Czyja infrastruktura

Niezależnie od tego jak daleko można pójść nakładając na przedsiębiorców powinności interpretowane przez służby państwowe jako interes publiczny, skuteczne będą rozwiązania, które przedsiębiorcy uznają za zgodne z ich własną wizją.

Niezależnie od tego jak daleko można pójść nakładając na przedsiębiorców powinności interpretowane przez służby państwowe jako interes publiczny, skuteczne będą rozwiązania, które przedsiębiorcy uznają za zgodne z ich własną wizją.

Zrozumienie rynkowych, gospodarczych uwarunkowań okazuje się niezwykle trudną próbą dla urzędników, odpowiadających za różne aspekty bezpieczeństwa łączności w administracji państwowej. Tylko tym można tłumaczyć forsowanie przez niektórych koncepcji, uznających wyższość państwowej własności infrastruktury sieciowej na potrzeby administracji. Istnieją oczywiście specjalizowane technicznie i funkcjonalnie wydzielone systemy łączności służb państwowych, których powierzenie - wraz z utrzymaniem infrastruktury zewnętrznym podwykonawcom - bywa trudne ze względów organizacyjnych lub prawnych. Można tu wskazać sieci dyspozytorskie radiokomunikacji ruchomej dla policji, straży pożarnej i pogotowia ratunkowego, centra powiadamiania ratunkowego, tajne sieci łączności rządowej, łączność taktyczną i operacyjną sił zbrojnych. Jednak nawet w tego rodzaju ewidentnych przypadkach warto analizować oferty rynkowe, by wykorzystywać ewentualne synergie zastosowań komercyjnych i rządowych. Takich okazji rynek dostarcza coraz więcej.

Razem bezpieczniej

Sporo jest przypadków, że ostra walka o wielomiliardowej wartości rynki nie przeszkadza wchodzić z konkurentami w porozumienia w sprawie budowy współdzielonej infrastruktury, optymalizować w ten sposób procesy inwestycyjne, dzieląc się nie tylko kosztami, ale również ryzykiem. Taką metodą udało się wejść na wydawałoby się całkowicie już opanowane rynki operatorowi komórkowemu Hutchison budującemu trzy sieci UMTS, m.in. we Włoszech i Wlk. Brytanii. Z wykorzystaniem tej samej infrastruktury mogą działać bezpiecznie odseparowane niezależne sieci. Takie podejście oznacza tendencję do odrywania się od tradycyjnej wartości, którą była własność infrastruktury.

Zdarza się też coraz częściej, że nie tylko tzw. operatorzy wirtualni, ale również dotychczasowi operatorzy sieci koncentrują się prawie całkowicie na komponowaniu i sprzedaży produktów usługowych i ich zastosowań, a kwestie techniczne, realizację inwestycji, utrzymanie, zarządzanie, unowocześnianie i skalowanie infrastruktury sieciowej delegują do wyodrębnionych służb technicznych lub zlecają dostawcy technologii.

Administracja rządowa jest przede wszystkim użytkownikiem budowanych dla siebie aplikacji oferowanych też jako gotowe usługi obywatelom. Model sprzedawcy usługi, operatora wirtualnego lub operatora usługi jest na pewno bliższy rynkowym tendencjom niż model operatora złożonej rozległej sieci. Idąc dalej trzeba się zastanawiać, do jakiego stopnia rząd powinien się zajmować projektowaniem architektury infrastruktury krytycznej dla sieci łączności?

Czy z tych doświadczeń i tendencji nie powinna wypływać nauka dla służb planujących rozwój bezpiecznych sieci łączności dla administracji w Polsce? Administracja rządowa jest przede wszystkim użytkownikiem budowanych dla siebie aplikacji oferowanych też jako gotowe usługi obywatelom. Model sprzedawcy usługi, operatora wirtualnego lub operatora usługi jest na pewno bliższy rynkowym tendencjom, niż model operatora złożonej rozległej sieci. Idąc dalej trzeba się zastanawiać, do jakiego stopnia rząd powinien się zajmować projektowaniem architektury infrastruktury krytycznej dla sieci łączności? Pomogłoby to być może znaleźć również odpowiedź na nurtujące niektórych pytanie, czy należy wiązać projekty teleinformatyczne dla administracji z koncepcjami integracji państwowych operatorów?

Złota akcja

Nieco osobliwym wyrazem stosunku rządu do rozwoju bezpiecznej infrastruktury jest sposób ogłoszenia strategii regulacyjnej dla rynku telekomunikacyjnego. Przygotowana została ona przez prezes UKE przed objęciem urzędu jako swoisty bilans otwarcia. We wrześniu 2006 r. przyjęta została zaś w całości przez Radę Ministrów. W ten sposób dokument, w którym słowo bezpieczeństwo nie pojawia się ani razu, określa oficjalną politykę państwa w jednej z, jak to określa ustawa, "dziedzin życia społecznego lub gospodarczego posiadających istotne znaczenie dla porządku publicznego lub bezpieczeństwa publicznego".

Telekomunikacja powinna być oczywiście traktowana jako jedna z tego rodzaju ważnych dziedzin, jednak wątpliwość wzbudza znaczenie zbitki słów “porządek publiczny i bezpieczeństwo publiczne", które w większości innych ustaw kojarzą się z kompetencjami policji, a nie bezpieczeństwa i obronności państwa, uzasadniających zastosowanie szczególnych uprawnień Skarbu Państwa. Wyjaśnienie tego odejścia od dotąd stosowanej semantycznej konwencji można wywnioskować dopiero z treści uzasadnienia rządowego projektu ustawy. Praktyczne wykorzystanie uprawnień Skarbu Państwa, na które pozwala ustawa, będzie prowadzić nieuchronnie do międzynarodowych sporów sądowych. By uniknąć przynajmniej części kłopotów interpretacyjnych, zastosowano więc wprost określenie zaczerpnięte z przepisu art. 58 Traktatu Ustanawiającego Wspólnotę Europejską, który pojęcie bezpieczeństwo publiczne musi rozumieć szerzej.

Odkładając na bok powyższe wątpliwości, trzeba zwrócić uwagę na zastosowanie cytowanej ustawy, dającej Ministrowi Skarbu Państwa prawo weta wobec rozporządzania majątkiem przez niektóre spółki kapitałowe, w tym przedsiębiorców telekomunikacyjnych, którzy są posiadaczami, czyli niekoniecznie właścicielami, infrastruktury telekomunikacyjnej. Z tym że w obecnym brzmieniu ustawy jest to dopuszczalne tylko w spółkach, dysponujących infrastrukturą, umożliwiającą przesyłanie sygnałów publicznej radiofonii i telewizji między nadawcą a siecią nadajników na obszarze obejmującym co najmniej 70% terytorium RP. Na liście takich spółek jest naturalnie tylko jedna spełniająca ustawowe kryteria spółka telekomunikacyjna, nadal działający niemal jak monopolista, należący w 100% do TP operator sieci nadajników radiowych i telewizyjnych - Emitel. Jaki tu jest związek ze Strategią Regulacyjną 2006-2007 na rynku telekomunikacyjnym, która nazwy spółki Emitel nie przywołuje ani razu, nie wiadomo, chyba że założyć możliwość takiej nowelizacji ustawy, która obejmie inne kategorie przedsiębiorców telekomunikacyjnych niż Emitel.

Interpretując może nieco spiskowo powiązanie strategii regulacyjnej Prezes UKE z uprawnieniami Ministra Skarbu Państwa, można rozważać hipotezę, że nadanie tej strategii rangi dokumentu rządowego jest nie tyle manifestacją większej rangi politycznej dokumentu programowego, ile sygnałem ostrzegawczym, że zarządzanie TP - spółki, w której Skarb Państwa ma obecnie zaledwie 3,87% - mogłoby być ponownie poddane kontroli państwa z wykorzystaniem mechanizmu "złotej akcji", jeżeli TP nie zacznie ustępować w sporach z regulatorem.


TOP 200