Cybernetyczni potomkowie Herostratesa

Zanim przed wszystkimi z nas otworzy się możliwość przeniesienia pełnej zawartości naszego mózgu do pamięci komputera i uzyskania tym tanim sposobem autentycznej nieśmiertelności, zdani jesteśmy na namiastki, np. "pozostanie na zawsze w ludzkiej pamięci". Można tego dokonać bez nadmiernego trudu, co odkrył już w 336 r. p.n.e. niejaki Herostrates, który - jak to potem tłumaczył - dla zdobycia sławy podpalił świątynię Artemidy w Efezie.

Zanim przed wszystkimi z nas otworzy się możliwość przeniesienia pełnej zawartości naszego mózgu do pamięci komputera i uzyskania tym tanim sposobem autentycznej nieśmiertelności, zdani jesteśmy na namiastki, np. "pozostanie na zawsze w ludzkiej pamięci". Można tego dokonać bez nadmiernego trudu, co odkrył już w 336 r. p.n.e. niejaki Herostrates, który - jak to potem tłumaczył - dla zdobycia sławy podpalił świątynię Artemidy w Efezie.

Dziś dla osiągnięcia tego celu nie musimy się nawet narażać na poparzenie czy gniew wiernych. Mieszkaniec Nowego Jorku, Ashrita Furman, np. w ciągu 17 lat pobił 45 rekordów zapisanych w Księdze Rekordów Guinnessa - wszystko to w chwilach wolnych od pracy, w prowadzonym przez siebie sklepiku z warzywami. Przeszedł 70,16 mili z butelką mleka na głowie (jak rozumiem, nie dotykając jej ani razu rękami); wykonał 8341 koziołków jeden po drugim, pokonując przestrzeń 12 mil i 390 jardów. Nie wszystkie próby podejmowane przez niego powiodły się - np. nie zdołał poprawić rekordu w staniu bez ruchu i chwytaniu rzucanych jaj z dużej odległości.

W podobnym zapewne duchu, przed kilkoma tygodniami, niejaki Mitch Maddox, 26-letni mieszkaniec miasta Dallas w Teksasie, podjął inną próbę zdobycia sobie nieśmiertelnej sławy. Ogłosił mianowicie, że zmienił oficjalnie swe nazwisko na DotComGuy (coś jakby Klik Internecki) i zamierza spędzić cały nadchodzący rok w Internecie. Dokładnie biorąc, aby tego dokonać, musiałby się zdematerializować albo co najmniej zamienić w chmurę elektronów. Ponieważ jednak nie porzucił (tak jak uczynili to nieco wcześniej członkowie sekty "Wrota Niebios") swej ziemskiej powłoki, będzie ją tymczasem przechowywał ukrytą w swym pustym domu w Dallas. Będzie go tam można odwiedzać wirtualnie pod adresem DotComGuy.com.

Choć sama koncepcja "życia w Internecie" wzbudziła we mnie rozliczne rozterki i wątpliwości, Mitch Maddox - przepraszam, DotComGuy - jest, jak się wydaje, na dobrej drodze do osiągnięcia swego celu. W ciągu pierwszych 12 godzin jego pobytu w cyberprzestrzeni z jego stroną internetową połączyło się, jak twierdzi, 900 000 ludzi (nie sądzę, by miał czas ze wszystkimi pogwarzyć). Wywiady z nim pojawiły się w CNN, CBS, NBC i chyba też widziałem jeden w ABC. Nie mówiąc o lokalnych stacjach - szczególnie z Teksasu. O jego wyczynie pisała już prasa w Japonii, Bangkoku, Bostonie, Szkocji, Irlandii, Londynie, Kanadzie i Polsce. W dobie Rewolucji Informacyjnej świat jest Globalną Wiochą.

Wyzwanie, jakie rzucił światu Dot-ComGuy, nie zostało przez wszystkich przy-witane z nabożnym podziwem. Jednym z jego najsurowszych krytyków stał się Eric Zorn, dziennikarz z Chicago Tribune, który twierdzi, nie bez racji, że wszystko to jest tylko szukaniem taniego rozgłosu. Nie przeszkodziło mu to jednak poszukać trochę taniego rozgłosu także i dla siebie - ogłosił on, że na tydzień przyjmuje nazwisko NotComGuy (Nieklikowski) i na ten czas wyłącza swe wszystkie urządzenia elektroniczne. Niech tak spróbuje na rok.