Dwa końce kija

Strategie informatyzacji podporządkowane mentalności finansistów prowadzą do obniżenia kosztów działalności firmy, ale też do wielkich spustoszeń w motywacji lokalnych menedżerów.

Strategie informatyzacji podporządkowane mentalności finansistów prowadzą do obniżenia kosztów działalności firmy, ale też do wielkich spustoszeń w motywacji lokalnych menedżerów.

W wielozakładowych przedsiębiorstwach, w koncernach, w holdingach dominują obecnie takie przedsięwzięcia informatyczne, które mają doprowadzić do pełnej porównywalności parametrów biznesowych w poszczególnych jednostkach produkcyjnych, usługowych czy handlowych. Firmy chcą dokładnie wiedzieć, które zakłady są bardziej, a które mniej rentowne, jaki jest koszt pracy ludzkiej w każdym z nich, jak się kształtują inne koszty, jaka jest opłacalność inwestycji, które praktyki biznesowe przynoszą najlepsze efekty itd. Raporty wysyłane do centrali są szczegółowe. Służą do tego, aby opracować taką strategię postępowania, która da najlepsze wyniki w skali całego koncernu. Od nich bowiem zależą premie i posady głównych menedżerów, a także postawy właścicieli lub akcjonariuszy, a więc i notowania na giełdach. Z myślą o tym na najwyższych szczeblach podejmowane są decyzje o zamknięciu lub otwarciu fabryk lub przedstawicielstw, przeniesieniu produkcji z jednego do drugiego kraju lub tylko zakładu, wdrażaniu pewnych rozwiązań biznesowych i zaniechaniu innych, wyposażeniu i założeniach osiągania efektywności nowych zakładów (albo nowoczesny park maszynowy, albo liczna tania siła robocza) itd. Problem polega na tym, że centrala podejmuje decyzje w coraz bardziej szczegółowych sprawach, nie pozostawiając lokalnym menedżerom pola do popisu. A także często mimo woli - albo świadomie - szkodząc lokalnym interesom regionu, w którym działa lub przestaje działać. Ruch antyglobalistów ma swoje źródła również w tym zjawisku. Konsekwencje są bardzo groźne, choć długo niewidoczne dla centrali zapatrzonej w liczby figurujące w sprawozdaniach i raportach.

Dwuznaczna rola informatyki

Systemy informatyczne są głównym narzędziem kontroli i porównywania parametrów finansowych poszczególnych przedsiębiorstw. Można wręcz powiedzieć, że odkąd sprzęt i oprogramowanie umożliwiają obróbkę wielkich ilości danych, a technologie ich przesyłu sprawiają, że dzieje się to w czasie rzeczywistym, odtąd rola centrum w ponadnarodowych firmach niepomiernie wzrosła, ożywiając od zawsze drzemiące w dużych organizacjach ciągoty centralistyczne.

Jeszcze niedawno bowiem menedżerowie w centrali stali przed dylematem: kontrolować i narzucać z góry czy działać szybko w odpowiedzi na zmiany na poszczególnych rynkach. Jeśli wybierali szybkość działania, to musieli pozwolić lokalnym menedżerom na samodzielność, innowacje, własne rozwiązania. Jeżeli chcieli kontrolować i sprawować władzę niepodzielną, to musieli się liczyć z tym, że będą reagować na rynek z opóźnieniem, czasem nie do odrobienia, gdy konkurencja zdecyduje się działać szybko, choć z większym ryzykiem. Postęp w informatyce, zarówno w zwiększaniu mocy komputerów, jak i technologiach sieciowych, a także pakietach wspierających zarządzanie finansami, spowodował, że można pogodzić oba te cele: szybkość i kontrolę.

Paradoksalnie, udoskonalone rozwiązania informatyczne otworzyły drogę koncepcjom centralistycznym, które niezbyt dobrze zapisały się w historii społeczeństw i gospodarek. Stanowią jednak pokusę nie do odparcia, zwłaszcza że pozornie przemawia za nimi wiele argumentów. Systemy informatyczne jakby zaprzeczyły swojej istocie, czyli idei bliskiej ich twórcom. W ich zamyśle systemy te miały dostarczać zarządzającym tak wiele informacji, aby uwalniać ich i od części ryzyka, i od mozołu "ręcznego" zbierania danych, i od błędów wynikających z niewiedzy, a także - a raczej przede wszystkim - dawały im wolność i rozmach do decydowania, tworzywo do budowania dobrego biznesu. Dane dostarczane przez systemy powinny otwierać menedżerów na własną firmę i otaczający świat, pozwalać im na twórczość nie skrępowaną skromnością informacji. Tak się jednak często nie dzieje. W wielu przypadkach - są bowiem chlubne wyjątki - bogactwo informacji służy do umacniania władzy centrali i rzeczywiście do jej większej kompetencji. Jednak na poziomie lokalnych biznesów to samo bogactwo niszczy twórczość ich szefów. Powoduje stres i frustracje.