Cyberdemokracja

Podejmując dyskusję o dopuszczeniu głosowania przez Internet, należałoby rozważyć, jak się ma ono do konstytucyjnej zasady równości. Dla wielu polskich wyborców będzie to przecież forma praktycznie niedostępna.

Podejmując dyskusję o dopuszczeniu głosowania przez Internet, należałoby rozważyć, jak się ma ono do konstytucyjnej zasady równości. Dla wielu polskich wyborców będzie to przecież forma praktycznie niedostępna.

Aby zagłosować, trzeba przyjść osobiście do lokalu wyborczego, okazać komisji dowód osobisty, złożyć podpis na liście osób uprawnionych do głosowania, zaznaczyć w prawidłowy sposób wybór i wrzucić kartę do urny. W prosty sposób zostają zapewnione podstawowe techniczne atrybuty wiarygodności wyborów, w tym uwierzytelnienie głosującego i gwarantowane konstytucyjnie prawo do anonimowości. Jeżeli głosowanie ma się odbywać w Internecie, uzyskanie zaufania obywatela, że te warunki są spełnione, nie jest tak oczywiste.

LiD za Internetem

Wobec wszechogarniającego znaczenia technologii informacyjnych, głosowanie przez Internet to popularne hasło polityków, pragnących uzyskać poparcie nowoczesnych wyborców, ale to zapewne również kalkulacja, że wygoda kliknięcia w Internecie skłoni do głosowania tych, którzy nie chcą tracić czasu na spacer do lokalu wyborczego. Przy okazji sejmowej awantury o Traktat Lizboński, wobec perspektywy referendum, LiD zapowiedział zgłoszenie projektu ustawy wprowadzającej możliwość głosowania przez Internet.

W świadomości polityków i w niektórych relacjach medialnych wykorzystanie Internetu do głosowania bywa czasem mylone z użyciem coraz nowocześniejszych, ale kosztownych elektronicznych maszyn do głosowania, które w niektórych państwach stawia się w lokalach wyborczych od jakiegoś już czasu. Ułatwiają one scentralizowane zliczanie głosów, ale zmieniają dosyć radykalnie system nadzoru i odpowiedzialności nad prawidłowością tego procesu, który w tradycyjnym systemie opiera się na komisjach wyborczych, ale nie mają raczej wpływu na frekwencję.

Na razie stosunkowo niewiele państw zdecydowało się wprowadzić możliwość głosowania z domowego komputera, chociaż tego rodzaju ewentualność jest w wielu kolejnych dyskutowana. Czy Polska może w tej kwestii pójść na skróty?

Szwajcarski zegarek

Niezależnie od bliskiego nam geograficznie, ale bardzo niewielkiego, liczącego trochę ponad 1, 3 mln mieszkańców państwa, które już korzysta z głosowania przez Internet - Estonii, najbardziej interesującym przykładem do rozważań o wprowadzeniu głosowania przez Internet jest Szwajcaria. Jest to państwo o dosyć wyjątkowym systemie demokracji bezpośredniej, w którym obywatele są wzywani do głosowania 4-6 razy w roku, aby decydować nie tylko o wyborze reprezentantów do władz lokalnych, kantonalnych i federalnych, ale również o wszelkich kwestiach polityki publicznej. Testy wyborów przez Internet prowadzi się w Szwajcarii od 2001 r. Pierwsze oficjalne referendum z wykorzystaniem Internetu w Aničres nieopodal Genewy, które przeprowadzono w styczniu 2003 r., dotyczyło wzięcia kredytu na odnowienie budynku lokalnych władz. Uprawnionych do głosowania było 1162 wyborców. Z Internetu skorzystało wówczas 44% głosujących.

To zamiłowanie Szwajcarów do demokracji bezpośredniej trwa od 700 lat. 26 kantonów i 2890 gmin ma daleko posuniętą autonomię. Każdy z kantonów ma własną ustawę konstytucyjną, parlament, rząd i system sądowniczy. Dopuszcza się dziesiątki różnych systemów głosowania. Tradycja utrzymała np. w niektórych miejscach zwyczaj głosowania przez podniesienie ręki, na wiecu zwoływanym w centralnym punkcie miasta. Wszystkie systemy wyborcze musi łączyć podstawowa zasada, system głosowania musi być skuteczny, godny zaufania, dawać pewność ważności wyborów i być zrozumiały dla wszystkich.

W 1995 r. zdecydowano, aby wprowadzić w Szwajcarii możliwość głosowania pocztą, ponieważ frekwencja w zwykłych wyborach zaczęła spadać. System jest prosty i bezpieczny, pozwala wydłużyć głosowanie do 2-3 tygodni. Na marginesie - warto zauważyć, że zmienia on zasady prowadzenia kampanii wyborczej, która w mniejszym stopniu zależy od szczytu, którym jest termin wyborów. Obecnie połowa wyborców korzysta z głosowania pocztowego, ale rozważając podobny mechanizm dla Polski trzeba pamiętać, że w Szwajcarii pocztę cechuje wiarygodność i terminowość, nieosiągalna raczej u nas. Z badań szwajcarskich wynika, że większość tych "pocztowych" wyborców deklaruje zainteresowanie internetowym systemem głosowania. Z raportu opracowanego w ubiegłym roku na zlecenie szwajcarskiego parlamentu wynika ponadto, że cały skomplikowany i złożony technicznie system głosowania przez Internet i tak jest kilkukrotnie tańszy niż pocztowy.

Szwajcarzy uważają, że zainteresowanie obywateli głosowaniem przez Internet wynika z tego, że jest to państwo bardzo zdecentralizowane, gdzie wyborcy z zaufaniem delegują swych przedstawicieli do załatwiania spraw publicznych i gdzie jest również dosyć elastyczne podejście do kwestii poufności głosów. To powoduje, że obywatele nie muszą do końca rozumieć złożonego kryptograficznie i organizacyjnie mechanizmu zabezpieczenia systemu wyborczego, by móc mu zaufać. Podstawowe zasady technicznej budowy systemu są jednak w sposób przejrzysty publicznie prezentowane i zadbano przy tym, by interfejs użytkownika nawet wizualnie wyglądał na bezpieczny dla osób, które na bezpieczeństwie teleinformatycznym się nie znają.

Nierówna demokracja

Podejmując dyskusję o dopuszczeniu głosowania przez Internet, należałoby rozważyć, jak się ma do konstytucyjnej zasady równości. Dla wielu polskich wyborców będzie to forma praktycznie niedostępna, biorąc pod uwagę, że obszary wykluczenia cyfrowego są w Polsce, jak na warunki europejskie, wyjątkowo rozległe. Parlamentarnej debaty o unowocześnieniu systemu głosowania nie ułatwi to, że są politycy, którzy adresują programy polityczne specjalnie do tych wykluczonych, również gorzej wykształconych, nastawionych nieufnie do świata. Dla nich łatwość głosowania przez Internet, czyli potencjalny wzrost liczby głosów po stronie posiadaczy komputerów, może się przełożyć na zmniejszenie własnych szans wyborczych.

Dzisiaj niektórzy politycy są przekonani, że manifestowanie cyfrowego analfabetyzmu jest wręcz w dobrym tonie. Były premier Jarosław Kaczyński, który pochwalił się kiedyś, że nie ma konta w banku, a do używania telefonu komórkowego zmusiła go dopiero sprawowana funkcja, mówi o Internecie jak o przestrzeni wrogiej i nieznanej, opanowanej przez podchmielonych piwkiem studentów, którym w głowie tylko oglądanie filmików z gołymi babami na You Tube i granie w strzelanki, profanujące komputery biblioteki uniwersyteckiej.

Innym obszarem rozważań nad wprowadzeniem nowatorskiego systemu musi być uczciwość głosujących. Zdalne głosowanie sprzyja na przykład sytuacjom, w których jeden z członków rodziny głosuje za wszystkich, według swojego upodobania. Rozwiązaniem mogłoby być oczywiście uwierzytelnianie biometryczne, ale przecież go nie ma.


TOP 200