Czy polski Internet stać na treści multimedialne?

W polskim Internecie nie ma na razie prawdziwych multimediów tworzonych pod jego kątem.

W polskim Internecie nie ma na razie prawdziwych multimediów tworzonych pod jego kątem.

W 1995 r., tuż po premierze Windows 95, Bill Gates przyznał się do błędu. Człowiek, który zmienił świat, przyznał, że nie docenił potęgi Internetu w takiej formie, w jakiej wówczas istniał. Gates zakładał, że będzie miał sens tylko wtedy, gdy użytkownik będzie dysponował dostępem szerokopasmowym z możliwością wykorzystania multimediów.

10 lat temu w dobie modemów plany wykorzystania multimediów w sieci wydawały się rzeczywiście mrzonką. Patrząc z perspektywy czasu nie trudno przyznać, że Gates... miał rację. Błędem Gatesa było jednak to, że nie docenił innowacyjności i pomysłowości ludzi. Nie przewidział, że społeczność internetowa poradzi sobie na różne sposoby z wysokimi cenami dostępu i kiepską jakością usług, że ludzkość potrzebuje trochę czasu, aby przestawić się z modelu "ja - sieć lokalna" na model "ja - cały świat", że powstaną różne modele prowadzenia biznesu w sieci.

Innowacyjność, nieszablonowe myślenie jest tym, co napędza sieć. Co z tego, że mamy najlepszych na świecie informatyków, jeśli ich późniejsza praca kompletnie nie przekłada się na jakieś szczególne polskie osiągnięcia internetowe. Czy słyszał ktoś o jakimś oryginalnym polskim serwisie internetowym, który by zawojował - już nawet nie świat, ale Europę? Podobnie jest z podejściem do multimediów.

Ewolucja, a nie rewolucja

W ciągu tych 10 lat zupełnie zmieniły się nasze wymagania w stosunku do Internetu. Dziś spora część internautów dysponuje szerokopasmowym dostępem, a ceny pamięci dyskowych dramatycznie spadły. Przeciętny posiadacz komputera dysponuje dostępem kiedyś zarezerwowanym dla firm, zaś na biurku ma twardy dysk o pojemności grubo ponad 100 GB. Te dwa elementy spowodowały, że realne stało się wykorzystanie multimediów, i to również w Polsce. Pytanie tylko, czy mają to być zdjęcia na stronach, krótkie klipy czy relacje radiowe?

Ciekawym materiałem jest analiza PBI/Gemius z kwietnia 2005 r., pokazująca zainteresowanie polskich internautów mediami online. Wynika z niej, że zdecydowana większość internautów (51,3%) korzysta z elektronicznych wydań gazet, jedna trzecia ze stron telewizji, a tylko nieco ponad 10% rozgłośni radiowych. Badanie pokazuje, że młodzi ludzie zdecydowanie częściej oglądają strony mediów internetowych, ale za to w stosunku do starszych są na nich bardzo krótko. Osoby w wieku powyżej 25 lat zdecydowanie więcej czasu spędzają na badanych stronach i generują o wiele więcej odsłon.

Wnioski nasuwają się same. Młodzieży wystarczą krótkie, szybko podane informacje. Starsi zdecydowanie dokładniej korzystają z zasobów mediów sieciowych. Na świecie, jak wynika z raportu Online Publishers Association internauci coraz więcej czasu spędzają na stronach z ciekawym kontentem, kosztem wykorzystywania wyszukiwarek. Z 557 mln godzin spędzonych w sieci (raport oparto na badaniu Nielsen/Net Ratings) aż 36,9% czasu internauci poświęcili na strony zawierające rozmaite treści (portale, serwisy z rozrywką, sportowe itp.), ale tylko 4,3% czasu na stronach głównych wyszukiwarek. Jest to jeden z dowodów na to, że Internet nam internautom po prostu powszednieje i przestajemy już jak szaleni skakać od raz znalezionego do ciągle nowego serwisu, koncentrując się na wybranych, sprawdzonych stronach. Jaki z tego wniosek? Im starsi internauci, im większy mają staż w Internecie, tym bardziej liczy się dla nich jakość i profesjonalizm podanej informacji. Stąd zresztą bierze się popularność tradycyjnych marek, jak: CNN, BBC czy najpopularniejszych portali, np. Yahoo - do których mamy zaufanie i które dają nam materiał na najwyższym poziomie.

Oryginalność w cenie

Za chwilę internautom nie wystarczą zagregowane takie same wszędzie (bo agencyjne) informacje na stronach portali. Będą chcieli czegoś nowego, pogłębionego i wartościowego. Na świecie ten trend widać już od pewnego czasu. W ciągu ostatnich kilku lat nastąpił olbrzymi postęp w cyfrowej fotografii, rejestracji wideo i dostępie do Internetu. Znikło kilka barier hamujących ich tworzenie i upowszechnianie. Do niedawna podstawową barierą były finanse. Sprzęt fotograficzny czy wideo, a także oprogramowanie do obróbki dostępne były prawie wyłącznie dla profesjonalistów albo firm, które stać było na ich zakup. Spowodowało to pojawienie się na świecie kilku ciekawych serwisów opartych na wykorzystaniu multimediów, jak fotograficzny serwis Flickr - przebogata baza zdjęć zarówno amatorskich, jak i profesjonalnych. Google wprowadził możliwość wgrania i zindeksowania plików wideo, a także przeszukiwania bazy wybranych programów telewizyjnych. Rok temu pojawił się podcasting - dźwiękowa wersja blogów, która ewoluuje do różnych wersji, np. vidcasting (nadawanie przekazów wideo). To najciekawsze trendy ostatnich lat.

Ewoluują serwisy radiowe - pojawiły się pomysły rozwiązania jednego z największych problemów nadawców: kosztu pasma niezbędnego do udostępniania multimediów. Przykładem takiej próby jest PeerCast - technologia oparta na modelu sieci P2P, która umożliwia emitowanie audycji radiowych czy telewizyjnych w Internecie. Na razie są to początki, ale wkrótce zapewne każdy z nas będzie mógł być multimedialnym nadawcą i odbiorcą. Przyszłość Internetu to multimedia i interakcja. Wzajemne sprzężenie i wymiana ról pomiędzy nadawcami i odbiorcami.

Większość osób, które przeżyły atak na londyńskie metro, była konsumentami treści, ale znaleźli się też tacy, którzy z konsumentów zmienili się w twórców. To oni, a nie profesjonalne ekipy telewizyjne, dostarczyli najciekawszych - może niezbyt dobrych jakościowo - materiałów na temat tych dramatycznych chwil. To jeden z wielu doskonałych przykładów, że aby zrealizować multimedialny Internet, nie wystarczy tylko wstawić na stronę klipy z telewizji czy relację radiową. Potrzebna jest zmiana modelu pozyskiwania treści, wyzwolenie potencjału twórczego tkwiącego w każdym z nas i umiejętność wykorzystania wspaniałej technologii, którą mamy do dyspozycji. Z pewnością dzisiejsza inwestycja w takim model zaprocentuje w przyszłości. Widać to zresztą na rynku prasowym, gdzie większym zainteresowaniem cieszą się wydawnictwa z oryginalną treścią niż pełne agencyjnych - takich samych jak wszędzie - informacji.

W polskim Internecie - może poza serwisami fotograficznymi i kilkoma przykładami podcastów, próżno szukać zastosowania tych nowinek. Nie interesują się nimi ani wielkie portale (z małymi wyjątkami), ani media tradycyjne posiadające swoje internetowe witryny. Tymczasem na świecie wyraźnie powstają dwie koncepcje portali. Pierwsza reprezentowana przez Google to czysta agregacja treści. Na naszym polskim podwórku doskonałym tego przykładem jest Onet, którego kilkaset serwisów prawie w całości opiera się na materiałach spoza portalu. Taki model preferował również inny wielki gracz Yahoo!, ale obecnie wyraźnie widać ewolucję tego portalu w stronę modelu mieszanego. Oprócz agregacji treści pojawiają się specjalne serwisy wykonane przez portal lub na jego zlecenie.

Najgłośniejszym przykładem jest stronahttp://hotzone.yahoo.com . Jest to blog Kevina Sitesa, najpopularniejszego obecnie dziennikarza sieciowego, który wyposażony w kamerę, fotograficzny i notebook podróżuje po różnych zapalnych rejonach i pisze swoje ekskluzywne relacje. Yahoo! w ostatnim czasie prowadzi nabór dziennikarzy i znanych bloggerów do innych swoich serwisów, chcąc wzbogacić je oryginalnymi materiałami. To, co robi Kevin Sites, powszechnie uważane jest za wzorcowe połączenie dziennikarstwa, Internetu i multimediów. Jego serwis cieszy popularnością o wiele większą niż inne oparte na agregacji serwisy Yahoo!.

Bożek klikalności

Czy doczekamy się polskich Kevinów Sitesów? Zapewne kiedyś tak. Wbrew pozorom problem stosunkowo prostego zastosowania multimediów w polskim Internecie nie wynika z braku środków, ale z modelu biznesowego naszych portali i nastawienia kadry zarządzającej. Polskiemu internaucie, a za nim kierownictwu portali, przynajmniej na razie wystarcza agregacja treści.

Problemem jest też stosunkowo mała liczba zawodowych dziennikarzy pracujących w serwisach internetowych. Większość redakcji tworzących jakiekolwiek treści została zredukowana w czasach zapaści gospodarczej na początku obecnego wieku. Aby stworzyć coś więcej niż wstawienie zdjęcia, krótkiej relacji czy klipu wideo, do informacji agencyjnej trzeba po prostu zawodowców. Nie wystarczą już osoby, które do perfekcji opanowały kombinację klawiszy CTRL+X i CTRL+V.

Rynek musi dojrzeć

Niewątpliwie problemem we wprowadzaniu innowacyjnych rozwiązań, a takimi jest szersze wykorzystanie multimediów, jest podejście polskich portali do innowacji. Polski Internet, powiedzmy sobie szczerze, jest słaby. Bardzo słaby. Słabość rynku reklamowego każe być portalom bardzo ostrożnymi we wprowadzaniu innowacji, które przecież kosztują. Łatwiej więc wprowadzać sprawdzone modele usług - nawet w kilka lat po ich pojawieniu się na świecie - niż eksperymentować na własnej skórze. Inna rzecz to statystyki, z których wynika, że portale, które bazują na agregacji, są zdecydowanie popularniejsze od tych, które dodają - dużym kosztem - oryginalne treści. Czy jest to kwestia siły marki, czy też niedojrzałość w konsumpcji informacji statystycznego polskiego internauty, trudno powiedzieć.

Zarządy wszystkich polskich portali przeszły w ostatnich latach rewolucję. Założycieli, często wizjonerów, zastąpili bardzo sprawni menedżerowie, dla których najważniejsza jest klikalność, przekładająca się oczywiście na zyski. Zgoda, argument klikalności jest tak samo ważny dla właścicieli i akcjonariuszy Yahoo! czy Google, ale w przeciwieństwie do właścicieli polskich serwisów internetowych próbują oni ją osiągnąć w inny, innowacyjny i nieraz ryzykowny sposób. Dlatego nowinki pojawiają się na rynku amerykańskim, a nie europejskim czy polskim. To jak inwestycja w banku na niski, ale pewny procent i gra na giełdzie - ryzykowna, ale opłacalna. Tymczasem na świecie próbuje się nowych rzeczy, z których jedne się sprawdzą, a inne nie - jak to w biznesie, ale jeśli się sprawdzą, to przynoszą zdecydowanie większą klikalność - zysk.

<hr size=1 noshade>Wizja w wąskim paśmie

Liczbę łączy szerokopasmowych (a więc takich, których przepustowości nadają się do transmitowania sygnału wideo) w Polsce ocenia się na ok. 1 mln 300 tys. Liczba użytkowników tych łączy jest oczywiście nieco wyższa, niemniej jednak stanowi to zbyt mały odsetek użytkowników polskiego Internetu w ogóle, by oferowanie treści szerokopasmowych stanowiło obiekt istotnego zainteresowania naszych rodzimych portali. Nadal oferowana zawartość większości stron jest sprofilowana pod kątem użytkownika dysponującego modemem 56 kb/s. Polskie "treści szerokopasmowe" stanowią więc nadal rodzynki w cieście graficzno-tekstowego wąskiego pasma.

Tymczasem próby realizacji usług tzw. potrójnej gry (3P) zarówno przez operatorów stacjonarnych, jak i kablowych, ograniczają się raczej do możliwości dostarczania sygnału telewizyjnego przez łącza szerokopasmowe, a nie tworzenia IPTV, czyli przekazu programów telewizyjnych nowej generacji.

Osobnym zjawiskiem jest powstawanie tzw. interaktywnych programów telewizyjnych (iTV, 4FunTV), które wykorzystują m.in. szerokopasmowy Internet do umożliwienia pełnienia przez telewidza aktywniejszej niż do tej pory roli.

ITVP to projekt badawczy Telewizji Polskiej udostępniania programów telewizyjnych w Internecie w postaci skalowalnej transmisji strumieniowej. Wg ostatnich informacji mógłby on się przekształcić w przedsięwzięcie komercyjne jeszcze w 2006 r. Obecnie to najbardziej zaawansowane i profesjonalne przedsięwzięcie tego rodzaju realizowane w polskim Internecie.

TVFly to ambitna próba zbudowania telewizji internetowej za pomocą ograniczonych środków.


TOP 200