Czy Microsoft może odetchnąć?

Departament Sprawiedliwości USA nie będzie domagać się podzielenia Microsoftu na kilka mniejszych firm. Jednocześnie przedstawiciele rządu USA zapewnili, że chcą jak najszybszego rozwiązania sprawy i wyrazili nadzieję, że Microsoft zaprzestanie praktyk monopolistycznych. Niektórzy analitycy twierdzą jednak, że decyzja DS wcale nie musi oznaczać zwycięstwa giganta z Redmond. Może się bowiem okazać, że przedstawiciele rządu "odpuścili" sobie sprawę Internet Explorera tylko po to, żeby zapobiec zdobyciu przez Microsoft dominującej pozycji w innych dziedzinach.

Amerykański Departament Sprawiedliwości (DS) ogłosił, że nie będzie więcej domagać się podzielenia Microsoftu na kilka mniejszych podmiotów. Jednocześnie przedstawiciele rządu USA zapewnili, że chcą jak najszybszego rozwiązania sprawy.

Departament Sprawiedliwości poinformował też, że zwróci się do sądu, aby ten przyjrzał się działaniom firmy na rynku oprogramowania komputerowego i oszacował czy w przyszłości nie należałoby wprowadzić ograniczeń uniemożliwiających koncernowi zdobycie dominującej pozycji rynkowej. Obie strony mają rozwiązać sporne kwestie podczas dwustronnych rozmów. Rzecznik prasowy Microsoftu, Vivek Varma potwierdził gotowość firmy do rozmów mających na celu rozwiązać wszelkie inne kwestie sporne związane z zarzutami wobec firmy.

Zobacz również:

W praktyce oświadczenie Departamentu Sprawiedliwości oznacza, że najgłośniejsza od 20 lat sprawa antymonopolowa w USA może się wkrótce zakończyć. To, że Microsoft zgodzi się na ugodę, na mocy której zapłaci jedynie grzywnę i zmieni zasady swoich działań rynkowych, jest bowiem niemal pewne.

Jak powiedział Andy Gavil, profesor Howard University School of Law i znawca problematyki antymonopolowej: "Rząd może zgodzić się na odstąpienie od podziału Microsoft jeżeli ten zaakceptuje restrykcje w nowym systemie operacyjnym Windows XP i ewentualnych kolejnych wersjach." Dodał, iż nie jest zdziwiony oświadczeniem. Administracja nowego prezydenta George'a W. Busha od dawna bowiem sympatyzowała z tą wielką firmą.

<b>Niezdecydowany</b>

3. września DS zwrócił się z apelem do Sądu Najwyższego USA, aby ten odrzucił wniosek Microsoftu, w którym firma domaga się unieważnienia niekorzystnego dla siebie werdyktu w prowadzonej od 1999 roku sprawie antymonopolowej. Koncern złożył taki wniosek do Sądu Najwyższego na początku sierpnia br. Microsoft argumentował w nim, że wyrok powinien zostać uchylony, ponieważ sędzia prowadzący sprawę - Thomas Penfield Jackson - był stronniczy. Miały o tym świadczyć nieprzychylne wobec Microsoftu wypowiedzi Jacksona na łamach prasy. Obecnie sprawa ponownie rozpatrywana jest przez sąd okręgowy Dystryktu Columbia, który udzielił nagany sędziemu Jacksonowi i odsunął go od prowadzenia procesu. Sprawę Microsoftu przejęła od niego 58-letnia sędzina Colleen Kollar-Kottely.

DS zmienił swoje stanowisko w tej sprawie, ponieważ stwierdził, że dalsze obstawanie przy podziale Microsoftu spowodowałoby znaczne opóźnienie wprowadzenia takich rozwiązań prawnych, które uniemożliwiłyby w przyszłości zdobywanie pozycji monopolistycznych przez duże koncerny. Przedstawiciele Departamentu Sprawiedliwości wyrazili jednocześnie nadzieję, że Microsoft w niedługim czasie zaprzestanie działań noszących znamiona praktyk monopolistycznych.

<b>Czy to na pewno zwycięstwo?</b>

Niektórzy analitycy twierdzą jednak, że decyzja DS wcale nie musi oznaczać zwycięstwa giganta z Redmond. Może się bowiem okazać, że przedstawiciele rządu "odpuścili" sobie sprawę Internet Explorera tylko po to, żeby zapobiec zdobyciu przez Microsoft dominującej pozycji w innych dziedzinach. Wspomniane wcześniej dokładniejsze "przyjrzenie się" działalności koncernu może oznaczać, że sąd zajmie się teraz technologiami takimi jak .NET, Hailstorm, czy Passport, nad którymi prace wciąż jeszcze nie dobiegły końca. Fakt, że rozwiązania te nie zostały jeszcze wdrożone, znacznie ułatwiłby ewentualne próby zablokowania możliwości uzyskania przez nie zbyt silnej pozycji rynkowej, wynikającej z monopolistycznej pozycji Microsoftu.

Także na Starym Kontynencie problemy Microsoftu raczej prędko się nie zakończą. Europa nadal bowiem nie ustępuje i zapowiada kontynuowanie procesów. Do sprawy przeglądarki doszła jeszcze kwestia odtwarzacza plików multimedialnych Media Player, również wbudowanego w systemy Windows. Komisja Europejska poinformowała, że "sprawa amerykańska" jest całkiem oddzielona od europejskiej i decyzja władz USA nie będzie miała wpływu na proces toczący się na naszym kontynencie.

<b>Nas to nie dotyczy</b>

"To, czy Microsoft zostanie podzielony, czy też nie, tak naprawdę zupełnie nie dotyczy rynku polskiego", twierdzi research manager firmy analitycznej IDC, Andrzej Jarosz. "Dlatego też polscy użytkownicy zupełnie nie powinni odczuć na własnej skórze decyzji Departamentu Sprawiedliwości USA. Tak czy inaczej, cała sprawa najprawdopodobniej potrwa jeszcze bardzo długo. Jest to bowiem temat niezwykle skomplikowany, szczególnie na tle dopiero raczkującego polskiego prawodawstwa antymonopolowego. Kolejnym powodem, dla którego cała sprawa najprawdopodobniej potrwa jeszcze bardzo długo jest fakt wykorzystywania procesu przez konkurencję Microsoftu do oczerniania koncernu i tym samym podbudowywania własnego wizerunku", twierdzi przedstawiciel IDC.

W polskim oddziale Microsoftu nie udzielono nam żadnych komentarzy odnośnie całej sprawy bowiem, jak usłyszeliśmy, wszystkie kompetentne osoby (dyr. generalny, dyr. marketingu i rzecznik prasowy) wyjechały za granicę.