nauki powraca do rodzinnych krajów, wielu decyduje się na pozostanie w Stanach Zjednoczonych.

Innym również niepodlegającym dyskusji faktem jest wzrost liczby i rozbudowa zagranicznych filii firm amerykańskich, a co za tym idzie większa liczba obcokrajowców zatrudnianych poza granicami USA. Część z tych pracowników prędzej, czy później będzie mogła przyjąć obywatelstwo amerykańskie i większość z nich z takiej okazji skorzysta.

Amerykańskie koncerny zatrudniające pracowników w filiach poza USA zaczynają zlecać swoim zewnętrznym placówkom coraz ważniejsze i bardziej odpowiedzialne zadania. Na przykład część "amerykańskiego" oprogramowania tworzona jest poza granicami Stanów Zjednoczonych. Wielu pracowników takich firm marzy o zatrudnieniu w USA. Na najlepszych z nich czekają przecież miejsca pracy w centralach firm komputerowych. Jeżeli Kongres USA zdecyduje się na uchwalenie ustaw antyimigracyjnych pozostanie tylko motywacja finansowa, która może już nie wystarczyć.

Tymi którzy skorzystają na nowych barierach imigracyjnych będą na pewno amerykańscy programiści. Nareszcie skończy się konkurencja obcokrajowców, którzy pracują za znacznie niższe wynagrodzenie. Amerykańscy specjaliści każą sobie płacić niebotyczne sumy (50 - 80 tys. USD rocznie), a przy okazji nie bardzo palą się do wzięcia udziału w realizacji niedochodowych ich zdaniem projektów.

Amerykańscy fachowcy mają znacznie lesze od obcokrajowców wyczucie rynku. Specjaliści z Bułgarii, Chin, Rosji, czy z Polski nie zawsze wiedzą czego oczekuje klient. Nowoczesne technologie są przecież w uboższych krajach mniej rozpowszechnione. Specjalści pochodzący z tych krajów muszą doskonalić, swoje umiejątności, choć trzeba przyznać, potrafią, a przede wszystkim bardzo pragną się uczyć.

Czyżby zatem dylemat związany z antyimigracyjnym amerykańskim prawodawstwem stanowił węzeł grodyjski? Cóż na razie wydaje się, że jest to bardziej problem amerykanów niż nasz.


TOP 200