Czy Polsce potrzebne są komputery?

Informacja jest towarem. Komputery, informatyka, systemy - pojęcia te zrobiły w ciągu ostatnich trzydziestu lat zawrotną karierę. Obrośnięte rozmaitymi mitami i nieporozumieniami, w świecie pieniądza i technologii oznaczają jednak przede wszystkim narzędzie służące do gromadzenia, przetwarzania i przekazywania informacji.

Informacja jest towarem. Komputery, informatyka, systemy - pojęcia te zrobiły w ciągu ostatnich trzydziestu lat zawrotną karierę. Obrośnięte rozmaitymi mitami i nieporozumieniami, w świecie pieniądza i technologii oznaczają jednak przede wszystkim narzędzie służące do gromadzenia, przetwarzania i przekazywania informacji.

Obserwatorowi rozwoju techniki w naszym kraju od dawna nasuwa się pytanie, czy nowoczesne urządzenia są u nas celem samym w sobie, czy też pełnią wystarczająco dobrze zdefiniowane funkcje?

Komputer - fetysz czy narzędzie pracy?

Informatyka jest w istocie tylko techniką realizacji skomplikowanych zadań logicznych. Odpowiednikiem tego słowa w języku angielskim jest computer science. Natomiast polskie brzmienie ma w sobie coś magicznego, nieomal religijnego. Na czym polega rozwój informatyki? Czy na ustawianiu komputerów osobistych na biurkach w sekretariatach, gabinetach dyrektorów instytucji i urzędów? Co to znaczy informatyzacja? Jak się ma informatyzacja do rozwoju informatyki? Czym się to wszystko różni od komputeryzacji? Można oczekiwać, że już same definicje zarysują - przynajmniej hasłowo - w miarę jasny program takiego rozwoju. Brakuje jednak początku. Tym początkiem musi być odpowiedź na pytanie, dlaczego i w jaki sposób informatyzacja zbliży nas do Europy, uczyni Polskę państwem nowoczesnym, a także czy takiego zbliżenia i takiej nowoczesności chcemy.

Nie jest możliwa jedna, wyczerpująca odpowiedź na tak postawione pytania. Oczekiwania i propozycje (programy) muszą zostać sformułowane z punktu widzenia różnych dziedzin działalności (podział poziomy) oraz różnych poziomów - umownie nazwijmy je technicznymi - w obrębie każdej dziedziny (podział pionowy). Taki podział nie musi być do końca konsekwentny. Przedstawiciele różnych dziedzin mogą, a nawet muszą porozumieć się w wielu kwestiach dotyczących problemów technologicznych, infrastruktury, a także uzgadniać formy nacisku wywieranego na politykę państwa w stosunku do informatyki.

Jakie dziedziny aktywności państwowej będą ułomne bez informatyki? Wymieńmy je hurtem, bez klasyfikacji: administracja państwowa, policja, wojsko, banki, służby publiczne, przemysł i nauka.

Komu komputer, komu?

Zacznijmy od końca: nauka, a właściwie jej dział - nauki ścisłe.

Do czego jest potrzebna nauce informatyka i na czym polega jej zastosowanie? Przy prowadzeniu eksperymentu informatyzacja polega na sprawowaniu przez program komputerowy funkcji operatora urządzeń technicznych (o olbrzymim nieraz zakresie możliwości podejmowania decyzji) oraz funkcji akwizycji danych doświadczalnych w szerokim zakresie tego słowa (tzn. łącznie z obróbką statystyczną i graficzną wyników, a także wstępną próbą analitycznego opisu zjawiska). W badaniach teoretycznych metody numeryczne mogą być wykorzystane do przeprowadzania eksperymentów myślowych bez potrzeby eksploatacji dużych i kosztownych urządzeń. Szczególnie efektowne są symulacje reakcji chemicznych, które - wspomagane przez - dostarczają emocji estetycznych również obserwatorom nie zainteresowanym wynikiem doświadczenia.

W krajach bogatych po przeprowadzeniu serii symulacji zjawiska przy pomocy programu numerycznego i tak weryfikuje się wyniki odwołując się do kosztownego na ogół eksperymentu. W kraju, którego problemy budżetowe stawiają pod znakiem zapytania prowadzenie większości prac badawczych, owo komputerowe udawanie rzeczywistości może okazać się jedynym sposobem na przeżycie, a przecież słowo "udawanie" nie ma w tym kontekście wydźwięku pejoratywnego. Wobec szerokiej współpracy z zagranicą (czym szczyci się wiele ośrodków naukowych w Polsce) nadarza się świetna okazja, aby w ramach tej współpracy podzielić się zadaniami według możliwości ich realizacji.

Informatyzacja przemysłu nie wnosi do powyższego opisu niczego nowego (ponieważ polega na informatyzacji laboratoriów rozwojowych funkcjonujących na zasadzie pracowni eksperymentalnych), dostarcza natomiast spektakularnych przykładów korzyści ze stosowania symulacji numerycznej. Zbudowanie prototypu nowego modelu samochodu osobowego po to, aby go zniszczyć w próbnej katastrofie, kosztuje firmę ok. 1 mln USD. Podobne zderzenie symulowane przez program numeryczny kosztuje ok. 10 tys. USD, a więc 1% tej sumy.

Określenie funkcji informatyki jako narzędzia służb publicznych polega na translacji obowiązków i zasad działania tych służb na język jednoznacznych algorytmów ze ściśle określonymi progami decyzji. Informatyczny system ochrony środowiska jest pod względem technicznym identyczny z systemem meteorologicznym. Różnica pojawia się dopiero na poziomie zastosowań. Poza tym oba systemy wykorzystują tę samą sieć komputerową, funkcjonują w tym samym trybie pracy ciągłej, od obu oczekuje się niezawodności i rzetelności informacji. Największe jednak podobieństwo wykazują pod względem poziomu niedoinwestowania.

Istnieje psychologiczna pokusa, aby w momentach krytycznych (jak chociażby awaria Elektrowni Atomowej w Sosnowym Borze) dać pierwszeństwo systemowi ochrony środowiska (służba pomiaru skażeń), jednak nie trzeba nikogo przekonywać o znaczeniu danych meteorologicznych w takim momencie. Trudno oczekiwać, aby tego rodzaju służby były rentowne lub chociażby samowystarczalne. Z definicji będą zawsze obciążały budżet. Powstaje pytanie, czy warto wydawać na nie pieniądze? Dość łatwo jest policzyć, ile kosztuje budowa i utrzymanie w ruchu systemu pomiaru skażeń. Trudniej jest policzyć (ale jest to możliwe), jakim kosztom zapobiegło zadziałanie takiego systemu. Założenie niewielkiego prawdopodobieństwa skażenia wywołuje dyskusję, czy warto przewidywać takie zdarzenia. Podobnie łatwo jest policzyć, ile kosztuje prognoza pogody, ale określenie jej wartości jest już prawie niemożliwe. Może ocenić ją lotnictwo, marynarka. A rolnictwo? W krajach rozwiniętych istnieje wyraźne powiązanie pomiędzy prognozowaniem pogody a decyzjami rolników; i tymi doraźnymi (kosić - nie kosić), i długofalowymi (wiosna ma być ciepła, więc może lepsza kukurydza niż zboże).

Razem, choć osobno

Systemy informatyczne funkcjonujące w nauce i przemyśle oraz w działach administracji państwowej mają wprawdzie odmienną strukturę logiczną i organizacyjną, mogą jednak bazować na tych samych centrach informatycznych (korzystać ze wspólnego komputera i infrastruktury informatycznej). Taka symbioza jest z ekonomicznego punktu widzenia bardzo korzystna i powszechnie stosowana na świecie. Duży superkomuter w centrum informatycznym jest maksymalnie obciążony obliczeniami na rzecz nauki i przemysłu, ale tylko przez niewielki procent czasu systemowego; jednorodne, średnie i stałe w czasie zatrudnienie zapewniają mu usługi na rzecz urzędów statystycznych czy służb publicznych? Informatyzacja administracji państwowej kojarzy się na pierwszy rzut oka z komputerową ewidencją ludności, pojazdów, statystyką... i na tym koniec. Ktoś o większej wyobraźni dostrzeże jeszcze możliwość przyspieszenia pracy urzędów przez komputerową edycję i identyfikację dokumentów. Natomiast całkiem niełatwo jest dostrzec możliwość stworzenia systemu doradczego - wspomagającego podejmowanie decyzji, szczególnie na najwyższych szczeblach.

Aby taki system stworzyć, trzeba sobie zdać sprawę z kilku zasadniczych rzeczy. Po pierwsze, należy zerwać z wizją informatyzacji polegającej na kupowaniu kolejnego mikrokomputera PC na kolejne biurko urzędnika (przed laty istniały propozycje komputeryzacji poważnego ośrodka badawczego przez zakupienie 100 sztuk komputerów ZX Spectrum). Po drugie, trzeba przygotować projekt funkcjonalny systemu wspomagania decyzji. Musi być wiadomo, jakie informacje i w jakiej postaci są potrzebne na jakim szczeblu zarządzania. Dzisiejsza niewydolność aparatu państwowego bierze się z niemożności podjęcia właściwych decyzji na szczeblu centralnym, m.in. na skutek braku informacji, blokowanej na szczeblu administracji lokalnej. Nie z powodu złej woli tak zwanych szczebli średnich, lecz przez nieterminowość informacji, ich połowiczność i bardzo często nieadekwatność. Już samo istnienie projektu funkcjonalnego uporządkuje wiele spraw, a w szczególności ustali kryteria, według jakich będzie gromadzona, formułowana, segregowana i wykorzystywana do rządzenia krajem informacja o parametrach gospodarczych. Po trzecie, realizacja techniczna takiego projektu jest najtańszą metodą wymiany kadr administracyjnych. Najtańszą dlatego, że nie polega na osobowej wymianie tych kadr, a jedynie na wymianie sposobu i szybkości ich funkcjonowania. Można sobie łatwo wyobrazić, że sprawozdanie opracowywane tygodniami lub nawet miesiącami według sformalizowanych kryteriów i uzależnione od nastroju urzędnika, w zinformatyzowanym systemie będzie w ciągu kilku minut przygotowywane przez program na podstawie danych liczbowych i, ewentualnie dodatkowo, serii jednoznacznych odpowiedzi ("tak" lub "nie") zadawanych przez ten program, a następnie bez zwłoki przesłane do odpowiedniego programu na wyższym szczeblu administracyjnym.

Nieszczęście polega na tym, że z konieczności kompleksowej informatyzacji państwa we wszystkich dziedzinach jego aktywności zdaje sobie sprawę tylko środowisko informatyczne. Mamy więc do czynienia z kuriozalną sytuacją, w której ludzie predestynowani z racji kwalifikacji do funkcji wykonawczych, z konieczności tworzą lobby forsujące wizję, która dla zainteresowanych (a właściwie niezainteresowanych, a może nawet zagrożonych) powinna być oczywista. Tymczasem nie można wykluczyć, że Rząd RP zdecyduje, iż z powodu trudności ekonomicznych na razie z rozwoju informatyki rezygnujemy.

Co taka decyzja oznaczałaby dla istniejących w wielu ośrodkach w Polsce centrów obliczeniowych? Laboratorium komputerowe jest z reguły jednostką organizacyjną przygotowaną - pod względem technicznym i kadrowym - do świadczenia usług informatycznch. Istnienie swe zawdzięcza najczęściej uporowi garstki zapaleńców. (Parę miesięcy temu pracujący w Centrum Obliczeniowym matematyk odszedł do Totolotka, a specjalista od komputerowych systemów bezpieczeństwa jądrowego składa przy pomocy komputera osobistego ozdobne Menu dla restauracji w Marriotcie.) Pracują na kilku frontach jednocześnie. Z jednej strony nad sprzętem -jeśli jest nienowoczesny, to wymaga ciągłych napraw i absorbującej obsługi. Jeśli jest nowy, to trzeba go poznać, uruchomić, przygotować do pracy oraz nauczyć nowicjuszy. Z drugiej strony informatycy muszą pokonywać bezwład środowiska i szukać potencjalnych użytkowników. Zawsze znajduje się ktoś, kto twierdzi, że duże komputery są nikomu niepotrzebne, lub że lepiej liczyć na Zachodzie, bo tam jest taniej i tam są silniejsze komputery. W takiej sytuacji każdy zamiar uruchomienia programu, każde sformułowanie nowego zadania urasta do rangi symbolu i sztandarowego uzasadnienia racji bytu Centrów Obliczeniowych.

Osobnym zagadnieniem jest połączenie Centrów w sieć lub dołączenie ich do sieci istniejących. Jest to sprawa kolejnej inwestycji, bez której nie można się obejść, a która jest zupełnie nie związana z zakupem i zainstalowaniem samego komputera. Trzeba założyć kabel i kupić (wcale nie tani) sprzęt elektroniczny do połączeń sieciowych. Rzecz ciekawa, okazuje się, że bywa możliwe zorganizowanie grupy nacisku, która doprowadza do podjęcia decyzji o inwestycji, wyasygnowania funduszy i sfinalizowania zakupu bardzo atrakcyjnego niejednokrotnie komputera. Ale na tym cała działalność z reguły się kończy. Dobry komputer stoi otoczony niedoinwestowaną infrastrukturą - jak dobra, silna lokomotywa na króciutkim odcinku toru zakończonym z obu stron koziołkami. Brakuje pieniędzy na dobrych informatyków, na utrzymanie maszyny w ruchu, na oprogramowanie, na obliczenia. A maszyna się starzeje. Oblicza się, że na utrzymanie komputera wraz z jego otoczeniem powinno się przeznaczyć fundusze w wysokości ok. 15% jego ceny rocznie. Jeżeli przyjmiemy, że okres moralnego starzenia się sprzętu wynosi 7 lat (średnio na świecie przyjmuje się 5 lat), to okazuje się, że przy kalkulacji kosztów organizowania Centrum Obliczeniowego należy przyjąć dwukrotną cenę komputera jako jego rzeczywisty koszt.

Wycofanie się w chwili obecnej z rozwoju informatyki oznaczałoby upadek Centrów Obliczeniowych. Zdziesiątkowane emigracją zarobkową środowisko informatyczne ulegnie całkowitej dezintegracji. Z całą pewnością uda się zapobiec dezintegracji sprzętu - tylko że za kilka lat, kiedy konieczność informatyzacji będzie już oczywista nawet dla jej dzisiejszych przeciwników, okaże się, że ze swoimi odkurzonymi kilkuletnimi komputerami jesteśmy - w porównaniu z resztą świata - w głębokim średniowieczu.

Łapać decydenta

Właściwie nie ma alternatywy. Zrozumiałe, że przy obecnych kłopotach budżetowych podjęcie pozytywnej decyzji jest niesłychanie trudne, ale słowne deklaracje, choćby z najważniejszych ust, nie mają praktycznego znaczenia. Natomiast sytuacja uchylania się od decyzji jest chyba najgorszą z możliwych. Oprócz wszystkich ujemnych skutków (materialnych) decyzji negatywnej dochodzi jeszcze frustracja i demoralizacja ludzi, którzy dotąd żyli nadzieją.

A nadzieja ta wcale nie jest nieuzasadniona. Pierwsze jaskółki już przyleciały. Zaczyna funkcjonować system bankowy (być może również policyjny - ale to tajemnica). Coraz więcej ośrodków naukowych utrzymuje kontakty z całym światem korzystając rutynowo z poczty elektronicznej. (W Polsce pracuje obecnie ok. 20 węzłów sieci akademickiej EARN). Można więc z niemałym prawdopodobieństwem zakładać, że kolejne środowiska zarażą się modą na wygodną nowoczesność lub zwyczajnie jej pozazdroszczą i dokonają skutecznej informatyzacji.


TOP 200