Do słuchacza Jacka Kleyffa

Skoro argumenty zarówno zwolenników, jak i przeciwników patentowania oprogramowania nie są do końca jasne i przekonujące, to może należy pozostawić status quo?

Skoro argumenty zarówno zwolenników, jak i przeciwników patentowania oprogramowania nie są do końca jasne i przekonujące, to może należy pozostawić status quo?

Drogi Mirosławie!

Wybacz, że będę stosował formę w drugiej osobie liczby pojedynczej, ale tak będzie łatwiej. Nie tylko z powodu prostoty i wygody w stosowaniu tej formy, ale także dlatego że nie jestem pewien, kim jesteś, choć moje przeczucie mi mówi, że się znamy i jesteśmy ze sobą po imieniu. Swoim polemicznym artykułem Za, a nawet przeciw (a może należałoby powiedzieć - felietonem), opublikowanym w numerze 38/2004 w dziale Konteksty (a może lepiej kon-Teksty), z całą premedytacją chciałeś doprowadzić nie do merytorycznej dyskusji, ale do emocjonalnego wrzenia w toczącej się dyspucie na temat proponowanej dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady Unii w sprawie patentowania oprogramowania... Oops! [amer.] ... zdolności patentowej wynalazków realizowanych za pomocą komputera. Oczywiście w łatwy i prymitywny sposób osiągnąłeś swój cel, stawiając tezę, że wprowadzenie patentów niewiele zmieni i nie jest groźne dla naszej rzeczywistości, bo w praktyce nasza przaśna polska rzeczywistość, tak jak i poniżane przez Ciebie polskie firmy programistyczne do niczego się nie nadają i gdzie im tam do możnych tego świata, którzy są na innym poziomie rozwoju.

Kimkolwiek jesteś i jakiekolwiek jest Twoje prawdziwe imię (nie mówiąc o nazwie "koncernu informatycznego", który Cię zatrudnia) to z Twoich dotychczasowych publikacji wynika, że zawsze starałeś się wsadzić kij w mrowisko. Świadczą o tym owoce Twojej "twórczości" - czyli trzy artykuły w Computerworld, których celem było jątrzyć i poniżać: wspomniany wyżej Za, a nawet przeciw i wcześniejsze Junior, co ty wiesz o informatyzacji? (CW 4 sierpnia 2003) oraz Model relacyjny: układy i układziki (CW 9 czerwca 2003). Niestety - ku mojemu ubolewaniu, gdyż niektóre tezy uważałem za słuszne - za każdym razem oprócz ekwilibrystyki słownej brakowało meritum, do którego można by odnieść dowolne argumenty. Sam jestem humanistą, ale jednak w branży IT liczy się konkret i logika, a nie erystyka. Zastanawiające jest tylko, dlaczego Naczelny Filozof zamiast dwugłosu w temacie, daje się wypowiedzieć, a raczej wyszczekać, jedynie jednej stronie, na domiar sfrustrowanej tym, że nie może wystąpić pod swoim prawdziwym nazwiskiem i powiedzieć Światu, co myśli naprawdę.

Wracając zaś do Twoich quasi-logicznych konstrukcji, to czuję się wywołany do tablicy, gdyż to zapewne reprezentowaną przeze mnie firmę uznałeś w swoim tekście za "śmierdzącą hipokryzją", a mnie pewnie za występującego w Sejmie sojusznika "zielono-socjalistycznych zwolenników Wolnego Oprogramowania" (dobrze chociaż, że nie - wzorem pisemek sygnowanych przez Leszka Bubla - brunatno-syjonistycznych, choć to może oni są za patentowaniem). Zatem - zamiast złożonych konstrukcji słownych wyglądających pozornie jak misternie wykonana przepiękna Grupa Laokoona - postaram się powalczyć na argumenty i udowodnić, że wprowadzenie możliwości patentowania oprogramowania... Pardon! [franc.] ... wynalazków realizowanych komputerowo jest złe i negatywnie wpłynie na rozwój branży informatycznej, nie tylko w Polsce.

Gdyby dopuścić patentowanie wszystkiego i wszędzie, to jak wyglądałoby nasze dzisiejsze życie. Załóżmy patentowanie form dziennikarstwa - czy mógłbyś teraz pisać felieton, artykuł, reportaż, wywiad, kronikę, rozprawkę czy ulubioną przez Ciebie polemikę? A bliższe tematowi patentowanie wynalazków cywilizacyjnych - czy Twój samochód mógłby być napędzany silnikiem spalinowym? Wreszcie czy zamiast środków na życie, Twój "koncern informatyczny" nie powinien Ci płacić bajtami - w końcu pieniądze to wynalazek Fenicjan... Gdyby przyjąć założenia patentowania wynalazków realizowanych drogą komputerową, to czy należałoby także uznać możliwość patentowania wynalazków literackich (spójrz na własną biblioteczkę), technicznych (spójrz na kaloryfer przed sezonem grzewczym) czy ekonomicznych (czy Twój bank dopuścił się plagiatu, a nasza giełda GPW ma prawo działać na wzór Londynu czy Wall Street?).

Jeżeli zaś idzie o wynalazki z naszego podwórka, to jak zapewne wiesz, do lat 80. nawet w USA nie pozwalano na patentowanie oprogramowania (patrz: CW 27 września 2004). Może to i szkoda, bo w tej chwili na rynku powszechnie dominowałby potomek CP/M i DR-DOS-a ze środowiskiem graficznym GEM. A zamiast Billa Gatesa miłosiernie panowałby Gary Kildall, który jest de facto ojcem systemu, rozwijanego następnie przez mniej lub bardziej legalnego Wroga Publicznego Numer 1 (dalej: WPN1, a z ang. Public Enemy) wspomnianych przez Ciebie zielonych-socjalistów (patrz: BusinessWeek Online, The Man Who Could Have Been Bill Gates, 25 października 2004). Gdyby pozwalano wówczas patentować oprogramowanie, to jedynym arkuszem kalkulacyjnym byłby opracowany w 1978 r. przez Dana Bricklina VisiCalc, środowiskiem graficznym i edytorem tekstu byłoby pochodzące z przełomu lat 70. i 80. Alto firmy Xerox, a przeglądarką Mosaic Marca Andreessena.

Na szczęście wolny rynek umożliwił konkurencję. Jednak i tutaj pojawiło się nieszczęście, gdyż ten sam rynek wydał na świat WPN1, który na bazie wolnej konkurencji i naśladownictwa innych producentów zyskał w zasadzie nieograniczone możliwości finansowania hordy prawników, dbających o odpowiednie konstrukcje umów handlowych i licencyjnych (pamiętasz aferę wokół umów OEM-owych z takimi firmami, jak IBM, Compaq, Dell czy HP?) czy też rejestrację znaków towarowych i patentów. Czy przeciętną firmę z Kraju nad Wisłą starającą się rozszerzyć rynek dla pisanych przez siebie aplikacji stać jest na takie inwestycje w ochronę prawną?

Niestety, tak pięknie rozwijający się rynek staje się powoli miejscem nie batalii technologicznej, ale walki prawników o ograniczenie swobody konkurencji. To dobra wiadomość dla absolwentów wydziału prawa (choć może wpierw pomyślmy o usunięciu krępujących ich barier w dołączeniu do palestry lub notariatu), ale nie studentów informatyki. Zamiast walczyć o ochronę prawa autorskiego, wprowadza się nowe regulacje patentowe. Z pewnością nie pomoże to w kontynuacji dynamicznego rozwoju technologii.


TOP 200