Czarodzieje sieci przeciw siłom chaosu

Internet często wydaje się chaotyczny, pozbawiony kontroli i pełen tajemnic. Dla wielu jest ostatnim miejscem, któremu profesjonalni użytkownicy powierzyliby istotne dla funkcjonowania ich firm aplikacje.

Internet często wydaje się chaotyczny, pozbawiony kontroli i pełen tajemnic. Dla wielu jest ostatnim miejscem, któremu profesjonalni użytkownicy powierzyliby istotne dla funkcjonowania ich firm aplikacje.

Jednak ten (powszechnie przyjmowany za prawdziwy) wizerunek Internetu, jako siedliska anarchii, jest przesadzony. To prawda, że żadna pojedyncza siła nie kontroluje tej rozproszonej supersieci. Jednak wzrastająca liczba sprawnie działających organizacji, tworzonych przez wolontariuszy, wpływa na bieg wydarzeń w Internecie. Zrzeszeni w nich specjaliści to prawdziwi czarodzieje sieci.

Grupują się w takich organizacjach jak Internet Engineering Task Force, w której ponad tysiąc aktywnych członków - naukowców i inżynierów - spotyka się regularnie w celu opracowania technicznych standardów dla Internetu. Współpracują oni z coraz liczniejszą rzeszą biznesmenów i menedżerów skupionych w takich grupach jak CommerceNet czy też World Wide Web Consortium. Oni z kolei dążą do uczynienia z Internetu środowiska komercyjnego.

Niestety, trzecia grupa - koncerny telekomunikacyjne oraz dostawcy usług internetowych - nie zrobiła (zdaniem sieciowych ekspertów) wystarczająco dużo, aby uczynić Internet siecią sprawną i godną zaufania.

W Internecie nie ma nikogo, do kogo można by pójść ze skargą w przypadku kłopotów. "W USA niegdyś była taka organizacja" - opowiada Scott Bradner, wiceprezes Internet Society. "Było to w czasach, gdy National Science Foundation (NSF) zarządzała siecią szkieletową Internetu" - mówi Bradner. Użytkownicy mogli wówczas w przypadku trudności kontaktować się z NSF. Gdy ta wycofała się, jedynymi adresatami skarg pozostały kompanie telekomunikacyjne, takie jak AT&T czy MCI Communications oraz dostawcy usług internetowych.

Użytkownikom pozostaje więc w mniejszym bądź większym stopniu liczenie na samych siebie. "Najpierw trzeba prowadzić prace wewnątrz własnej firmy" - twierdzi John Schwartzendruber z firmy farmaceutycznej Eli Lilly. Korzysta ona z sieci od 1991 roku. Schwartzendruber odradza łączenie z Internetem istotnych dla funkcjonowania firm aplikacji (nawet, jeśli mają być wykorzystywane wewnętrznie), o ile nie posiada się doświadczonego zespołu informatyków wyposażonych w odpowiednie narzędzia.

Pod kontrolą

Użytkownicy pragnęliby, aby dostawcy usług internetowych zapewnili im bezpieczeństwo i wiarygodność sieci. "Chcielibyśmy liczyć na Internet w ten sposób, w jaki jesteśmy pewni, że podnosząc słuchawkę telefonu - usłyszymy ton zgłoszenia się centrali" - mówi jeden z administratorów serwera WWW w dużej firmie produkcyjnej z Richmond. Rzeczywiście, niektórzy z dostawców zdejmują część problemów z barków użytkowników. Na przykład BBN Planet oferuje usługę, która obejmuje zarządzanie, dbanie o bezpieczeństwo (wraz z 24-godz. systemem pomocy na żądanie) oraz bieżącą obsługę serwerów WWW klientów. "Niestety, BBN Planet nie obejmuje swą działalnością całej planety" - żartuje Bradner. "Mogę do nich zadzwonić i poskarżyć się, że mój E-mail nie dotarł do Albuquerque, ale nawet jeśli odpowiedzą mi na pytanie, dlaczego tak się stało - to nie znaczy wcale, że będą mogli ten problem usunąć" - mówi.

Tym niemniej Bradner przyznaje, że BBN Planet poszedł w swej ofercie dalej niż większość dostawców usług internetowych - przynajmniej, jeśli idzie o próby stawiania diagnozy i rozwiązywania problemów. Mniejsi dostarczyciele nie mają zespołów, umożliwiających określenie każdego kłopotu, nie mówiąc już o całodobowych dyżurach ekspertów. "To bardzo trudne i kosztowne przedsięwzięcie" - mówi Bradner. W USA miesięczny koszt dostępu do Internetu poprzez dedykowane łącze 56 kbps waha się od 300 do 1200 USD w zależności od poziomu jakości oferowanych usług.

Znalezienie dostawcy, który zapewni nam właściwy poziom usług, nie jest jednak największym problemem. Stanowi go niewątpliwie słaba koordynacja pomiędzy koncernami telekomunikacyjnymi. Tak twierdzi Phill Gross, dyrektor odpowiedzialny za usługi internetowe w MCI w Reston - "Istnieje paląca potrzeba zawarcia odpowiednich porozumień w celu rozwiązywania pojawiających się problemów. Niestety, nic nie zapowiada zawarcia takich porozumień".

Larry Landweber - prezes Internet Society, twierdzi, że użytkownicy, którzy dotychczas obawiali się o bezpieczeństwo i niezawodność sieci, powinni włączyć się czynnie jako ochotnicy w działalność mającą na celu ustanowienie standardów Internetu. "Istotne są zwłaszcza te dotyczące zarządzania siecią i metody rozbudowy infrastruktury Internetu" - mówi Bradner. Bez jasnych reguł, jak używać sieci i jak o nią dbać, użytkownicy skłonni będą sądzić, że mają do czynienia ze zlepkiem sieci kontrolowanych przez niekompetentne organizacje komercyjne.