Dogonić sukces

Niemal niepostrzeżenie na polskim rynku pojawiła się poważna grupa nowych pracodawców - spółki internetowe. Okazuje się, że praca w tego typu przedsiębiorstwach wymaga jednak określonych predyspozycji i odpowiedniej wytrzymałości psychicznej.

Niemal niepostrzeżenie na polskim rynku pojawiła się poważna grupa nowych pracodawców - spółki internetowe. Okazuje się, że praca w tego typu przedsiębiorstwach wymaga jednak określonych predyspozycji i odpowiedniej wytrzymałości psychicznej.

Spółki internetowe to nie tylko przyczyna szaleństwa na światowych giełdach, ogromnych inwestycji i przejęć dokonywanych przez największe firmy informatyczne. To także ogromna i prężna grupa pracodawców, którzy intensywnie poszukują informatyków potrzebnych do rozwijania ich systemów. Niemal codziennością są ogłoszenia prasowe "spółek internetowych o ugruntowanej pozycji", gotowych zatrudnić niemal każdą liczbę administratorów sieci, programistów czy kierowników projektów. Poszukiwani są przede wszystkim ludzie młodzi, także w trakcie studiów, biegli w zagadnieniach związanych z Internetem i sieciami. Liczba tych ofert sprawia, że coraz większa grupa informatyków zaczyna rozważać pomysł skorzystania z jednej z nich. Czy warto ryzykować dotychczasową karierę i szukać pracy w firmie, która istnieje zaledwie kilkanaście miesięcy? Czy dotychczasowe doświadczenia przydadzą się nowemu pracodawcy? Czy nowa, młoda firma będzie w stanie zagwarantować atrakcyjne warunki pracy? Czego oczekują w zamian? To tylko kilka z wątpliwości nurtujących informatyków.

Obciążenie i odpowiedzialność

Tymczasem charakter pracy w spółkach internetowych zasadniczo różni się od tego, do czego przywykli informatycy zatrudnieni w firmach usługowych branży IT lub u końcowych użytkowników technologii. Tu nie ma stałej grupy klientów i jasno określonego produktu rozwijanego od lat. Nie ma stałego zespołu specjalistów, który wspólnie rozwija systemy informatyczne firmy. Nie ma nawet jasno zdefiniowanych grup użytkowników tych systemów. "Żeby zatrudnić się w firmie internetowej, trzeba mieć ikrę" - mówi Wojciech Kaszycki, członek zarządu AGS New Media. Faktycznie, praca przy tego typu przedsięwzięciach wymaga nie lada odwagi. Produkt projektowany w błyskawicznym tempie oglądają setki tysięcy użytkowników na całym świecie. Jego tworzenie wymaga zastosowania zupełnie nowych, często nigdzie nie wykorzystywanych technologii. Rozwiązania te niemal od startu podlegają ogromnym obciążeniom. Na strony najpopularniejszych polskich portali przez całą dobę wchodzą tysiące internautów, często korzystających z darmowej poczty i utrzymujących swoje strony WWW na serwerach firmy. Projektowanie i rozwój tego typu systemów wymaga ogromnej precyzji i pomysłowości, a także stworzenia odpowiednich mechanizmów optymalizacyjnych.

Internauta wchodzący na strony WWW nudzi się już po 15 s. W tym czasie musi uzyskać dostęp do interesujących go zasobów, w przeciwnym bowiem razie zmieni stronę. Cała infrastruktura informatyczna firmy jest wciąż modyfikowana. Niemal każdego tygodnia inicjowane są nowe projekty i wdrożenia. "W firmach działających w innych branżach systemy informatyczne są zmieniane co kilka lat. Co pewien czas oczywiście wprowadzane są różnego rodzaju poprawki, jednak jądro pozostaje niezmienne. U nas po kilkunastu miesiącach pracy poprawek jest tak wiele, że musimy wdrażać nowy system" - wyjaśnia Marek Stankiewicz, dyrektor produktu w Arena.pl.

Tempo rozwoju systemów wymusza ogromną wszechstronność. Pracę w tego typu firmie znajdą informatycy praktycznie wszystkich specjalności - w zakresie programowania, sieci czy projektowania stron WWW. I tak po przyjściu do pracy będą musieli poznać podstawy wszystkich tych dziedzin. "Różnorodność realizowanych przez nas zadań jest tak wielka, że praktycznie mógłbym wziąć niemal każdego informatyka i dać mu zajęcie. Jedynym warunkiem byłaby umiejętność pracy w zespole - konieczna w przypadku przedsięwzięć internetowych. Inaczej nawet najlepszy specjalista traci co najmniej 30% swoich umiejętności" - mówi Marek Soból, zastępca redaktora naczelnego w Onet.pl.

Każdy z informatyków zatrudnionych w firmie musi być zarówno projektantem, programistą, jak i administratorem. W pracy ma do czynienia z szerokim spektrum problemów dotyczących sprzętu, programowania i sieci czy zagadnień telekomunikacyjnych. Każdego dnia do spółek dzwonią z pytaniami setki klientów, korzystających z usług oferowanych przez portale. I mimo iż wiele ze zgłaszanych przez nich usterek nie ma nic wspólnego z funkcjonowaniem portali, zatrudnione w nich osoby muszą być przygotowane do udzielenia pomocy. Muszą być przygotowane zarówno na pytania hobbysty Windows NT, jak i doświadczonego specjalisty od Unixa. "Wszyscy musimy znać się na wszystkim, czego używamy, i na tym, czego używają nasi użytkownicy - niezależnie od własnej opinii o tych rozwiązaniach" - stwierdza Andrzej Kosmol, kierownik serwisów tematycznych działu IT w Wirtualnej Polsce.

Praca w tak dynamicznie rozwijającym się środowisku ma jednak wiele zalet. Już po kilku miesiącach zyskuje się doświadczenie, nieporównywalne z doświadczeniami zebranymi w innych "tradycyjnych firmach". Zbiera się je w ciekawym otoczeniu, w którym można się zetknąć z interesującymi zagadnieniami z zakresu projektowania sieci, tworzenia baz danych, WAP czy multimediów. Ogromna liczba nowych projektów sprawia, że każdy informatyk ma szansę na poprowadzenie interesującego przedsięwzięcia.

W firmie The Mother.Ship Poland Internet Holding sp. z o.o., prowadzącej portal Ahoj, powstał nawet specjalny program realizacji projektów, nazywany "Być jak Mussolini". "Szefem projektu może zostać niemal każdy z pracowników niezależnie od tego, czy pracuje w pio- nie odpowiedzialnym za technologię, czy w zespole dziennikarskim. Dzięki temu każdy może poznać brzemię odpowiedzialności, ciążące na osobach zarządzających projektami" - mówi Stefan Batory, dyrektor techniczny w spółce The MotherShip Poland Internet Holdings sp. z o.o. Każdy z pracowników technicznych ma niemal nieograniczone możliwości awansu. Tylko w spółce internetowej zwykły administrator może w ciągu kilkunastu miesięcy awansować na stanowisko dyrektora ds. technicznych, zarządzającego zespołem kilkudziesięciu osób.

Nie da się ukryć, że praca ta ma również wady, z których największą jest brak stabilności zatrudnienia. Rynek Internetu zmienia się tak szybko, że kolejne spółki pojawiają się i znikają niemal z dnia na dzień. A los zatrudnionych w nich pracowników jest w znacznym stopniu uzależniony od takich czynników zewnętrznych, jak zmiana koniunktury na rynku czy poziom inwestycji zagranicznych. Kondycja spółek jest często na tyle trudna, że nie mogą one sobie pozwolić na fundowanie pracownikom udziału w szkoleniach i konferencjach. Za wadę można uznać również to, że praca przy tego typu przedsięwzięciach na coraz bardziej konkurencyjnym rynku wymaga poważnego zaangażowania czasowego.

Studenci i "siwe głowy"

Charakter pracy w firmach, których działalność jest ściśle związana z Internetem, powoduje, że poszukują one specyficznego typu pracownika - wszechstronnego specjalisty, gotowego do pracy w systemie trzyzmianowym. Specjalisty, który łączyłby szeroką wiedzę na temat technologii z pewnym zmysłem estetycznym i marketingowym - niezbędnymi przy tworzeniu stron WWW. Wreszcie specjalisty, gotowego do wytężonego wysiłku przy przedsięwzięciu, obarczonym ogromnym ryzykiem. A praca w spółkach internetowych to stąpanie po niepewnym gruncie. Niemal każdego dnia może się okazać, że inwestorzy stracili zainteresowanie ich dalszym finansowaniem i firma zostaje zamknięta albo dotykają ją nagłe redukcje personelu.

Nie bez przyczyny gros pracowników spółek internetowych stanowią studenci lub wręcz absolwenci szkół średnich. "Najmłodszy z przychodzących do nas pasjonatów jest... przyprowadzany przez matkę. Ma 10 lat, a na Windows 2000 zna się lepiej od wielu z nas" - mówi szef jednej ze spółek. To właśnie oni są pierwszą generacją specjalistów, dla których naturalnym środowiskiem pracy jest Internet. Niemal każdy z nich od kilku lat projektuje strony WWW, dzięki czemu wszyscy doskonale rozumieją filozofię sieci i mają stały kontakt z nowymi technologiami internetowymi. Wchodząc dopiero na rynek pracy, nie mają wysokich wymagań płacowych i są gotowi pracować ciężko w imię przyszłych zysków firmy. Elastycznie przystosowują się do często wprowadzanych zmian. A przy tym nie zdążyli nabrać złych nawyków z poprzednich miejsc pracy. "Nie są skażeni postawami właściwymi dla informatyków z dużych organizacji, nie mówią - ee... nie zrobię tego teraz, tylko za 2 miesiące. A w Internecie nie ma czegoś takiego jak Çza 2 miesiąceČ. Za 2 miesiące może już nie być firmy, bo konkurencja zrobiła coś wcześniej" - konkluduje Andrzej Kosmol.

Tym, co przyciąga ich do firm internetowych, jest możliwość pracy z najnowszymi technologiami, nieporównywalnie większe niż gdzie indziej możliwości kariery zawodowej, a także specyficzna atmosfera i swoboda, panujące w miejscu pracy. W tego typu firmach nie obowiązują żadne zasady dotyczące ubioru czy sposobu zachowania. Przychodzący do firmy ludzie młodzi trafiają do grona rówieśników lub osób niewiele starszych od siebie, o podobnych poglądach i zainteresowaniach i podobnym poczuciu humoru. "W przypadku naszych pracowników można już wręcz mówić o pewnych rytuałach. Wszyscy czytają te same książki - przede wszystkim Sapkowskiego, grają w te same gry, wspólnie spędzają czas wolny" - mówi Paulina Kalinowska, kierownik ds. personalnych w E-point SA.

Myli się jednak ten, kto sądzi, że spółki internetowe stanowią atrakcję jedynie dla dwudziestolatków. Niemal każda firma stara się zatrudnić co najmniej kilku doświadczonych specjalistów. Ci fachowcy, nazywani przekornie, choć często bez związku z rzeczywistością, "siwymi głowami", wnoszą do firmy doświadczenia organizacyjne i znajomość zagadnień merytorycznych. Dla tych ludzi spółki internetowe stanowią szansę na zrobienie czegoś nowego i niekonwencjonalnego - bez obciążeń typowych dla dużych organizacji. Jednym z takich ekspertów jest Mariusz Jarzębowski, dyrektor ds. technicznych w The MotherShip Poland Internet Holdings sp. z o.o., który zdecydował się na powrót do kraju po 10-letnim pobycie w USA, gdzie miał okazję pracować m.in. w Computer Associates i założonej przez Steve'a Jobsa firmie NeXT. "Powrót do kraju okazał się dosyć trudnym doświadczeniem. Przez długi okres nie mogłem znaleźć satysfakcjonującej pracy, w której spotkałbym ludzi z wizją podobną do mojej" - opowiada Mariusz Jarzębowski. - "Z mojego punktu widzenia najważniejszą sprawą była możliwość pracy w firmie, do której ludzie przychodzą z chęcią zbudowania czegoś nowego. Przychodzą na rozmowę ze swoimi pomysłami, a nie zaprzątnięci kwestią szkoleń, samochodów służbowych i podwyżek".

Właśnie możliwość stworzenia czegoś od początku, niemal bez jakichkolwiek ingerencji ze strony udziałowców firmy, jest często wystarczającym powodem do zrezygnowania z dotychczasowej pracy i zatrudnienia w nowym przedsięwzięciu internetowym. Trafiając do takiej firmy, zyskują niemal pełną swobodę działania. Nikt na narzuca im konieczności wdrożenia pewnych konkretnych rozwiązań czy systemów. Samodzielnie planują rozwój firmy, projektują nowe przedsięwzięcia, a także indywidualny rozwój zawodowy. Nie bez znaczenia są tu również perspektywy rysujące się przed menedżerami. Na razie spółki internetowe nie przynoszą zysków, jednak w ciągu najbliższych kilku lat sytuacja może się zmienić. A wtedy dzisiejsi menedżerowie będą już dyrektorami i wiceprezesami prężnie działających organizacji.

Zjednoczeni na celu

Stworzenie zespołu opartego przede wszystkim na młodych, nie przywykłych do jakichkolwiek zakazów i obowiązków, niesie potencjalne zagrożenie. Intensywna praca takiego zespołu może prowadzić do konfliktów kompetencyjnych i charakterologicznych. Większość spó- łek na razie nie ma tego problemu. Wynika to z faktu, iż wiele z nich powstało zaledwie kilka, kilkanaście miesięcy temu. Wciąż jeszcze tkwią w fazie gwałtownej rozbudowy, a ich pracownicy nie mają czasu na konflikty i rozgrywki personalne. Jednak tego typu problemy są tylko kwestią czasu. Zarzewie konfliktów tkwi chociażby w fakcie, że z czasem część pracowników awansuje na wyższe stanowiska. Zaczyna zarządzać ludźmi, którzy zazwyczaj są ich przyjaciółmi, z którymi często wciąż studiują i spędzają wolny czas. W przypadku spółek o dłuższym stażu coraz wyraźniej daje się we znaki kilka problemów.

Najważniejszym z nich jest brak wyraźnych ram organizacyjnych ich działalności. "Robimy naraz tyle fajnych rzeczy, że czasem nie starcza nam czasu na formalizowanie procedur" - przyznaje Marek Soból. Ich kierownictwo staje przed bardzo poważnym wyzwaniem, jakim jest wprowadzenie formalnych metod zarządzania właściwych dla kilkusetosobowych firm, jakimi stały się spółki internetowe, przy jednoczesnym utrzymaniu dynamiki procesów decyzyjnych typowych dla niewielkich organizacji. "Stworzenie odpowiednich procedur jest koniecznością. Nie mogą one jednak krępować inwencji pracowników" - stwierdza Wojciech Kaszycki, członek zarządu AGS New Media sp. z o.o.

W pewnym momencie poważnym wyzwaniem zaczyna być też coś, co można by określić mianem zarządzania oczekiwaniami pracowników. A te są różne. Dla niektórych praca ma być źródłem sukcesu finansowego. Marzą o kupnie szybowca, wielkiego domu czy założeniu własnej firmy. Inni po cichu liczą, że przez najbliższe lata zarobią tyle, że przejdą na wcześniejszą emeryturę. "Ja trochę nie wierzę w takie deklaracje. Bo z pracą przy tego typu przedsięwzięciach jest jak z jazdą samochodem. Jak się raz zacznie, trudno przestać" - mówi Wojciech Kaszycki. Cele innych są zgoła odmienne. "Marzę o tym, żebyśmy zostali pierwszymi polskimi specjalistami, którzy znajdą się na okładce popularnych tygodników. Dość już tych okładek ze zdjęciami polityków i biznesmenów, przyszedł czas na ludzi technologii" - śmieje się Stefan Batory.


TOP 200