Czy zaniknie piractwo?

Przewidywanie przyszłości zawsze było trudne, ale na tytułowe pytanie odpowiedzieć jest dość łatwo. Odpowiedź jest oczywiście przecząca. Nawet najlepsze prawo autorskie nie spowoduje, że ludzie zaprzestaną działań, których wprawdzie trochę się wstydzą, ale nie są w stanie potępić ich z całym przekonaniem.

Przewidywanie przyszłości zawsze było trudne, ale na tytułowe pytanie odpowiedzieć jest dość łatwo. Odpowiedź jest oczywiście przecząca. Nawet najlepsze prawo autorskie nie spowoduje, że ludzie zaprzestaną działań, których wprawdzie trochę się wstydzą, ale nie są w stanie potępić ich z całym przekonaniem.

Bo czyż na pewno jesteśmy w stanie potępić pirata kopiującego programy Microsoft, jeżeli zdamy sobie sprawę, że Bill Gates - szef Microsoft (37 lat) ma majątek wartości 7 mld USD? Łatwo sobie wyobrazić, że gdyby wszyscy obecni piraci programów Microsoft zapłacili za swoje programy, to Bill Gates miałby majątek wartości co najmniej 14 mld USD! Mogą więc sobie moraliści nawoływać do przestrzegania praw autorskich; zwykły użytkownik programu dla własnych potrzeb poważnie rozważy, co jest bardziej niemoralne. Czy to, że za program, wart według jego oceny 1 mln zł lub mniej, musi płacić 8 mln lub więcej, czy też to że ponieważ go nie stać na zapłacenie za ten program, to wyrzuci swój komputer - jedyne źródło utrzymania - do piwnicy i przejdzie na zasiłek dla bezrobotnych.

Tu oczywiście pojawia się problem uczciwej ceny za program. Cóż to takiego uczciwa cena za program? Zapewne nikt nie podejmie się zdefiniowania tego pojęcia. Nie ulega jednak wątpliwości, że w Polsce żaden indywidualny nabywca programu np. Lotus 1-2-3, Excel, AmiPro czy Word dla Windows nie uzyska za jego pomocą w sensownym czasie dość pieniędzy, aby udało mu się zamortyzować produkt - nim pojawi się nowa, lepsza wersja, lepiej spełniająca wymagania użytkownika i jego potencjalnych klientów.

Przyjrzyjmy się jeszcze jednemu aspektowi cen oprogramowania. Z prasy amerykańskiej wynika, że ceny bardzo wielu programów w tym najbogatszym kraju świata są znacznie niższe niż w Polsce. Czyż moralne jest żądanie ceny - 350 USD za polską wersję programu, który w USA kosztuje 49 USD? Nic dziwnego, że ten dość ciekawy program nie sprzedawał się wcale, za to był nagminnie kopiowany.

Postawię wcale nie ryzykowną tezę, że gdyby nie piraci, to rynek oprogramowania nie rozwijałby się tak dynamicznie, jak to ma miejsce obecnie. Zresztą niektórzy wielcy twórcy oprogramowania przynajmniej częściowo doceniają ten aspekt używania ich programów, ostarczając na dyskietakch CD-ROM tylko częściowo ograniczone wersje swych programów (np. bez możliwości zapisu) do dowolnego użytkowania i sprawdzenia przydatności do naszych celów. Dopiero po upewnieniu się, że jest to program spełniający wymagania, należy przesłać opłatę za program aby otrzymać drukowaną dokumentację i hasło odblokowujące wszystkie możliwości programu.

Znam wielu ludzi korzystających z programów-staroci, opracowanych ale nie dopracowanych przez amatorów programowania, dostępnych za grosze jako shareware lub freeware, tylko dlatego, że nie stać ich na nowe wspaniałe wersje, a nie chcą używać kopii pirackich. Można ich podziwiać za siłę charakteru, ale to nie oni stanowią o rozwoju informatyki w kraju.

Nie pochwalam piractwa, opisuję tylko rzeczywistość, tak jak ją widzę.