Co ja jeszcze tu robię

Ssanie zachodnich rynków odciska piętno na polskim rynku pracy. Brakuje już nie tylko anestezjologów i pielęgniarek, ale też doświadczonych konsultantów ERP czy architektów systemów informatycznych. Pytanie, jak trwałe będzie to piętno i czy na miejsce tych, którzy wybrali pracę na Zachodzie, pojawią się jacyś inni?

Ssanie zachodnich rynków odciska piętno na polskim rynku pracy. Brakuje już nie tylko anestezjologów i pielęgniarek, ale też doświadczonych konsultantów ERP czy architektów systemów informatycznych. Pytanie, jak trwałe będzie to piętno i czy na miejsce tych, którzy wybrali pracę na Zachodzie, pojawią się jacyś inni?

Tak naprawdę zaczynamy mieć powoli do czynienia z drugą falą zarobkowej emigracji informatyków na Zachód. O to, że jest to niezwykle pojemny termin mieszczący zarówno administratora i programistę, jak i projektanta systemów, a więc oznaczający każdego i nikogo, nie będziemy się w tym miejscu spierać. Pierwsi odważni zebrali już doświadczenia, nie zawsze najlepsze.

Z doświadczeniem na Zachód

"Mamy chyba do czynienia z kolejną fazą efektu jojo. Pierwsi zachwyceni cudownym życiem na Zachodzie zaczynają się nieco uspokajać. To wbrew pozorom nie jest taki łatwy kawałek chleba. Niektóre praktyki obowiązujące od lat na dojrzałych, zachodnich rynkach są dla polskich konsultantów po prostu szokujące. W Polsce nikt nie poda konsultanta do sądu za błędy popełnione w trakcie wdrożenia, a w Niemczech to się zdarza. Zdarzyło się też już polskim konsultantom, którzy nie pomyśleli na zapas o ubezpieczeniu od odpowiedzialności cywilnej" - zauważa Piotr Milewski z firmy .

Nie zmienia to faktu, że ludzie z inicjatywą, głodni wyzwań, nowych doświadczeń i pieniędzy wyrywają się skutecznie z Polski na Zachód. Zachodnie zarobki działają na wyobraźnię. Zostaje po nich pustka, którą trudno jest zapełnić mniej doświadczonym informatykom, czy wręcz zupełnie niedoświadczonym absolwentom studiów informatycznych. O tych ostatnich pracodawcy mają różne zdanie. Większość ma w działach IT jednego lub nawet kilku studentów i absolwentów, którzy za stosunkowo niewielkie pieniądze wykonują stosunkowo proste prace i stopniowo zyskują wiedzę. Inni z niechęcią zauważają, że studenci oczekują coraz więcej, nakręceni informacjami o zarobkach oferowanych absolwentom niemieckim czy brytyjskim, a jednocześnie reprezentują coraz niższy poziom wiedzy i umiejętności, o zacięciu do pracy i talentach informatycznych nie wspominając.

Student czy kluczowy użytkownik

Kiedy rynek pracy dla informatyków nie składał tak interesujących obietnic jak pod koniec lat 90., na informatykę szli ludzie z zacięciem informatycznym, utalentowani matematycznie. Kiedy stało się jasne, że dla programistów, administratorów, projektantów systemów i konsultantów IT chleba nie zabraknie, zareagowały zarówno szkoły wyższe, jak i potencjalni studenci. W roku akademickim 2002/2003 wydziały informatyki opuściło 6400 studentów. To ci, którzy na informatykę zdawali w 1998 r. Rok później - jak podaje Mały rocznik statystyczny 2005 - świeżo upieczonych absolwentów informatyki było już 13 100. To ci, którzy zdawali w 1999 r. W tych samych latach liczba absolwentów kierunków matematycznych i statystycznych spadła z 2900 do 2600, natomiast inżynieryjno-technicznych z 23 900 do 21 800. Miejsca dla przyszłych informatyków znalazły się na studiach dziennych, które postanowiły zwiększyć liczbę przyjmowanych studentów, oraz na studiach zaocznych i w prywatnych szkołach wyższych. Notabene liczba szkół wyższych między rokiem 2000/2001 a 2003/2004 wzrosła z 310 do 427.

Takie poszerzenie możliwości edukacyjnych na życzenie napierających na uczelnie studentów nie mogło odbić się na jakości oferowanego wykształcenia i jakości wypuszczanych przez uczelnie absolwentów. Niektórzy pracodawcy zdecydowali się wręcz zaniechać rekrutacji wśród studentów, wychodząc z założenia, że w szybko zmieniającej się rzeczywistości nie mają już czasu na to, aby przez trzy lata kształcić pracownika od zera. Zdecydowanie chętniej wspierają przekwalifikowanie w kierunku IT kluczowych użytkowników, którzy mają za sobą kilka lat doświadczenia w księgowości czy logistyce i którzy w trakcie różnych wdrożeń wykazali zmysł informatyczny, niż inwestują w studentów, którzy w ogóle nie mają doświadczenia biznesowego.

Zdobycie doświadczenia czy emigracja

Absolwenci nie pozostają dłużni pracodawcom, oskarżając ich o brak inwestycji w rozwój pracowników i oferowanie minimalnych wynagrodzeń, niebiorących zupełnie pod uwagę otwarcia zachodnich rynków pracy. "Pracodawcy zabijają się o specjalistów poszukiwanych specjalności IT - niech się zabijają, skoro nie chcą zaoferować wyższego wynagrodzenia" - kwitują internauci na forum Praca portalu gazeta.pl. Pracodawcy odbijają piłeczkę stwierdzając, że student czy absolwent to żaden specjalista i to naturalne, że nie może liczyć na wynagrodzenie doświadczonego pracownika. Studenci mają przed oczami 30-35 tys. euro rocznie, na które może liczyć absolwent niemiecki, i niechętnie dają się wciągnąć w dyskusję o wyższych kosztach utrzymania na Zachodzie.

Pracodawcy prędzej jednak przeniosą centrum danych do niewielkiej miejscowości oddalonej o kilkaset kilometrów od Warszawy i poszukają na lokalnym rynku mniej wymagających finansowo pracowników niż podciągną wynagrodzenia mało wykwalifikowanych pracowników do standardów zachodnioeuropejskich. Na razie znajdują. Studentom pozostaje więc pogodzenie się z realiami i odrobienie pierwszych kilku lat pańszczyzny w nadziei na poprawę pozycji na rynku pracy po zyskaniu doświadczenia lub też emigracja na Zachód. Coraz częściej wybierają to drugie.

Czego szuka pracodawca

Tak naprawdę cały czas nie rozstrzygnięto jeszcze, czym mają być wyższe studia w dziedzinie informatyki. Wykładowcy akademiccy i studenci lubią mówić o wszechstronnym przygotowaniu teoretycznym i przydatnej przez całe życie - w przeciwieństwie do opanowania szybko zmieniających się konkretnych narzędzi informatycznych - nauce rozwiązywania problemów. Stwierdzenia "Przedmioty typu matematyka dyskretna czy algebra liniowa nie mają dawać praktycznej wiedzy, tylko wykształcić elastyczne myślenie i umiejętność adaptacji. Co ci da tłuczenie kilka lat jakiejś technologii, skoro tuż po studiach się ona zmieni, albo w firmie, do której pójdziesz pracują akurat z czym innym? Albo szybko załapiesz, albo nie" nie należą do rzadkości. Pracodawcy podchodzą do tego sceptycznie. Są tacy, którzy prędzej zatrudnią elektronika, automatyka, czy mechanika do przekwalifikowania w kierunku IT niż absolwenta informatyki.

"Uczelnie uczą wszystkiego, czyli niczego, a ich przeciętnym produktem jest student, który nie potrafi w ciągu godziny napisać programu na 15 linijek. Nie daje sobie rady z tym zadaniem również wówczas, gdy ma do dyspozycji Internet, ponieważ nie jest przygotowany do samodzielnego zdobywania wiedzy. Pierwsze produkty przygotowywane przez tych studentów do niczego się nie nadają. Jeśli trafią do dobrej firmy, dzięki szkoleniom wewnętrznym mogą zacząć tworzyć dobre produkty" - mówił kilka lat temu Tomasz Kunicki, prezes firmy AdRem Software, jednej z niewielu polskich firm IT eksportujących produkty na Zachód.

Odpowiedzieć na potrzeby

Co stanie się z polskim rynkiem pracy IT? Niektórzy są zdania, że lukę pozostałą po Polakach wyjeżdżających za Zachód zapełnią Bułgarzy i Rumunii. Nie wiadomo jednak, dlaczego na przystań mieliby wybrać Polskę, skoro otworem stanie przed nimi wiele zachodnioeuropejskich rynków pracy. Inni wierzą, że luka jest przejściowa, a za kilka lat powrócą ci, którzy zdobyli pieniądze i doświadczenie na Zachodzie i postanowili wreszcie powrócić do komfortowej roli obywatela pierwszej kategorii.

Może też okazać się, że podaż dostosuje się do popytu - zachodnie centra programistyczne i rozwojowe przeniosą się do innych lokalizacji, dzięki ujednolicaniu systemów w ramach korporacji, konsolidacji i outsourcingowi popyt na informatyków spadnie, a polskie firmy informatyczne, wypchnięte z rynku przez zachodnie korporacje, przestaną poszukiwać nowych ludzi. Oby nie. Z drugiej strony pojawiło się ostatnio kilka inicjatyw - zarówno ze strony samorządów, jak i uczelni współpracujących z producentami szeroko rozpowszechnionych systemów informatycznych - aby w ramach programów nauczania uwzględnić komercyjne rozwiązania, umożliwiające pragmatyczne dostosowanie umiejętności studentów informatyki do potrzeb pracodawców z lokalnych rynków. I ten kierunek wydaje się sensowny.

<hr>Dla Computerworld komentuje Robert Rogodziewicz, prezes spółki Zepter IT, odpowiedzialny za systemy informatyczne we wszystkich oddziałach Zeptera na świecie.

Robert Rogoziewicz

Robert Rogoziewicz

Czy trudniej jest dziś niż kilka lat temu zatrudnić pracowników do działów informatyki w Polsce? Myślę, że trudniej. Dostajemy takie sygnały z rynku i sami obserwujemy to zjawisko. Dotyczy to szczególnie ludzi specjalizujących się w zintegrowanych systemach zarządzania, tzw. ERP. Sporo specjalistów władających angielskim i niemieckim znalazło zatrudnienie w Europie Zachodniej. Dla mnie, jako szefa działu IT, jest to również problem. Ostatnio dobrego konsultanta odkupiła od nas litewska firma wchodząca na polski rynek. Drugi, pracujący wcześniej dla mnie, wyjechał do Szwajcarii. Trzeciego chciałem ściągnąć z Niemiec, ale niemiecka firma przebiła ofertę.

Ten problem dotyczy głównie prawdziwych specjalistów, doświadczonych, wykształconych, władających językami. Jak sobie z tym radzimy? Szkolimy własnych ludzi w wybranych obszarach i zatrudniamy firmy zewnętrzne. Nie ma za to problemu z pracownikami wsparcia technicznego, specjalistami od Windows oraz innych podstawowych systemów i aplikacji, które w ciągu ostatnich lat szeroko rozpowszechniły się w firmach. Pojawiło się sporo ludzi z wykształceniem, którzy z powodzeniem mogą pracować na niższych stanowiskach, obsługując prostsze sieci i wykonując inne prace niewymagające zaawansowanej wiedzy. Z jednej strony presja na rynek pracy w ostatnich latach nieco maleje ze względu na zauważalną tendencję do konsolidacji działów IT, ujednolicania rozwiązań, poszukiwania korzyści skali, co prowadzi często do redukcji liczebności działów IT. Z drugiej jednak strony na polski rynek wchodzą zachodnie koncerny otwierające - najczęściej w miastach akademickich - centra badawczo-rozwojowe, outsourcingowe i programistyczne. Oni w zauważalny sposób "wysysają" ludzi z rynku.

Czy sięgamy po ludzi ze Wschodu? Jeszcze do tego nie doszliśmy. Myślę, że tych na Wschodzie nie jest znowu tak wiele. Mieliśmy do czynienia z projektem wdrożenia systemu ERP na Ukrainie i problemem okazało się znalezienie w Kijowie operatora, czy księgowego znającego się na tym systemie, więc co tu mówić o specjalistach z wyższej półki. Ze Wschodu ludzie też odpłynęli na Zachód.

Optymizmem tchną zapowiedzi ze strony partnerów Microsoftu, jak np. MCSK, który deklaruje gotowość do intensywnego szkolenia studentów różnych uczelni biznesowych w zakresie aplikacji Microsoft. Z tego, co wiem, prekursorami są tu Szkoła Główna Handlowa oraz Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego. Mamy więc nadzieję, że na rynek wejdzie nowa fala wstępnie przeszkolonych pracowników. Całym sercem popieram takie inicjatywy! Szkoła wyższa nie powinna zajmować się wyłącznie przygotowaniem teoretycznym. Teoretycy, po pojawieniu się w pracy, wymagają bowiem nie tylko przeszkolenia w zakresie biznesu, którym zajmuje się firma, ale też w zakresie narzędzi informatycznych. Dobrze byłoby, aby chociaż część z tych narzędzi mieli już opanowane. Nie zmienia to faktu, że studentów, których dziś wypuszczają polskie uczelnie, nie oceniam źle. Zatrudniam kilku studentów w formie umowy zlecenie oraz umów o dzieło i widzę, że oni szybko się uczą, nie mają wygórowanych oczekiwań, potrafią włożyć w pracę dużo wysiłku, spiąć się w chwilach spiętrzenia pracy.

Tak naprawdę nie jest tak, że nie da się w Polsce znaleźć pracownika IT, nie wszyscy jeszcze "odpłynęli". Czasem ten proces trwa dłużej, ale zawsze się udaje. W sumie nawet w Rosji, na Ukrainie czy w Kazachstanie można znaleźć twórczego pracownika, a przecież o to chodzi, reszta jest kwestią szkolenia.

Cykle gospodarczy i edukacyjny

Chciałbym się podzielić obserwacjami zebranymi w czasie 13 lat pracy w Kanadzie i USA jako programista, integrator systemów, administrator systemu Unix, a teraz specjalista z ośmioletnim doświadczeniem w systemach zarządzania dokumentacją. Sektor IT jest jednym z najbardziej podatnych na cykl koniunkturalny w całej gospodarce. Posłużmy się przykładem lat 90. Na początku było wystarczająco dużo pracowników, aby pokryć zapotrzebowanie rynku pracy. Potem przyszła druga połowa cyklu ekonomicznego, na którą nałożyła się era dot.comów i przygotowania do Roku 2000. Nastąpił kryzys na rynku pracy, zapotrzebowanie poszło w stratosferę, a nowych kandydatów nie było wystarczająco dużo. Potem była recesja w gospodarce, prysła bańka internetowa, firmy miały nowe urządzenia i oprogramowanie jako rezultat przygotowań do Roku 2000, nikt więcej nie chciał już nic kupować, nie było nowych projektów. Pierwszy krok to redukcja zatrudnienia. Drugi krok to wysłanie obsługi IT do tańszych krajów.

Oczywisty jest fakt, że potencjalni kandydaci na pracowników wybierają studia kierując się wysokością zarobków przewidywaną po ich zakończeniu. W latach kryzysu 2000-2005 absolwenci szkół średnich unikali trudnych kierunków, takich jak informatyka (Computer Science) czy inżynieria komputerowa (Computer Engineering), bo perspektywy zatrudnienia były mizerne. Teraz gospodarki Kanady i USA jadą na wszystkich cylindrach, a absolwentów z kierunków IT jest tyle, co kot napłakał. Na koniec podam przykład mojego syna. Zaczął Computer Engineering na uniwersytecie w Toronto tylko po to, aby zobaczyć zamykające się drzwi rynku pracy podczas drugiego i trzeciego roku studiów. Ukończył studia w 2004 r., w czasie gdy perspektywy na pracę w IT były najgorsze od 20-25 lat. Upłynęło kilka lat i znów mamy zapotrzebowanie na specjalistów IT. Cykl ekonomiczny trwa średnio 9-10 lat, wykształcenie specjalisty to 5-7 lat. Tylko te dwie liczby pokazują jak trudno jest planować w tych okolicznościach. Wolna ekonomia i tyle :) Nostalgia za pięcioletnimi planami? Nieee.

Wypowiedź internauty podpisującego się nickiem sawickig, zamieszczona 8 kwietnia 2006 r. w wątku "Brakuje specjalistów IT - czyja to wina?" na forum Praca portalu gazeta.pl.


TOP 200