Dociekliwe umysły pragną wiedzy

W naszym cyklu poświęconym szkoleniom komputerowym głos zabierze Dave Arch, starszy wykładowca w firmie Creative Training Techniques z Minneapolis, który podzieli się z Czytelnikami swoimi spostrzeżeniami na temat "Jak być dobrym wykładowcą?".

W naszym cyklu poświęconym szkoleniom komputerowym głos zabierze Dave Arch, starszy wykładowca w firmie Creative Training Techniques z Minneapolis, który podzieli się z Czytelnikami swoimi spostrzeżeniami na temat "Jak być dobrym wykładowcą?".

Kim jestem?

Bez wątpienia, studenci są bardziej zainteresowani tym, kim jesteś, niż tym, co umiesz. Dlaczego tak się dzieje?

W jednym ze swoich najlepszych przebłysków rozsądku zauważyłem, że ludzie generalnie są nieskończenie bardziej zainteresowani innymi ludźmi, niż rzeczami. Fakt ten rzuca swoisty, delikatny cień na - z natury swojej bardzo techniczne - szkolenia komputerowe.

Kiedy wszystko idzie dobrze i w czasie wykładu udaje mi się gładko przechodzić z tematu na temat, moja klasa ma szansę poznać materiał przeze mnie przygotowany, ale zwykle nie może zbytnio poznać mnie samego. Ale niech tylko zdarzy się coś nieprzewidzianego, powiedzmy - przepali się żarówka w projektorze, albo wymknie mi się jakaś uwaga czysto osobista, a od razu ukazuje się "czynnik ludzki". Moi uczniowie mogą wtedy zobaczyć mnie "prawdziwego" - takiego, jakim jestem prywatnie - stają się wtedy bardziej komunikatywni i zaangażowani w tok wykładu, nieważne jak bardzo poważnego tematycznie.

Taki przebłysk prywatności w czasie szkolenia jest bardzo potężnym narzędziem dydaktycznym. Użyty właściwie, może pomóc w bardziej efektywnym prowadzeniu wykładu. Przez dwa lata eksperymentowałem używając tego typu technik i teraz uważam, że są trzy główne sposoby, aby ukazać uczniom trochę siebie samego.

Przykłady osobiste: Jedną z metod zaspokajania ciekawości studentów na temat mnie i mojej osobowości jest wtrącanie przykładów z własnego doświadczenia wszędzie, tam gdzie jest to możliwe.

Na przykład: zamiast opowiadać, jak najlepiej zabrać się do nauki obsługi konkretnej aplikacji lub języka programowania, przedstawiam słuchaczom swoje pierwsze doświadczenia z danym programem - zarówno dobre, jak i złe. Widząc chęć do podzielenia się mym doświadczeniem, studenci identyfikują się ze mną i moimi problemami - w konsekwencji są bardziej chętni do dzielenia się swoimi kłopotami. Ja sam zaś - co jest jeszcze ważniejsze - nie muszę koniecznie występować w roli kogoś, kto - jako jedyny - zna wszystkie odpowiedzi.

Zaangażowanie: Co najmniej raz w czasie sesji wykładowej pozwalam sobie "wejść na mównicę". Opowiadam wtedy o swoich osobistych odczuciach na wybrany temat cyklu szkoleniowego i próbuję pobudzić dyskusję w klasie (przyznam się, że całkiem inaczej podchodziłem do wykładów na początku swojej kariery, gdy starałem się, aby wszystko było bardzo logiczne i raczej pozbawione emocji). Nie zrozumcie mnie źle: nie trzeba od razu poruszać kontrowersyjnych tematów. Może to być coś, z czym wszyscy się zgadzają, ale - jak już mówiłem - rzecz jest w odsłonięciu siebie poprzez ukazanie siły swoich uczuć.

Nie muszę chyba długo rozwodzić się nad tym, co myślę na temat nudy w klasie. Nie ma usprawiedliwienia, jeśli znajdziemy tam znudzonych, niezaangażowanych słuchaczy, gdy mamy dziś dostępne tak bogate środki techniczne do prowadzenia wykładów. Niektóre tematy wręcz wymagają zwiększonej pomysłowości u wykładowcy, ale odrobina kreatywności nie zawadzi w każdej godzinie szkolenia, gdyż szalenie polepsza percepcję u studentów.

Zaplanowana spontaniczność: Znamy tę technikę z telewizji. Prowadzący program nagle zwraca się do reżysera: "Wyjdźmy na chwilę na zewnątrz i popatrzmy, co też dzieje się na ulicy" - i natychmiast cała ekipa razem z kamerami znajduje się na Broadwayu. Wygląda to całkowicie spontanicznie i ludzie to uwielbiają!

Wiele zajęć treningowych, jakie muszą znaleźć się w programie szkolenia, daje pole do zastosowania zaplanowanych, "spontanicznych" działań. Można się umówić z kimś, aby wtrącił swój komentarz i tym pobudził dyskusję na zadany temat. Można też zdecydować "na gorąco", aby poruszyć jakiś temat spoza programu szkolenia w odpowiedzi na pytanie zadane przez kogoś z klasy. Stwarzając to poczucie spontaniczności wyzwalamy i ukierunkowujemy tę samą energię, której ludzie doświadczają, gdy widzą, że w sali wykładowej lub w życiu prywatnym coś się dzieje "nie tak".

W swoich seminariach zachęcam również do używania rekwizytów. Wizualizacja pewnych zagadnień sprawia, że studenci rozumieją je lepiej, niż w czasie wykładu czysto teoretycznego. Przykładowo, używam kawałka liny, aby pokazać, jak wiele cienkich włókien składa się na wypadkową wytrzymałość końcowego wyrobu. Tak samo należy rozumieć, że im więcej szczegółów wiemy na temat danej aplikacji, tym większą mamy zdolność do jej optymalnego używania.

Dać coś od siebie

W ostatecznym wniosku można powiedzieć, że gdy zaczniemy postrzegać nasze szkolenia jako płaszczyznę do samowyrażenia, wyzwolimy tym samym naturalną siłę ciekawości ludzkiej i nadamy nowy wymiar jakościowy naszemu wykładowi.

Wielu wykładowców komputerowych uważa, że wystarczy, jeśli szkolenie prowadzone jest prawidłowo pod względem merytorycznym, ale zaręczam, że dopóki nie damy czegoś prywatnie od siebie, studenci nie będą w pełni zadowoleni. My sami jesteśmy największą wartością pomagającą zachęcić studentów do studiowania materiału. Jeśli nie będziemy dzielić tego skarbu z innymi, nie wykorzystamy całej mocy, jaką mamy do dyspozycji.