Dobro policzalne

Informatyka przenika wszystkie obszary przedsiębiorstwa, co sprawia, że wymierne korzyści z wdrożenia nowego rozwiązania wymykają się tradycyjnemu wzorowi obliczania rentowności inwestycji.

Informatyka przenika wszystkie obszary przedsiębiorstwa, co sprawia, że wymierne korzyści z wdrożenia nowego rozwiązania wymykają się tradycyjnemu wzorowi obliczania rentowności inwestycji.

Jak wyrazić w złotówkach możliwość komunikowania się każdego z każdym, większą wiarygodność danych czy wyższą kulturę techniczną, dumę z pracy w nowoczesnej fabryce bądź bardziej pozytywne nastawienie do pracy w zespole?

Gdy człowiek źle się czuje, ciągle zapada na przeziębienia, często boli go głowa, łatwo się męczy, bez wyraźnego powodu dostaje boleści żołądkowych, serce mu kołacze przy lada wysiłku, a trudno przypisać to jednej konkretnej chorobie, lekarze różnych specjalności leczą mu osobno i doraźnie, a to gardło, a to serce, a to żołądek itd. Na ogół daje to mierne rezultaty. Ale czasem zdarzy się lekarz, który wie, że leczy się kompleksowo pacjenta, a nie poszczególne jego organy. I zaleca takie środki i działania, które mają najpierw wzmocnić cały organizm, pobudzić w nim naturalne siły, odzyskać energię życiową. I daje to efekty. Pacjent z czasem czuje się lepiej, ale trudno wyliczyć, jakie leczenie miało wpływ na pracę nerek, wątroby czy umysłu. Bo nie była to inwestycja bezpośrednio w chore narządy.

Z inwestycjami informatycznymi jest podobnie. Nie sposób uczciwie wyliczyć wymiernych korzyści z zainstalowania sieci komputerowej albo uruchomienia poczty elektronicznej lub pakietu zarządzania zgodnie ze standardem MRP II. Jak wyrazić w złotówkach możliwość komunikowania się każdego z każdym, większą wiarygodność danych czy wyższą kulturę techniczną, dumę z pracy w nowoczesnej fabryce czy bardziej pozytywne nastawienie do pracy w zespole? Kosztów też nie można obliczyć, bo wdrożenie wymagało nie tylko sprzętu, licencji i usług, ale zmian organizacyjnych, szkoleń wcale nie informatycznych, tylko np. z dziedziny pracy zespołowej, negocjacji czy kontrolingu, wzmocnienia motywacji finansowych dla niektórych pracowników itd. Inwestycja w informatykę jest inwestycją w infrastrukturę i kulturą przedsiębiorstwa, a ściślej w projekt organizacyjny ze wspomaganiem informatycznym. Jest tym, czym jest kompleksowe leczenie pacjenta w medycynie.

Pułapka tradycji

Aby jeszcze bardziej skomplikować zagadnienie, przypomnę, że policzenie rentowności inwestycji informatycznej w poszczególnych dziedzinach, np. gospodarce magazynowej czy remontach, jest jak najbardziej możliwe, a nawet łatwe - są odpowiednie wzory - i zwykle stosowane. Nic prostszego niż wyliczyć, o ile zmniejszyły się stany magazynowe albo ile mniej godzin potrzeba na przygotowanie dokumentacji konstrukcyjnej. Tylko że z tego wcale nie wynika, iż całe przedsiębiorstwo z tego powodu sprawniej funkcjonuje i "czuje się" lepiej, można powiedzieć personifikując je. Naprawianie czy poprawianie jednej dziedziny ma bowiem bardzo ograniczony sens. Zyskuje go dopiero, gdy jest to ulepszanie w ramach już dobrze funkcjonującego organizmu.

Niestety, stereotyp myślenia o tkwi bardzo głęboko w naszej gospodarce. Wystarczy zajrzeć do oficjalnych statystyk czy badań poziomu inwestycji w przemyśle. Na przykład z badań dostarczonych nam przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową inwestycja w informatykę istnieje tylko jako "komputeryzacja służb pomocniczych" i stanowi ok. 20% wszystkich inwestycji na cele nieprodukcyjne. Ale w tych inwestycjach na cele nieprodukcyjne jest też uwzględnione wprowadzanie systemów zarządzania jakością, które bez wsparcia informatycznego są iluzją, i nakłady na infrastrukturę biurową, więc zapewne i na komputery w tych biurach. W inwestycjach na działalność bezpośrednio związaną z produkcją informatyzacja w ogóle nie istnieje, choć zapewne i zwiększanie produkcji, i ulepszanie istniejącego asortymentu takie nakłady zawierały. Jeśliby bezrefleksyjnie potraktować takie dane, to wynika z nich, że nakłady na informatyzację w przedsiębiorstwie, które inwestuje (a więc rozwija się i przekształca), wynoszą 4%.

A jak wygląda to naprawdę, czyli wtedy, gdy właściwie rozumie się rolę informatyki w przedsiębiorstwie? "Wydatki na rozwój informatyki stanowią połowę nakładów inwestycyjnych spółki i muszą być najczęściej realizowane na starcie restrukturyzacji" - twierdzi Roman Nowak, prezes ZM "Legmet" w Legnicy. Przeprowadzono tam udaną restrukturyzację, a w informatykę inwestowano na początku po to, aby uzdrawianie kolejnych dziedzin mogło przynosić efekty całemu przedsiębiorstwu. "Trzeba to zrobić w pierwszej kolejności, choćby inne dziedziny aż prosiły się o pieniądze, np. dział technologiczny czy finansowy" - dodaje. Ale potem daje to efekt zwielokrotniony, a nie zaspokajanie potrzeb poszczególnych działów. Tak więc różnica między 4% na informatykę a 50% obrazuje różnicę między myśleniem doraźnym a myśleniem strategicznym o biznesie.

Musimy wyrwać się z pułapki dziedzinowego myślenia o inwestycjach informatycznych, mimo że jest to kuszące. Prawdziwie ważna jest całościowa inwestycja organizacyjno-informatyczna, nawet jeśli mierniki klasycznej ekonomii nie dostarczają odpowiednich narzędzi. Swoją drogą dostarczają, trzeba tylko udowodnić, że tak rozumiana inwestycja tworzy dodatkowy dochód przedsiębiorstwa.

Ocena projektu inwestycyjnego

Finansowa opłacalność projektu - z punktu widzenia inwestora - powinna być nadrzędnym kryterium oceny inwestycji, ważniejszym niż inne zalety projektu. Tradycyjne metody oceny odnoszą poziom zysku netto do zainwestowanego kapitału. Jednak jest to uważane za niewystarczające ze względu na długi czas trwania projektu. Dyskontowanie strumieni pieniężnych stało się więc formą powszechniej akceptowaną.

Istnieją dwie podstawowe metody dyskontowe, stosowane w praktyce do oceny opłacalności finansowej projektów inwestycyjnych: metoda wartości aktualizowanej netto NPV i metoda wewnętrznej stopy zysku IRR.

NPV jest definiowana jako wartość uzyskana przez dyskontowanie (przy stałej stopie dyskontowej i osobno dla każdego roku) różnic między wpływami a wydatkami pieniężnymi, powstającymi podczas funkcjonowania projektu. Stopa dyskonta powinna być równa rzeczywistej stopie oprocentowania kredytów długoterminowych. Jeśli wartość NPV jest dodatnia, inwestycja uważana jest za rentowną, jeśli zaś równa zeru - to projekt jest możliwy do przyjęcia, pod warunkiem że uwzględniono duży margines błędu. W przypadku gdy NPV jest ujemny, projekt powinien być odrzucony.

Natomiast IRR jest stopą dyskontową, przy której wartość aktualizowanych wydatków pieniężnych równa się wartości aktualizowanych wpływów pieniężnych lub - inaczej mówiąc - stopa dyskontowa, przy której aktualizowana wartość efektów równa się wartości nakładów inwestycyjnych, a NPV równy jest zeru. IRR dokładnie pokazuje stopę efektywności inwestycji, może być bowiem interpretowany jako roczna pieniężna stopa zwrotu netto zainwestowanego kapitału. Projekt będzie realizowany, jeśli IRR jest większa niż stopa dyskontowa (koszt kapitału powiększony o margines ryzyka).