Dostęp nie wystarczy

Coraz trudniej jest tworzyć systemy wczesnego ostrzegania w organizacjach. Wiąże się to z koniecznością stałego oswajania informacyjnego chaosu i pochłania coraz więcej energii.

Czy przyjdzie nam pozbyć się kolejnej iluzji? Kiedy skonstruowano komputer wydawało się, że informacja, będąca zawsze wartością, pozwalająca działać sprawnie i celowo, a dzięki temu optymalizować decyzje, przestanie być uwięziona w "pamięci skoroszytowej", trudnej do zoperacjonalizowania i efektywnego wykorzystania jako zasób. Komputer wyręczał mózg człowieka dzięki swym potencjom procesorycznym, kalkulacyjnym, pamięciowym, co stwarzało szanse uwolnienia potencjału intelektualnego i możliwości kontroli nad zalewem informacji.

Okazuje się jednak, że ten zalew się potęguje. Każdy kto dysponuje hipermedium podłączonym do sieci, czy szerzej technologiami sieciowymi, może produkować i replikować gigabajty informacji. W epoce przedcyfrowej miało to ograniczony zasięg - jednostki oczywiście produkowały informacje, ale w większości ulatywały one w eter, nie były rejestrowane.

Wiara w moc komputerów wyzwoliła pokusę koncentracji danych i centralizacji systemów informacyjnych. Może się to jednak okazać iluzją. Jak wiara radzieckich planistów z lat 50. w to, że potężny superkomputer, nazywany wtedy mózgiem elektronowym, pozwoli na pełną rejestrację i kontrolę wszystkich transakcji między jednostkami gospodarki uspołecznionej oraz doskonałe zaplanowanie zaopatrzenia ludności we wszystkie kategorie dóbr wedle doskonale rozpoznanych i zinwentaryzowanych oraz "stale rosnących potrzeb zaspokajanych na bazie stale rosnącego potencjału produkcyjnego". Ta socjalistyczna Business Intelligence oczywiście nie mogła zadziałać. Tak jak centralna szatnia teatralna, którą dla optymalizacji obsługi widzów miano ponoć uruchomić w Moskwie w latach 30.

System scentralizowany prowadzi do alienacji człowieka ze świata informacji, tak jak kiedyś było w przypadku taśmy fabrycznej. Może się przemienić w hydrę, której nikt nie jest w stanie uciąć łba. Zdaniem Andrzeja Gontarza, bardziej racjonalny wydaje się zdecentralizowany model systemu informacyjnego - model biblioteki. Daje on bowiem możliwość wybierania odpowiednich fragmentów i łączenia ich według potrzeb, bez konieczności bycia zdanym na dokonany już przez kogoś i przetworzony wybór, jak to ma miejsce w modelu encyklopedii, do której można porównać system scentralizowany.

Grzebanie w wysypisku danych, stale powiększanym przez procesy redundancji, pochłania mnóstwo czasu i energii. Biblioteka jest też morzem informacji, ale przez wieki nauczyliśmy się po nim nawigować, docierać szybko do celu dzięki precyzyjnym systemom wyszukiwawczym. Wielki system stwarza sytuację bezkresu, jak ocean. Ciągle nie mamy inteligentnego systemu nawigacji po morzu danych. Model na wzór biblioteki pozwala tworzyć niezbędne w danym momencie, niewielkie systemy ad hoc, na potrzeby konkretnej decyzji, a także budować własne, spersonalizowane systemy informacyjne (np. spersonalizowana mapa miasta).